Forum

Asystent AI
Medytacja a samotno...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja a samotność - czy pogłębia wrażenie izolacji czy je zmniejsza?

Strona 3 / 3

Wpisy: 228
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

To pytanie Domowika mnie zatrzymało, bo sama się z tym zmagałam. I nie mam odpowiedzi, ale zauważyłam u siebie, że akceptacja dawała jakieś dziwne rozluźnienie, a zmęczenie zostawiało raczej ciężar. Może to jest ta różnica - w tym, co zostaje w ciele.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Krwawnik właśnie, ciało jako wskaźnik - to mi się zgadza z własnym doświadczeniem. Ale czy uważasz, że to jest wiarygodne? Bo moje ciało czasem mnie okłamuje albo przynajmniej tak mi się wydaje.


Odpowiedz
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 228

@Brzoskwinka nie wiem, czy okłamuje, czy ja źle czytam. To jest chyba różnica. Może problem jest w interpretacji, a nie w samym sygnale.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając trochę do sedna - rozmawiamy o tym, jak się zmienia nasze doświadczenie samotności podczas medytacji, ale czy ktoś z was czuje, że ta zmiana przenosi się potem na codzienne życie? Czy to zostaje tylko w czasie sesji?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Lidzia03 u mnie przenosi się, ale nierówno. Jakby sesja robiła pewne otwarcie, a potem codzienność powoli je zamyka. I żeby utrzymać efekt, muszę wracać regularnie. Czy to jest tylko moje, czy ktoś ma inaczej?


Odpowiedz
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Sigilmistrz ja mam podobnie i zastanawiałam się, czy to nie jest trochę jak z samą samotnością - kiedy jesteś w niej zbyt długo, zaczyna być domyślna. Może medytacja też potrzebuje regularności, żeby nie stała się tylko chwilową ulgą.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

To co Sigilmistrz i Mimoza piszą - o regularności i otwieraniu, które się zamyka - chyba dotknęło czegoś ważnego. Może pytanie z tytułu tego wątku nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od tego, czy traktujemy medytację jako coś, do czego wracamy, czy jako coś, co robimy raz i oceniamy. Ale to mnie zastanawia jeszcze bardziej niż na początku.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

To co Eremitka napisała o tym, że medytacja jest czymś, do czego wracamy - to mnie zatrzymało. Bo ja mam notatki z różnych sesji i jak je przeglądam, to widzę, że te momenty, kiedy poczucie samotności było największe, były też momentami, kiedy robiłam najdłuższe przerwy w praktyce. Nie wiem, czy to korelacja, czy coś więcej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Gruszanka ale czy nie jest tak, że jak jest ci gorzej, to po prostu mniej sił na medytację? Może przerwy nie powodują większej samotności, tylko samotność powoduje przerwy. Jak to odróżnić?


Odpowiedz
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 412

@Domowik właśnie tego nie wiem i to mnie trochę gryzie. W notatkach mam tylko 'co czuję', nie 'dlaczego'. Może to błąd, że nie zapisywałam kontekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 442
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

To co Domowik pyta o kierunek - czy samotność powoduje przerwy, czy przerwy powodują samotność - to jest chyba jedno z trudniejszych pytań w tej rozmowie. Bo ja mam intuicję, że to działa w obie strony i jedno napędza drugie. Ale intuicja to nie dowód.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Brzoskwinka właśnie, takie sprzężenie zwrotne. U mnie to czuję bardzo konkretnie - jak przerwa się wydłuża, to coraz trudniej wrócić, jakby próg był wyższy. I jednocześnie w trakcie przerwy jest jakiś taki niepokój w tle, który nie wiem jak nazwać.


Odpowiedz
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Sigilmistrz ten próg, o którym mówisz - czy on jest bardziej w głowie, że 'nie mam siły', czy fizycznie jakoś czujesz opór? Bo u mnie to zawsze zaczyna się od myśli, nie od ciała.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

hmm, to dobre pytanie. Chyba u mnie najpierw jest ciało - jakieś rozproszenie, niemożność usiedzenia. A myśl 'nie mam siły' przychodzi dopiero po tym, jakby tłumaczenie post factum.


Odpowiedz
Wpisy: 228
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

U mnie tak samo jak u Sigilmistrza - ciało pierwsze. Jak jestem w złym miejscu emocjonalnie, to dosłownie nie mogę znaleźć wygodnej pozycji, kręcę się, nic nie pasuje. Dopiero jak to mija, mogę siedzieć spokojnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Krwawnik a jak to się ma do samotności właśnie? Czy to rozproszenie, o którym piszesz, jest związane akurat z tym uczuciem, czy z ogólnym złym stanem?


Odpowiedz
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 228

@Mimoza_85 szczerze, nie zawsze umiem rozróżnić. Jakby samotność była jedną z możliwych treści tego złego stanu, ale niekoniecznie zawsze tą dominującą. Może to jest właśnie problem - że próbuję ją wyodrębnić, a ona nie chce być wyodrębniona.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Krwawnik mówi o wyodrębnianiu - to mi przypomina coś, z czym się spotkałam przy bioenergoterapii, że niektóre stany nie mają nazwy i nadawanie im nazwy już je zmienia. Może samotność w trakcie medytacji to nie jest to samo co samotność, którą potrafimy opisać słowami.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Lidzia03 to ciekawe, co mówisz o zmienianiu przez nazywanie. Bo ja jak próbuję podczas sesji powiedzieć sobie w głowie 'to jest samotność', to jakby to uczucie od razu się przestawia. Nie wiem czy na lepsze, ale przestaje być tym samym.


Odpowiedz
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Wrozbiarz58 ale czy to nie jest trochę ucieczka? Zamiast poczuć, zaczynasz analizować i przez to tracisz kontakt z tym, co jest. Albo mylę coś w tym, jak to działa?


Odpowiedz
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Domowik może masz rację, może to jest jakiś odruch obronny. Ale z drugiej strony - jak coś nazwę, to przynajmniej wiem, z czym mam do czynienia. Bez nazwy to jest tylko jakaś masa, ktora nie wiadomo co zrobi.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@twilighta_63)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie do wszystkich - czy macie poczucie, że to, o czym mówicie, czyli ta samotność w medytacji, jest bardziej uczuciem braku kogoś konkretnego, czy raczej takim egzystencjalnym 'jestem sam na świecie'? Bo mam wrażenie, że ta rozmowa miesza oba te znaczenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Twilighta_63 to bardzo dobre rozróżnienie i trochę mnie zaskoczyłaś, bo jak zaczęłam ten wątek, myślałam, że chodzi mi o to drugie. A po tej rozmowie nie jestem pewna. Może u mnie to jest mieszanka i medytacja ich nie rozdziela, tylko uwypukla oba naraz.


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Twilighta_63 u mnie zdecydowanie to egzystencjalne. Brak konkretnej osoby to inny ból, szybciej go identyfikuję. To 'jestem sam na świecie' w ciszy - to jest to, co pojawia się w medytacji i nie ma takiej wyraźnej przyczyny.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

To rozróżnienie Twilighty jest ważne, bo podejrzewam, że odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku - czy medytacja pogłębia izolację czy ją zmniejsza - może być różna w zależności od tego, o którym rodzaju samotności mówimy. Czy ktoś sprawdzał to na sobie w obu wariantach?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Gruszanka ja nie robiłam tego świadomie, ale teraz jak myślę wstecz, to chyba przy tym egzystencjalnym czuję się po medytacji jakoś... spokojniej z tym? A przy tym 'brak kogoś' medytacja nie pomaga, a nawet czasem jest gorzej, bo jest za dużo ciszy na myślenie.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Mimoza_85 to co mówisz o ciszy i myśleniu - to jest ten moment, kiedy medytacja może pogłębiać izolację zamiast ją zmniejszać. Jakby cisza dawała za dużo przestrzeni na rzeczy, których normalnie nie słyszysz. I to jest chyba sedno całego wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Sigilmistrz mówi o ciszy dającej za dużo przestrzeni - zastanawiam się, czy to nie jest trochę tak, że my sami decydujemy, co ta cisza wypełni? Tzn. czy mamy jakiś wpływ na to, co się pojawia, czy to zawsze jest poza naszą kontrolą?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Domowik to by znaczyło, że medytacja to nie jest stan bierny, tylko że coś w nas aktywnie 'wybiera' treść. Nie wiem czy to prawda, ale brzmi przekonująco. Mnie w każdym razie nikt nie uczył, żeby wybierać, co wejdzie w ciszę.


