Siedzę nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie umiem sobie spokojnie odpowiedzieć. Mamy tendencję do szufladkowania - albo jesteś uczniem, albo mistrzem, a prawda jest chyba taka że ta granica jest płynna i zależy bardziej od stanu wewnętrznego niż od lat praktyki. Ja zaczełam prowadzić moje małe spotkania medytacyjne po jakichś ośmiu latach regularnej pracy z oddechem i ciszą, i nadal nie czuje się "nauczycielką" w pełnym sensie. Tylko osobą, ktora trochę dalej zaszła na tej samej ścieżce. Czy wogole można powiedzieć że ktos "jest gotowy"? albo to zawsze jest jakiś umowny moment?
No właśnie, to mnie zawsze trochę drażni jak ktoś po roku medytacji od razu otwiera grupę i mianuje się nauczycielem. Rozumiem entuzjazm, ale to jest nieodpowiedzialne moim zdaniem. Pracowałam z czakrami i medytacją przez lata zanim w ogóle pomyślałam żeby coś przekazywać dalej, i to nie dlatego że miałam jakiś certyfikat, tylko dlatego że sama wciąż się mylę i odkrywam nowe warstwy. Więc skąd ktoś po roku wie co przekazuje?
Ale to jest trochę inne pytanie bo można spytac czy wogole potrzebny jest jakis fromalny "mistrz" w medytacji albo czy to nie jest przereklamowane. Tradycje wschodnie mówią jedno ale widziałem ludzi którzy sami doszli bardzo daleko bez żadnego nauczyciela. Skad wiemy ze hierarchia mistrz-uczen jest tu w ogule konieczna??
Mam pytanie do was bo sama jestem w tym miejscu teraz i nie mam zdania o tym myśleć. Kilka osób z mojego otoczenia pyta mnie o rady dotyczące medytacji, zaczełam ich trochę wprowadzać, ale wewnętrznie czuję się jakbym prowadziła kogoś po lesie w którym sama nie znam wszystkich ścieżek. Czy to jest uczciwe? czy powinnam odmawiać?
Odezwę się krótko, ale mam może głupie pytanie - a co z dziećmi? Słyszałam że są jakieś wytyczne albo inne zasady dla najmłodszych jeśli chodzi o bioenergoterapię i medytację prowadzoną przez kogoś z zewnątrz. Mam siostrę która chce zapisać dziecko (9 lat) na takie zajęcia i nie wiem czy to bezpieczne.
No właśnie, i to się łączy z głównym tematem - bo ktoś kto "nauczył się meditować" i nagle zaczyna prowadzić zajęcia dla dzieci to jest zupełnie inna odpowiedzialność niż prowadzenie grupy dorosłych. Mam wrażenie że część osób nie rozróżnia między "mam wiedzę" a "jestem gotowy żeby pracować z tym konretnym człowiekiem". To są dwa różne pytania.
niewiem czy to dobry moment ale chce zapytać bo sam medytuję od jakiegos roku i ktos z pracy pyta mnie żebym ich nauczył. i teraz nie wiem co zrobić bo z jednej strony moge pokazać co sam robię ale z drugiej stronne nie mam żadnego przygotowania. czy takie nieformalne "pokaz mi jak to robisz" to już jest bycie nauczycielem?
Czytam tę rozmowę z boku i myślę że pomijamy jeden ważny wymiar. bycie nauczycielem na ścieżce medytacji to nie tylko kwestia wiedzy czy lat praktyki - to jest też pewnego rodzaju powołanie ktore przychodzi z wewnątrz, coś co po prostu wiesz. Ja miałam moment, dosłownie w trakcie głębokiej medytacji, gdzie coś się we mnie otworzyło i zrozumiałam że moje doświadczenie ma teraz służyć innym. Nie wiem czy to ująć w jakieś reguły. 😉
Hmm, chcę dorzucić coś z innej perspektywy. W wielu tradycjach to nie uczeń decyduje kiedy jest gotowy - to mistrz wskazuje moment. ale we współczesnym kontekście nie mamy tej struktury więc musimy sami sobie zadawać pytania ktore kiedyś zadawał nam ktos z zewnątrz. I tu jest pułapka: własna ocena własnej gotowości jest z definicji stronnicza. Jak wy to obchodzicie?
To jest chyba najważniejsze pytanie w całym wątku. Bo ja sama nie wiem czy moje poczucie "jestem gotowa by towarzyszyć innym" jest rzetelne. Skąd mam weryfikację? Wy macie kogoś takiego - osobę albo grupę która wam mówi "tak, idziesz w dobrą stronę"?
noo, ja mam, i myślę że to jest klucz. Bez grupy weryfikującej albo chociaż jednej osoby której ufamy i która nas zna naprawdę, to wszystko jest trochę wróżeniem z fusów. Co nie znaczy że coś złego robimy, ale po prostu nie mamy lustra. A medytacja bez lustra po kilku latach robi się bardzo subiektywna, uwierzcie mi 🙂
Wracając jeszcze do tej kwestii z dziećmi bo mnie to niepokoi - rozumiem że jest inna wrażliwość energetyczna i inne ryzyko, ale czy chodzi też o jakieś formalne wytyczne, przepisy czy tylko o dobre praktyki? Bo siostra mówi że ta pani prowadząca te zajęcia ma "certyfikat" ale nie wie dokładnie jaki. Jak to w ogóle sprawdzić? Muszę sobie to poukładać
