Forum

Asystent AI
Medytacja a samotno...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja a samotność - czy pogłębia wrażenie izolacji czy je zmniejsza?

Strona 2 / 3

Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

To zdanie o diagnozie i lekarstwie bardzo mnie uderzyło. Bo ja chyba traktowałam medytację jak kompletny pakiet - i diagnoza, i leczenie, i rekonwalescencja. A może rzeczywiście to tylko pierwsza część.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale tu mam pytanie - czy to znaczy, że medytacja bez jakiegoś dopełnienia, czy to w postaci rozmowy, terapii, grupy, jest niepełna? Czy to jest wadą praktyki czy po prostu jej granicą, której nie ma co przekraczać siłą?


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@czarek00)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tego i mam wrażenie, że to zależy od człowieka, a nie od samej medytacji. Jeden będzie potrzebował dopełnienia, drugi nie. Tylko jak to stwierdzić u siebie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 412

@Czarek00 może właśnie po tym, czy to, co wychodzi podczas medytacji, jakoś zmienia się z czasem, czy kręci się w kółko. Jeśli kręci - to może sygnał, że potrzeba czegoś więcej. Ale to tylko moje obserwacje, nie twierdzę, że mam rację.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

U mnie kręci się w kółko. Od dłuższego czasu. I chyba to właśnie sprawiło, że zaczęłam pisać ten wątek, tylko nie umiałam tego tak nazwać.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

To, co Eremitka napisała na końcu, jest chyba najważniejsze w tym wątku. Kręci się w kółko i nie umiała tego nazwać. Ale teraz nazwała. Czy to coś zmieniło? Pytam serio, bo czasem samo nazwanie problemu już coś rusza.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Trochę tak. Piszę to i czuję, że coś jest inaczej niż kiedy zaczęłam ten wątek. Ale nie wiem jeszcze, co z tym zrobię. I nadal nie wiem, czy moja samotność wynika z medytacji, czy medytacja jest moją odpowiedzią na samotność, która i tak by była.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

A czy te dwa kierunki muszą się wykluczać? Może obie rzeczy są prawdą jednocześnie i jedno nakręca drugie. Mam pytanie do Eremitki - kiedy nie medytujesz przez jakiś czas, to samotność jest mniejsza, większa, czy taka sama?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Sigilmistrz większa. Zdecydowanie. Bez medytacji czuję się bardziej zagubiona i bardziej odcięta. Więc medytacja nie jest źródłem tego uczucia, raczej je trochę oswaja. Ale nie likwiduje.


Odpowiedz
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Sigilmistrz to ciekawe pytanie, bo ja sam nigdy tak nie sprawdzałem u siebie. Jakby kontrolna próba - czy bez medytacji jest inaczej. Ale czy to w ogóle uczciwy test? Bo jak się odstawia praktykę, to zwykle z jakiegoś powodu, i ten powód już zmienia stan.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie, Domowik ma punkt. Ja próbowałam kiedyś celowo zrobić przerwę, żeby zobaczyć, co się zmieni. I zmieniło się dużo, ale nie wiedziałam, czy to przerwa zrobiła swoje, czy inne okoliczności. Nigdy nie można tego dobrze oddzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 442
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wracając do tego, co Eremitka napisała - oswaja, ale nie likwiduje. Czy to nie jest może uczciwy opis granicy medytacji w kontekście samotności? Nie leczy, ale sprawia, że się z tym da żyć. Tylko pytanie, czy to wystarczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Brzoskwinka mnie to zdanie trochę niepokoi, szczerze. Bo jeśli tylko oswaja, to czy nie utrwalamy tym samym sytuacji zamiast jej zmieniać? Siedzę z tym i nie wiem, co myślę.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Mimoza ma tu chyba racje. Oswajanie to nie to samo co wyjście z pułapki. Ale z drugiej strony - nie każda samotność jest pułapką, prawda? Może część ludzi po prostu tak ma i medytacja im pomaga to zaakceptować, a nie zmienić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 228

@Wrozbiarz58 ale skąd wiadomo, że to akceptacja, a nie po prostu przyzwyczajenie do stanu, który można by zmienić? To brzmi podobnie, a jest chyba bardzo różne.


Odpowiedz
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Krwawnik no właśnie i tu jest pies pogrzebany. Nie wiem jak to odróżnić. Może ktoś ma jakiś sposób na to?


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja bym powiedziała, że akceptacja zwykle nie boli, a przyzwyczajenie do czegoś złego boli, tylko tępo. Ale to bardzo subiektywne i nie wiem, czy komukolwiek pomoże jako kryterium.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Lidzia03 a jak to czujesz podczas samej medytacji? Bo mi się zdarza wchodzić w sesję bez bólu, a po jakimś czasie w środku coś zaczyna tępo boleć. Jakby dopiero cisza to wyciągała.


Odpowiedz
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 373

@Brzoskwinka tak, znam to. I właśnie dlatego myślę, że cisza nie tworzy tego bólu, ona go tylko ujawnia. Co innego, gdyby człowiek wychodził z sesji z bólem, który wcześniej w ogóle nie istniał.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@czarek00)
Połączone: 2 miesiące temu

To zdanie o tępym bólu zostanie ze mną. Chyba rozumiem, co Lidzia ma na myśli.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

To co Lidzia mówi o bólu, który cisza ujawnia, a nie tworzy, jest dla mnie ważne. Bo miałam poczucie winy, że medytacja mi coś psuje. A może ona mi po prostu pokazuje to, co i tak było.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Eremitka właśnie tu wychodzi pytanie, od którego wątek się zaczął. Czy pogłębia, czy zmniejsza wrażenie izolacji. I może odpowiedź jest: ujawnia ją w pełni, a to czy potem jest gorzej czy lepiej zależy już od tego, co z tym zrobisz.


Odpowiedz
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 412

@Sigilmistrz ale to trochę jak powiedzieć, że termometr nie leczy gorączki. Prawda, ale czy to wszystko, co mamy do powiedzenia o medytacji w tym kontekście?


Odpowiedz
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Gruszanka to porównanie z termometrem coś mi rozjaśniło, ale też mnie trochę przybiło. Bo jeśli medytacja to tylko pomiar, to co jest leczeniem? I czy w ogóle samotność wymaga leczenia, czy to może nie jest choroba?


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Dobre pytanie, Domowik. Może to jest właśnie to, co chciałam powiedzieć wcześniej i nie umiałam. Że kiedy traktuję samotność jak problem do rozwiązania, to medytacja faktycznie zawodzi. A jak traktuję ją jak... coś do zrozumienia, to jakoś inaczej wychodzi. Nie wiem, czy to ma sens.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

...c jakoś inaczej wychodzi. Nie umiem tego lepiej ująć, ale chyba o to mi chodziło przez cały czas.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Mimoza_85 czekaj, to jest ważne. Mówisz, że jak traktujesz samotność jak coś do zrozumienia, wychodzi inaczej - ale co konkretnie wtedy się zmienia? Czy chodzi o to, że przestajesz z nią walczyć podczas sesji?


Odpowiedz
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Brzoskwinka chyba tak. Jak przestaję walczyć, to ona jakby... siada obok zamiast stać naprzeciwko. Ale nie wiem, czy to tylko ja tak to czuję, czy to jest jakiś ogólniejszy mechanizm.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

To 'siada obok' jest bardzo trafne. Mam podobnie i długo nie umiałam tego nazwać. Pytanie, czy to jest zmiana w samotności, czy tylko zmiana w stosunku do niej. Bo to nie to samo.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Lidzia03 a czy to w ogóle ma znaczenie, która to zmiana, jeśli efekt jest podobny? Szczerze pytam, bo mi się wydaje, że czasem rozróżniamy rzeczy, które w praktyce wychodzą tak samo.


Odpowiedz
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 373

@Domowik myślę, że ma znaczenie, bo jeśli zmieniam tylko swój stosunek, a sama samotność zostaje, to w pewnym momencie ten stosunek może nie wytrzymać ciężaru. Ale może się mylę.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie zaczęłam się zastanawiać nad czymś innym. Mówimy o samotności jakby była jedna rzecz, a czy nie jest tak, że podczas medytacji obcujemy z innym rodzajem samotności niż ta codzienna? Ta w ciszy jest może bardziej... dobrowolna?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Gruszanka to mnie zatrzymało. Dobrowolna samotność. Bo rzeczywiście, siadam do medytacji sama z wyboru, a to uczucie izolacji, które mnie gnębi, jest czymś, czego nie wybrałam. Może dlatego cisza w medytacji czasem przynosi ulgę, a nie dokłada?


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

to jest naprawdę dobre rozróżnienie. Tylko że dla mnie te dwie rzeczy potrafią się zlewać w trakcie sesji. Wchodzę z dobrowolną ciszą, a po kilku minutach wyłazi ta niedobrowolna. I już nie wiem, w której jestem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 228

@Sigilmistrz znam to dokładnie. I właśnie to mnie trochę przeraża w głębszych sesjach - że nie wiem, co wyłazi. Czy radzisz sobie jakoś z tym momentem przejścia?


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Krwawnik nie zawsze. Czasem po prostu siedzę z tym i staram się nie oceniać, co to jest. Ale szczerze? Nieraz kończę sesję szybciej niż planowałem, bo to przejście jest zbyt niekomfortowe.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

To co Sigilmistrz mówi o kończeniu wcześniej - mnie też się to zdarza. Tylko że potem żałuję. Bo jak się wychodzi w połowie, to zostaje takie zawieszenie, gorsze niż gdybym wcale nie zaczynał.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Wrozbiarz58 to zawieszenie po urwanej sesji - jak długo u ciebie zostaje? Bo u mnie potrafi siedzieć prawie cały dzień.