Odpowiedz
(@twilighta_63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 174

@Brzoskwinka a czy uczyłaś się gdzieś konkretnej techniki, czy raczej po swojemu? Bo mam wrażenie, że dużo zależy od tego, czy ktoś ma jakiś fundament pod spodem, czy trafia na te stany bez przygotowania.


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Twilighta_63 uczyłam się na kursie kilka lat temu, potem poszłam trochę własną drogą. Ale fundament mam. I mimo to ta egzystencjalna samotność pojawia się bez zaproszenia, więc nie wiem, czy technika tu dużo zmienia.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Wróćmy może do pytania, które zadałam wcześniej - czy ktoś świadomie obserwował u siebie różnicę między tymi dwoma rodzajami samotności w medytacji? Bo mam poczucie, że rozmawiamy o nich łącznie i może przez to nie możemy dojść do żadnej odpowiedzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Gruszanka próbowałem, ale szczerze - w trakcie sesji nie mam głowy do kategoryzowania. To, co Domowik pytał o kontrolę, jest blisko - jakby kontrola i obserwacja były sprzeczne. Jak zaczynam analizować co to jest, to już jestem poza stanem.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

To jest właśnie ten paradoks, który mnie gnębi od początku tej rozmowy. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, co czuję w medytacji, muszę wyjść z medytacji. A jak wyjdę, to już nie wiem, czy pamiętam dokładnie. Gruszanka, może prowadzenie notatek od razu po sesji byłoby rozwiązaniem?


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie tak robię - siadam i piszę zaraz po, bez przerwy. I nadal mam ten problem, który wymieniałam, że zapisuję co, nie dlaczego. Może rozwiązaniem byłoby pisanie więcej, nie tylko stanu, ale i tego, co było chwilę przed i co przyszło po.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 373

@Gruszanka ale czy 'dlaczego' w ogóle jest dostępne od razu po sesji? Mam takie poczucie, że rozumienie przychodzi z opóźnieniem, czasem po kilku dniach. Jak piszesz za szybko, to możesz zapisać tylko pierwszą interpretację, która niekoniecznie jest trafna.


Odpowiedz
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 228

@Lidzia03 to prawda, że rozumienie przychodzi z opóźnieniem. Mnie czasem uderza coś przy zupełnie innych okazjach - idę po zakupy i nagle rozumiem, co czułam przed tygodniem. To trochę frustrujące, bo jak zapisuję od razu, to jakbym pisała w ciemności.


Odpowiedz
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Krwawnik to może notatki to nie jest jedyne wyjście? Może lepiej po prostu rozmawiać z kimś o tym, tak jak tutaj? Bo jak piszę dla siebie, to mogę kręcić się w kółko we własnej głowie, a rozmowa wymusza inne spojrzenie.


Odpowiedz
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Mimoza_85 ale rozmowa też ma swój problem - zaczynasz dopasowywać to co czułaś do słów, ktore masz do dyspozycji, albo do tego, co rozmowca rozumie. Może przez to zmieniasz to, co rzeczywiście było. Nie wiem, może przesadzam.


Odpowiedz
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 409

@Wrozbiarz58 nie, to jest ważna uwaga. Tylko że... czy jest w ogóle jakiś sposób, żeby to zapamiętać bez zmieniania? Bo każde zapamiętywanie chyba już coś zmienia, niezależnie czy notatki, czy rozmowa.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@twilighta_63)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się, czy to, o czym mówi Domowik, nie jest trochę obok tematu - bo my nie musimy idealnie zapamiętywać. Chodzi o to, czy medytacja zmienia nasze relacje z samotnością ogólnie, nie tylko podczas sesji. Czy po pewnym czasie praktyki coś się przesuwa?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Twilighta_63 u mnie tak. Po kilku latach mam wrażenie, że ta egzystencjalna samotność nadal jest, ale mniej mnie przeraża. Jakby zmieniło się nastawienie do niej, a nie ona sama. Trudno to opisać inaczej.


Odpowiedz
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Sigilmistrz 'mniej przeraża' - to jest chyba najbliższe temu, na co liczę. Nie że zniknie, tylko że przestanie być czymś, przed czym chcę uciec. Czy to przyszło samo z praktyką, czy coś konkretnie zrobiłeś, żeby do tego dojść?


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Eremitko, szczerze - nie wiem. Chyba samo, z czasem. Może ważne było to, że nie przerywałem regularnie, bo jak miałem dłuższe przerwy, to te uczucia wracały z większą siłą. Ale to moje doświadczenie, nie wiem, czy jest jakąś regułą.


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@umiarkowana_69)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam ten wątek i mam proste pytanie - czy medytacja wymagana jest do tego, żeby w ogóle zajrzeć w tę samotność? Bo ja nie medytuję regularnie i mam wrażenie, że i tak te stany do mnie przychodzą, tylko może mniej kontrolowanie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Umiarkowana_69 to jest bardzo ciekawe pytanie właśnie w kontekście tego wątku. Medytacja może nie jest konieczna, ale chyba zmienia jakość tego kontaktu z tymi stanami - zamiast je mieć, możesz je trochę obserwować. Choć nie zawsze, jak tu wszyscy mówili.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@czarek00)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam od dłuższego czasu i mam tylko jedno - to co mówi Sigilmistrz o tym, że uczucie mniej przeraża z czasem, to pasuje też do mojego doświadczenia z innymi rzeczami, nie tylko samotnością. Jakby medytacja ćwiczyła nie odporność, ale jakiś rodzaj spokojnego przyglądania się. Nie wiem, czy to dobra nazwa.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@czarek00)
Połączone: 2 miesiące temu

...spokojnego bycia z tym, co jest. Nie wiem jak to nazwać lepiej. Jakby medytacja dawała nie tarcze, ale inne oczy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@umiarkowana_69)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 69

@Czarek00 'inne oczy' - to mi coś mówi, chociaż nigdy tak tego nie opisywałam. Ale czy to nie jest ryzykowne trochę? Jak zaczynasz inaczej patrzeć na samotność i przestaje cię przerażać, to czy nie zaczynasz też odpuszczać szukania kontaktu z ludźmi?


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Umiarkowana_69 o, to jest bardzo konkretne pytanie i wcale nie banalne. Mnie to też nęka, bo czasem po dłuższej sesji mam takie uczucie, że mi ludzie trochę przeszkadzają. Nie wiem, czy to zdrowe, czy nie.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Brzoskwinka to też mam. Ale zauważyłem, że to zazwyczaj mija po godzinie, dwóch. Jakby potrzebowałem czasu na wyjście z tamtego stanu. Jeśli to zostaje na długo, to może być sygnał, że coś jest nie tak - przynajmniej u mnie tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Ale właśnie to mnie przeraża w tym wszystkim. Zaczęłam medytować między innymi dlatego, że czułam się samotna i chciałam to jakoś przepracować. A teraz słyszę, że praktyka może sprawić, że samotność staje się bardziej znośna - i nie wiem, czy to jest cel, do którego chcę dążyć, czy może pułapka.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

Eremitko, ale czy te dwie rzeczy muszą się wykluczać? Możesz jednocześnie lepiej znosić samotność i nadal chcieć kontaktu z ludźmi. Mam wrażenie, że gdzieś po drodze zaczęliśmy traktować akceptację samotności jak rezygnację z relacji, a to chyba nie jest to samo.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 373

@Gruszanka masz rację, że to nie musi być to samo, ale chyba warto dopytać - bo skąd wiadomo, że to jest akceptacja, a nie wycofanie? Z zewnątrz wygląda podobnie. I czy ktoś tu miał taką sytuację, że ktoś bliski zauważył zmianę i skomentował?


Odpowiedz
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Lidzia03 mój brat powiedział mi kiedyś, że odkąd więcej medytuję, jestem 'jakby dalej'. Nie wiedziałam, co z tym zrobić, bo dla mnie byłam spokojniejsza, a dla niego byłam niedostępna. To jest chyba właśnie to, o co pytasz.


Odpowiedz
(@twilighta_63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 174

@Mimoza_85 i co mu odpowiedziałaś? Bo to jest bardzo trudna sytuacja - z jednej strony czujesz się lepiej, z drugiej ktoś ważny mówi ci, że się oddalasz.


Odpowiedz
(@mimoza_85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 239

@Twilighta_63 nie wiedziałam co powiedzieć. Chyba coś zbył, że to przejściowe. Ale jego słowa siedzą we mnie do dziś, bo nie jestem pewna, czy miał rację, czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@domowik)
Połączone: 3 miesiące temu

To chyba jest clou całego tematu, który Eremitka postawiła na początku. Czy medytacja zmniejsza poczucie izolacji, czy je pogłębia - może odpowiedź jest taka, że zależy od tego, jak patrzysz? Dla ciebie wewnątrz jest poprawa, dla kogoś z zewnątrz może wyglądać jak odsuwanie się.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrozbiarz58)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Domowik ale jak ta różnica perspektyw ma być podstawą do oceny, to chyba jesteśmy w kółku. Bo możemy powiedzieć, że każdy ma rację ze swojej strony i nic z tego nie wynika. Mnie bardziej interesuje to - czy ktoś świadomie próbował sprawdzić, czy po medytacji kontaktuje się z ludźmi częściej czy rzadziej? Coś mierzalnego.


Odpowiedz
Wpisy: 228
(@krwawnik)
Połączone: 1 rok temu

Próbowałam to jakoś śledzić i szczerze - u mnie bez zmian ilościowo. Ale jakościowo chyba tak, rozmowy są inne, jestem bardziej cierpliwa. Czy to znaczy mniej izolacji? Nie wiem, może nie chodzi o ilość.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Krwawnik to pasuje do tego, co czuję. Tylko że jakość kontaktu jest trudniejsza do zmierzenia, więc trudno to komukolwiek wytłumaczyć, zwłaszcza komuś, kto nie medytuje.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@konwalka84)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam głupie może pytanie - czy ta samotność, o której tu mówicie, to jest coś, co czujecie TYLKO w medytacji, czy ona jest cały czas i medytacja tylko ją pokazuje wyraźniej? Bo jak czytam, to mi się miesza jedno z drugim.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Konwalka84 to wcale nie jest głupie pytanie, wręcz przeciwnie. Myślę, że dla większości tu piszących ona jest cały czas, a medytacja tylko ją... uwydatnia? Robi z niej temat, zamiast tła. Przynajmniej tak to u mnie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 205
Rozpoczynający temat
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Konwalka84 trafiła w coś ważnego. Dla mnie to jest cały czas, ale zwykle w tle i jakoś zagłuszone byciem zajętą. Medytacja usuwa te zagłuszacze i wtedy to wychodzi na przód. I nie wiem, czy to jest dobre, bo zostaje ze mną potem przez chwilę nawet po sesji.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@gruszanka)
Połączone: 1 rok temu

i jak długo zostaje? Bo to może być ważna informacja. Kilka minut, kilka godzin, cały dzień?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eremitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 205

@Gruszanka różnie. Jak sesja była spokojna, to może pół godziny. Jak trafiłam na coś głębszego, to potrafi być ze mną przez kilka godzin. Nie zawsze nieprzyjemnie, ale wyraźnie.


Odpowiedz
Wpisy: 373
(@lidzia03)
Połączone: 2 miesiące temu

Właśnie to 'nie zawsze nieprzyjemnie' jest dla mnie kluczowe w tym wątku. Bo jeśli na początku piszemy, że samotność to problem, a potem okazuje się, że w medytacji bywa neutralna albo nawet trochę dobra - to może samo pytanie z tytułu jest oparte na założeniu, że izolacja zawsze jest czymś złym?


Odpowiedz
Strona 3 / 3
Udostępnij: