Hej, chciałam założyć ten temat bo od jakiegoś czasu próbuję łączyć medytację z nawiązywaniem kontaktu z przewodnikami duchowymi i jakos ciężko mi to wszystko poukładać. Rzecz w tym że sama medytacja to jedno, ale żeby naprawdę poczuć obecność opiekuna to jakby trzeba czegoś więcej. U mnie to wygląda tak: zaczynam od skanowania ciała, czakra po czakrze, i gdzieś w okolicach czakry serca zaczyna się coś dziać. Ciepło, czasem mrowienie w rękach. I właśnie wtedy staram się "otwierać" na kontakt. Ale nie wiem czy robię to dobrze, bo sygnały są takie... no niejednoznaczne. Ktoś miał podobnie? Jak to u was wygląda od strony tej pracy z ciałem?
To co opisujesz z tym ciepłem i mrowieniem to jest właśnie ten most między ciałem a wymiarem przewodników. ja przez długi czas myślałam, że medytacja i praca z czakrami to dwie oddzielne ścieżki, ale z czasem zrozumiałam, że jedno prowadzi do drugiego. Czakra serca to naprawdę to miejsce, gdzie kontakt jest najłatwiejszy, przynajmniej u mnie. Choć musze powiedzieć, że zanim zaczęłam cokolwiek "czuć" od przewodników, minęło dobre kilka miesięcy regularnej pracy. Nie wiem jak ty do tego podchodzisz od strony intencji, bo to jest chyba kluczowe.
Ojej, właśnie szukałam czegoś takiego! Ja próbuję medytować od jakichś trzech miesięcy i kompletnie nie wiem czy to co czuję to już jest jakiś kontakt czy po prostu mój własny umysł. Jak wogole odróżnić że to przewodnik a nie własna wyobraźnia?? To mnie najbardziej blokuje szczerze mówiąc
Dobre pytanie tylko odpowiedź nie jest taka prosta. To rozróżnienie które opisujesz, własna wyobraźnia kontra prawdziwy kontakt, to jest coś z czym zmaga sie większość osób przez pierwsze lata praktyki. I uczciwie: nie ma tu jednej pewnej metody. Natomiast jest kilka sygnałów które moga pomóc. Komunikaty od przewodników mają tendencję do bycia zaskakującymi, czyli nie powiedzą ci tego co chcesz usłyszeć. Własny umysł zazwyczaj potwierdza nasze przekonania. Drugie kryterium to spójność czy te same obrazy, słowa, odczucia wracają w podobnej formie przez dłuższy czas. Ale i tak nie traktuj tego jako pewnik
no dobra ale to brzmi troche jak te rozmowy kiedy ktos wierzy w to w co chce wierzyc i na tym koniec 😉 nie mowie ze medytacja nie dziala bo dziala na relaks to widac ale to ze "zaskakujace komunikaty" to przewodnik a nie wlasny mozg, to jakos nie kupuje. skad wiadomo ze mozg nie generuje rowniez zaskakujacych mysli? robie z siebie czegos nie rozumiem poprostu
To co opisuje Mocarna ma sens, ta kwestia zaskoczenia i spójności. Ale ja bym dorzucił jeszcze jeden element, mianowicie jakość energetyczną kontaktu. Przy prawdziwej obecności przewodnika jest pewien rodzaj spokoju, nie euforii, właśnie spokoju, który jest inny niż cokolwiek co sam z siebie generujesz. Przynajmniej tak to odbieram. Natomiast sama praca z ciałem przed medytacją jest naprawdę istotna. ja zawsze zaczynani od oddechowej i uziemienia, inaczej cały czas kręce sie po glowie.
Pozwolę sobie dopisać, czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem ale mam pytanie może trochę z boku. Czy żeby wgl zacząć pracować z przewodnikami to trzeba już umieć medytować "porządnie"? Bo ja jakos nie potrafię wyciszyć myśli i zastanawiam się czy w ogóle mam szansę na taki kontakt skoro medytacja mi słabo idzie...
Ja mam takie pytanie bo czytam i nie do końca rozumiem jak wiadomo do KOGO sie "zwracać"? Znaczy, z czego wynika że to jest opiekun a nie jakiś zupełnie losowy byt? To mnie zawsze zatrzymuje jak próbuję czegoś takiego. 😉
Dobre pytanie Klarcia i mnie samą to nurtuje. Ja działam na zasadzie intencji zanim zacznę, po prostu wewnętrznie 'zapraszam tylko tych, którzy są mi życzliwi i działają dla mojego najwyższego dobra'. Brzmi może naiwnie ale jakos działa jako filtr, przynajmniej w moim odczuciu. Ale chętnie usłyszę jak to robią bardziej doświadczone osoby.
Czytam tę rozmowę drugi dzień i mam wrażenie, że trochę mieszamy ze sobą kilka różnych kwestii. Bo to "jak nawiązać kontakt" to jedno, a "jak sprawdzić czy to prawdziwy przewodnik" to drugie, i można to rozdzielić. To co Mocarna pisała o spójności i Hydromanta o jakości energetycznej, to są dla mnie dwa najważniejsze kryteria. Ale chciałabym się zapytać, ile czasu dajesz sobie na jedną sesję nastawioną na taki kontakt? Bo to tez ma znaczenie i czasem ludzie się poddają za wcześnie albo odwrotnie, forsują za długo i potem są wymęczeni.
Oo super że jest taki wątek! Ja ostatnio zaczęłam eksperymentować z kadzidłem podczas takich medytacji i czuję jakby łatwiej mi się "ustawiać" - macie jakieś konkretne zapachy które wam pomagają w tym kontakcie? Czytałam że kadzidło drzewne działa świetnie na połączenie z wyższymi wibracjami 🙂
eh, A mnie ciekawi jedno, bo te mrowienie i ciepło o którym pisałaś na początku, to pojawia się samo czy robisz coś żeby to wywołać? Bo próbowałam kilka razy i albo nic nie czuję albo czuję coś ale potem nie wiem co z tym dalej zrobić.
wlasnie tez mi sie wydaje ze to z tym "co potem" to jest glowny problem. bo ok czujesz cos, niby jest kontakt, ale jak masz z tego wyciagnac jakis konkretny komunikat? moze macie jakies techniki zeby to nie bylo takie mgliste bo u mnie jak juz cos czuje to zaraz mysle o czymsa innym i trce ten moment
Słuchajcie, bo mam wrażenie że to co opisują Okultysta i Gertruda to tak naprawdę dwa różne problemy które się tu trochę miesza. Jedno to "czuję coś ale nie wiem co" a drugie to "czuję coś ale nie wiem jak to wyciągnąć". I to nie jest to samo. Pierwsze to kwestia tego że w ogóle nie znamy jeszcze "języka" swojego przewodnika, każdy ma inny. Drugie to technika. Więc jak próbujecie to robić, obrazy, słowa, intuicyjne impulsy ciała?
ta mgła to moim zdaniem nie przeszkoda tylko środowisko w którym to działa. nie trzeba jej "przebijać". wystarczy się w niej zatrzymać i poczekać. u mnie to zawsze jest tak że jak zacznę się szarpać i wymuszać wyrazistość to wszystko znika. jak odpuszczam i siedzę w tej mgle spokojnie, za jakiś czas zaczyna coś wyłaniać. jakaś forma, barwa, odczucie kierunku.
o wlaśnie! a ja czytałam że to mgła to jest tak zwana zasłona między światami i że żeby ją rozrzedzić to pomaga dźwięk, śpiew gardłowy albo misa tybetańska na przykład. próbowałam misą i serio robi różnicę, coś jakby oczyszczało przestrzeń. ktoś próbował czegoś podobnego?
no dobra ale czy ta roznica w wyjasneniach ma realne znaczenie praktyczne? jesli misa pomaga to pomaga i tyle. mnie bardziej interesuje to co Wierzchoslawaa pisala o zapisywaniu PO medytacji, bo to probowlem i u mnie po godzinie sie nie pamietam co bylo. jak szybko po zakonczeniu sie zapisujecie?
to z notesem to naprawde dobra praktyka i sama tak robię od lat. ale chcę wrócić do czegoś co Lunaria napisała wyżej o tym języku przewodnika bo to jest bardzo ważna rzecz. u mnie przez pierwsze kilkanaście miesięcy przewodnik komunikował się przez odczucia w ciele, konkretnie przez czakrę serca i splotu słonecznego, i dopiero jak nauczyłam się rozróżniać te sygnały, ciepło kontra ucisk, to zaczęłam cokolwiek z tego rozumieć. więc to nie tylko technika, to też znajomość własnego ciała jako odbiornika