Odpowiedz
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Brzoskwinka parę godzin zazwyczaj. Ale jak pytasz - zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ta nieuświadomiona samotność, którą się ruszyło i nie doprowadzilo do żadnego miejsca. Nie wiem, trochę spekuluje.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@czarek00)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy ktoś próbował celowo zostać w tej niewygodzie zamiast wychodzić? Ciekaw jestem, co się wtedy dzieje.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Próbowałam. Raz zostałam i zaczęłam płakać, nie wiem za czym. I po wszystkim było... lżej. Ale nie wiem, czy to dobre kryterium, bo nie zawsze płakanie oznacza coś ważnego.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co Eremitka mówi o płakaniu bez powodu - ja to znam. I za każdym razem potem zastanawiam się, czy to ciało płakało za czymś, o czym głowa jeszcze nie wie. Czy to absurdalne?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Mimoza_85 nie wydaje mi się absurdalne. Ale ciekawi mnie, czy po takich sesjach czujesz się mniej samotna, czy to uczucie zostaje bez zmian? Bo wracamy tu do sedna tematu.


Odpowiedz
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Domowik chyba mniej. Ale trudno mi powiedzieć, czy to przez płakanie, przez samą medytację, czy po prostu przez to, że w końcu na chwilę przestałam uciekać. Wszystko razem.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

I może właśnie o to chodzi - że medytacja nie zmniejsza samotności bezpośrednio, tylko sprawia, że przestajemy uciekać i coś się wtedy uwalnia. A samo pytanie z tytułu tego wątku może nie mieć jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego, co z tą ciszą robimy.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@czarek00)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Gruszanka napisała na końcu - że medytacja sprawia, że przestajemy uciekać - mnie jakoś uderzyło. Bo jeśli tak, to czy samotność, którą wtedy czujemy, była tam cały czas i tylko czekała, aż przestaniemy biegać? Trochę niepokojące.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 373

@Czarek00 właśnie to mnie też zastanawia. Tylko że jeśli ona tam była cały czas, to może medytacja nie tworzy samotności, tylko ją odkrywa. I pytanie, czy to jest gorsze, czy lepsze - wiedzieć, że jest, zamiast nie wiedzieć.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Lidzia03 ale czy odkrycie czegoś, co i tak tam było, naprawdę pomaga? Bo ja po takich sesjach, kiedy wyłazi ta głębsza warstwa, nie czuję ulgi. Czuję raczej, że jest więcej, niż myślałem.


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Sigilmistrz to 'jest więcej niż myślałem' - czy to mówisz o samotności, czy o sobie ogólnie? Bo u mnie te dwie rzeczy zaczęły się trochę mieszać i nie wiem, czy to jest problem, czy normalny etap.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Brzoskwinka o sobie chyba. Samotność jest jakby tylko jedną z warstw, a pod nią są inne rzeczy, o których nie wiedziałem, że siedzą. Medytacja to dla mnie trochę jak schodzenie w dół bez latarki.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

To porównanie z latarką zostaje ze mną. Bo kiedy zaczęłam ten wątek, myślałam o tym bardzo konkretnie - czy mi jest lepiej, czy gorzej. A tu wychodzi, że to pytanie jest za małe na to, co się dzieje w ciszy.


Odpowiedz
Wpisy: 239
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Eremitko, ale mam takie pytanie - czy teraz, po tej całej rozmowie, uważasz, że medytacja ci pomogła z tą samotnością, czy raczej otworzyła coś, z czym jeszcze nie wiesz co zrobić? Pytam, bo to twój temat i ciekawi mnie, jak to widzisz po tych wszystkich postach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Mimoza_85 szczerze? Chyba to drugie. Ale nie w złym sensie. Mam wrażenie, że ta samotność jest teraz bardziej moja, mniej obca. Nie wiem, czy to postęp, ale coś się zmieniło w tym, jak ją trzymam.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

To 'bardziej moja' jest ciekawe. Bo ja przez długi czas traktowałem to uczucie jak coś, co mi się przydarza. I dopiero jakoś po regularniejszej praktyce pomyślałem, że może to część mnie, nie intruz. Nie wiem, czy to zmienia cokolwiek na poziomie uczuć, ale w głowie zrobiło różnicę.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Wrozbiarz58 ale jak coś uznajesz za część siebie, to czy nie ryzykujesz, że po prostu się z tym godzisz zamiast coś zmieniać? Pytam, bo mam wrażenie, że to akceptowanie może być też formą rezygnacji.


Odpowiedz
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Domowik może. Ale jak długo można walczyc z czymś, co jest w środku? Chyba predzej czy późnej trzeba spróbować inaczej. Nie mowie, że mam rację, po prostu tak mi wyszło z praktyki.


Odpowiedz
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 412

@Domowik to jest ważne pytanie, bo myślę, że tu jest realna różnica między akceptacją a rezygnacją. Akceptacja to widzenie, że coś jest. Rezygnacja to mówienie, że to zostanie na zawsze i nie ma sensu nic robić. Czy to nie jest inne?


Odpowiedz
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Gruszanka w teorii tak, ale skąd wiadomo, po której stronie się jest? Jak ktoś siedzi w ciszy i przestaje walczyć z samotnością, to jak odróżnić, że to akceptacja, a nie po prostu zmęczenie?


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: