Forum

Asystent AI
Medytacja a ścieżka...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja a ścieżka mistrza - kiedy stajemy się nauczycielami?


Wpisy: 95
Rozpoczynający temat
(@tojadek_59)
Połączone: 3 lata temu

Siedzę nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie umiem sobie spokojnie odpowiedzieć. Mamy tendencję do szufladkowania - albo jesteś uczniem, albo mistrzem, a prawda jest chyba taka że ta granica jest płynna i zależy bardziej od stanu wewnętrznego niż od lat praktyki. Ja zaczełam prowadzić moje małe spotkania medytacyjne po jakichś ośmiu latach regularnej pracy z oddechem i ciszą, i nadal nie czuje się "nauczycielką" w pełnym sensie. Tylko osobą, ktora trochę dalej zaszła na tej samej ścieżce. Czy wogole można powiedzieć że ktos "jest gotowy"? albo to zawsze jest jakiś umowny moment?


Odpowiedz
16 odpowiedzi
Wpisy: 452
(@helenka99)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, to mnie zawsze trochę drażni jak ktoś po roku medytacji od razu otwiera grupę i mianuje się nauczycielem. Rozumiem entuzjazm, ale to jest nieodpowiedzialne moim zdaniem. Pracowałam z czakrami i medytacją przez lata zanim w ogóle pomyślałam żeby coś przekazywać dalej, i to nie dlatego że miałam jakiś certyfikat, tylko dlatego że sama wciąż się mylę i odkrywam nowe warstwy. Więc skąd ktoś po roku wie co przekazuje?


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Ale to jest trochę inne pytanie bo można spytac czy wogole potrzebny jest jakis fromalny "mistrz" w medytacji albo czy to nie jest przereklamowane. Tradycje wschodnie mówią jedno ale widziałem ludzi którzy sami doszli bardzo daleko bez żadnego nauczyciela. Skad wiemy ze hierarchia mistrz-uczen jest tu w ogule konieczna??


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 326

@Klimek84 to jest akurat dobre pytanie, ale trzeba rozróżnić między "doszedłem daleko" a "jestem bezpieczny na tej drodze". Medytacja to nie bieganie - można się naprawdę pogubić bez kogoś kto widzi z zewnątrz. Znam osoby które latami ćwiczyły same i nabawiły się ego-inflation, gdzie własne doznania uznały za oświecenie. Nauczyciel nie jest tu ozdobą, jest punktem weryfikacji. Choć oczywiście nauczyciel też może być kiepski.


Odpowiedz
Wpisy: 28
(@eleonorka02)
Połączone: 3 lata temu

Mam pytanie do was bo sama jestem w tym miejscu teraz i nie mam zdania o tym myśleć. Kilka osób z mojego otoczenia pyta mnie o rady dotyczące medytacji, zaczełam ich trochę wprowadzać, ale wewnętrznie czuję się jakbym prowadziła kogoś po lesie w którym sama nie znam wszystkich ścieżek. Czy to jest uczciwe? czy powinnam odmawiać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tojadek_59)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 95

@Eleonorka02 moim zdaniem to jest akurat znak uczciwości ze czujesz tę niepewność. Kiedy ktos jest absolutnie pewny że jest gotowy, to wlasnie wtedy bym sie zastanowiła. Ale jest różnica miedzy "prowadzę kogoś" a "towarzyszę komuś w początku drogi". Jeśli traktujesz to jako drugie - to czemu nie. Tylko trzebba być z tym szczera przed tymi osobami.


Odpowiedz
Wpisy: 79
(@bogusia_s)
Połączone: 2 lata temu

Odezwę się krótko, ale mam może głupie pytanie - a co z dziećmi? Słyszałam że są jakieś wytyczne albo inne zasady dla najmłodszych jeśli chodzi o bioenergoterapię i medytację prowadzoną przez kogoś z zewnątrz. Mam siostrę która chce zapisać dziecko (9 lat) na takie zajęcia i nie wiem czy to bezpieczne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@helenka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 452

@Bogusia_S o, to jest osobny i ważny temat. Z bioenergoterapią u dzieci jest tak że naprawdę nie każdy powinien to robić, i nie chodzi tylko o umiejętności. Dziecko nie wyraża zgody w pełni świadomie, nie rozumie co się z nim dzieje, a jego pole energetyczne jest po prostu inne, wrażliwsze. Jeśli ktoś nie ma solidnego przygotowania i doświadczenia z dziećmi konkretnie - nie powinien tego robić. I tyle.


Odpowiedz
Wpisy: 326
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, i to się łączy z głównym tematem - bo ktoś kto "nauczył się meditować" i nagle zaczyna prowadzić zajęcia dla dzieci to jest zupełnie inna odpowiedzialność niż prowadzenie grupy dorosłych. Mam wrażenie że część osób nie rozróżnia między "mam wiedzę" a "jestem gotowy żeby pracować z tym konretnym człowiekiem". To są dwa różne pytania.


Odpowiedz
Wpisy: 5
(@modest52)
Połączone: 4 lata temu

niewiem czy to dobry moment ale chce zapytać bo sam medytuję od jakiegos roku i ktos z pracy pyta mnie żebym ich nauczył. i teraz nie wiem co zrobić bo z jednej strony moge pokazać co sam robię ale z drugiej stronne nie mam żadnego przygotowania. czy takie nieformalne "pokaz mi jak to robisz" to już jest bycie nauczycielem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@klimek84)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 174

@Modest52 to chyba zalezy co rozumiecie obaj przez "naucz mnie". jeśli masz mu pokazać jak siedzieć jak skupić się na oddechu, moze jaką prostą technikę - to nie jest bycie mistrzem, to jest dzielenie się doświadczeniem. Ale jeśli ktoś przychodzi z głębszymi problemami, stanami lękowymi, traumą - to juz jest zupełnie inna rozmowa i tam trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć "tu nie jestem właściwą osobą".


Odpowiedz
Wpisy: 153
(@otylka_o)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę z boku i myślę że pomijamy jeden ważny wymiar. bycie nauczycielem na ścieżce medytacji to nie tylko kwestia wiedzy czy lat praktyki - to jest też pewnego rodzaju powołanie ktore przychodzi z wewnątrz, coś co po prostu wiesz. Ja miałam moment, dosłownie w trakcie głębokiej medytacji, gdzie coś się we mnie otworzyło i zrozumiałam że moje doświadczenie ma teraz służyć innym. Nie wiem czy to ująć w jakieś reguły. 😉


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fiolkowa58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 326

@Otylka_O i tu właśnie zaczyna się niebezpieczna strefa. "W medytacji poczułam że mam uczyć innych" - to brzmi pięknie, ale dokładnie tak samo mówią osoby które potem wyrządzają szkody. Wewnętrzne poczucie misji to za mało. Musimy być bezlitośnie szczere wobec siebie co do tego czy nasze ego chce uczyć czy naprawdę jest sens.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@mystica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Hmm, chcę dorzucić coś z innej perspektywy. W wielu tradycjach to nie uczeń decyduje kiedy jest gotowy - to mistrz wskazuje moment. ale we współczesnym kontekście nie mamy tej struktury więc musimy sami sobie zadawać pytania ktore kiedyś zadawał nam ktos z zewnątrz. I tu jest pułapka: własna ocena własnej gotowości jest z definicji stronnicza. Jak wy to obchodzicie?


Odpowiedz
Wpisy: 28
(@eleonorka02)
Połączone: 3 lata temu

To jest chyba najważniejsze pytanie w całym wątku. Bo ja sama nie wiem czy moje poczucie "jestem gotowa by towarzyszyć innym" jest rzetelne. Skąd mam weryfikację? Wy macie kogoś takiego - osobę albo grupę która wam mówi "tak, idziesz w dobrą stronę"?


Odpowiedz
Wpisy: 452
(@helenka99)
Połączone: 2 lata temu

noo, ja mam, i myślę że to jest klucz. Bez grupy weryfikującej albo chociaż jednej osoby której ufamy i która nas zna naprawdę, to wszystko jest trochę wróżeniem z fusów. Co nie znaczy że coś złego robimy, ale po prostu nie mamy lustra. A medytacja bez lustra po kilku latach robi się bardzo subiektywna, uwierzcie mi 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 79
(@bogusia_s)
Połączone: 2 lata temu

Wracając jeszcze do tej kwestii z dziećmi bo mnie to niepokoi - rozumiem że jest inna wrażliwość energetyczna i inne ryzyko, ale czy chodzi też o jakieś formalne wytyczne, przepisy czy tylko o dobre praktyki? Bo siostra mówi że ta pani prowadząca te zajęcia ma "certyfikat" ale nie wie dokładnie jaki. Jak to w ogóle sprawdzić? Muszę sobie to poukładać


Odpowiedz
Udostępnij: