Siedzę ostatnio nad starymi tekstami alchemicznymi i zaczęło mnie to mocno wciągać w kontekście medytacji. Bo tak naprawdę ta cała alchemia to nie było o złocie fizycznym, prawda? Transmutacja ołowiu w złoto to metafora wewnętrznej przemiany, zamieniania ciężkich, mrocznych stanów umysłu w coś czystego i jasnego. I wlaśnie medytacja mi się z tym bardzo łączy. Jak medytuję regularnie od jakichś paru lat, to widzę że coraz mniej rzeczy mnie wytrąca z równowagi, jakby ten "ołów" emocji powoli się oczyszczał. Ktoś jeszcze pracuje świadomie z tym podejściem? Że traktuje medytację jako swój rytuał alchemiczny?
Ten temat siedzi mi w głowie od dawna. Mam w notatniku całą tabelkę porównań alchemicznych etapów - nigredo, albedo, rubedo - z etapami w medytacji głębokiej. Nigredo czyli "czernienie" to u mnie zawsze ten moment kiedy zaczyna wychodzić wszytsko co stłumione, te sesje gdzie płaczesz bez powodu albo czujesz się gorzej niż przed medytacją. Większość ludzi to rzuca właśnie wtedy, myślac że coś robią źle. A to dopiero początek transmutacji. @Mikolajek61 jak długo trwa u ciebie zanim ta faza mija?
Ooo to ciekawe! Ja mam pytanie trochę z boku ale mi się to skojarzyło - czy runy mogą jakos wspomóc tę transmutację? Np. Kenaz to runa ognia, transformacji, oświecenia. Zastanawiam się czy można by połączyć medytację z kontemplowaniem konkretnej runy żeby przyspieszyć ten proces oczyszczania. Jak sadzicie?
Czytam i zastanawiam się... czyli medytacja może być najpierw gorsza zanim stanie sie lepsza? To trochę niepokojące. dopiero zaczynam i jak mam takie trudne sesje to myslę że robię cos niedobrze. Możecie powiedziec jak to odróżnić - kiedy to ten "ołów wychodzi" a kiedy naprawdę cos jest nie tak z techniką?
Wow, ten wątek jest niesamowity, tyle tu wiedzy! Mam pytanie bo też sie uczę run i nigdy mi do głowy nie przyszło żeby łączyć je z medytacją w taki celowy sposób. Czy jest jakaś konkretna technika kontemplowania runy? Chodzi mi o to czy poprostu wpatrujesz sie w jej kształt czy coś wizualizujesz?
Hej, wchodzę bo mnie ten temat zaciekawił, choć na co dzień bliżej mi do astrologii. Ale pomyślałem - w astrologii Saturn to planeta transmutacji przez trudność, i tranzyt Saturna czesto zbiegał mi sie z momentami kiedy medytacja była najcięższa ale tez dawała najwięcej. Może te systemy jakos ze sobą współgrają, ze etapy alchemiczne mają też swoje odpowiedniki w układzie planet???
Mogę zapytać głupie pytanie? Jak ktoś zaczyna medytację stricte jako ścieżkę transmutacji wewnętrznej, to od czego w ogóle zaczyna? bo słyszę o nigredo, albedo, rubedo ale to brzmi jakby człowiek musiał być już zaawansowany żeby w ogóle wiedzieć w którym etapie jest. Czy na początku to w ogóle ma znaczenie czy po prostu się siada i oddycha?
Czytam i to wszystko brzmi pięknie ale czy ktoś może powiedzieć wprost, ile trzeba medytować żeby w ogóle zobaczyć jakieś efekty tej transmutacji? Nie proszę o cudowne obietnice, tylko realistyczne doświadczenia. Czy to jest kwestia miesięcy, lat?
Trochę sceptycznie do tego podchodzę bo to ciekawe jako metafora ale zastanawiam sie czy ludzie nie nakładają na medytację zbyt dużo symboliki i potem nie widzą prostych mechanizmów. Medytacja redukuje stres, poprawia koncentrację, zmienia neuralnie mózg - to udowodnione. Czy koniecznie trzeba to pakować w ramy alchemiczne? Pytam serio, bo może to komuś pomaga a nie rozumiem czemu.
Ja tu mam takie przemyślenie z zupełnie innej strony. Pracuję od dłuższego czasu z tarotem i zauwazylam ze Wielkie Arkana też opisują coś bardzo podobnego do tych etapów alchemicznych. Księżyc to twój chaos i nigredo, Słońce to rubedo. Wieża to rozwalenie starych struktur przed nowym. Zastanawiałam się czy ktoś świadomie pracuje z medytacją i kartą jako punktem wejscia do sesji?
Hej, wchodzę w temat bo mam pytanie może trochę z boku ale z kontekstem tej transmutacji. Mam od jakiegoś czasu chorobe autoimmunologiczną i słyszałam że można pracować energetycznie z tym stanem. Czy ta alchemiczna medytacja, albo moze kontemplowanie run, moze jakoś pomóc osobom chorującym na takie rzeczy? Nie mówię o leczeniu, ale o jakimś wsparciu na poziomie energetycznym.
Wracając do głównego nurtu, bo zaczęliśmy troche odpływać - chciałem sie zapytać tych którzy mają dłuższą praktykę: czy u was ten moment przejścia między etapami jest wyraźny? Znaczy, czy budzisz sie pewnego dnia i czujesz że "nigredo" minęło i jesteś w nowym miejscu, czy to bardziej że patrzysz wstecz i dopiero wtedy widzisz że coś sie zmieniło?
Na to pytanie o przejście między etapami - u mnie nigdy nie było jakiegoś jednego dnia zero, bardziej seria małych momentów. Pamiętam ze przez jakiś czas sesje były ciężkie i nagle zaczęłam zauważać że po medytacji zostaje mi jakiś spokój który wcześniej nie było. Nie "obudziłam sie i wiedziałam", raczej po czasie patrząc wstecz można było powiedzieć że coś sie zmieniło. Czy ktoś miał inaczej? Bo zastanawia mnie czy to zawsze jest stopniowe czy bywa nagłe.
hej, wiem ze trochę zjechałam temat wcześniej z tym autoimmuno ale chciałam powiedzieć że przeczytałam odpowiedź Errata_03 i to co napisała o wewnętrznym konflikcie dało mi do myślenia. tylko mam pytanie praktyczne - jak w ogóle zacząć taką medytację gdy ciało boli? bo czasem mam takie zaostrzenia że skupienie się na oddechu jest po prostu niemożliwe bo każde głębsze wdychanie sprawia dyskomfort. czy jest jakaś wersja tego dla takich momentów?
ten wątek sie rozrasta jak szalony haha. wracając do tego co Mikolajek61 napisał wcześniej o tym że framework alchemiczny to narracja "po czasie" - to mi sie bardzo odpaliło. bo ja właśnie próbowałam podchodzić do medytacji z gotową mapą i potem frustracja że nie wiem gdzie jestem na tej mapie. może problem był w tym że za bardzo szukałam etykietki dla tego co czuje zamiast po prostu siedziec i czuć? Zobaczę jak to będzie za jakiś czas
