Chciałam napisać o czymś, co mnie ostatnio mocno zajmuje bo nie daję rady sama tego ogarnąć. Praktykuję medytację od jakichś trzech lat, różnnie to szło ale niedawno trafiłam na medytację z różą i coś we mnie kliknęło. Siadasz, wyobrażasz sobie różę w okolicy serca, obserwujesz jak się otwiera płatek po płatku, i czujesz... no wlaśnie, co czujesz? Bo ja za każdym razem mam wrażenie, że sięgam głębiej, ale jak tylko myślę "o, teraz to już jest pełnia", to zaraz pojawia się kolejna warstwa. Jakby nie było dna. Czy ktos z was miał coś podobnego?
To wygląda mi na bardzo charakterystyczne dla pracy z czakrą serca. Róża w tej tradycji to nie przypadkowy symbol, ma dosłownie odpowiadać strukturze anahaty, kolejne okręgi płatków to kolejne poziomy otwarcia. Więc ten efekt "znowu głębiej" jest wbudowany w tę praktykę. Ale mam pytanie - jak długo trwa twoja medytacja i czy pracujesz z tym samym wyobrażeniem róży za każdym razem czy ono sie zmienia?
Ojej, nigdy o czymś takim nie słyszałam. to znaczy słyszałam o medytacji serca ogólnie ale żeby konkretnie z różą, to nie. Czy to jest jakaś konkretna szkoła albo tradycja, czy ktos to wymyślił od siebie? Pytam bo sama mam problem z czakrą serca i szukam czegoś co moze pomóc
Szczerze? Trochę sceptycznie do tego podchodzę. Czyli różę sobie wyobrażam i to ma cokolwiek robić z energią? Nie mówię że to niemożliwe, ale skąd wiadomo że to nie jest zwykła projekcja tego czego sie spodziewamy poczuć? Sama medytuję i wiem, że umysł potrafi wyczarować dosłownie wszystko jeśli ma jakiś szablon z góry.
Ten kolor co opisujesz mnie zaciekawił. Czytałam że różowe złoto albo taki łososiowy to kolor właśnie czakry serca w wyższej oktawie, nie ta zwykła zieleń. Ale to jest już chyba bardziej zaawansowane, prawda? Znaczy czy to jest bezpieczne żeby tak głęboko wchodzić bez żadnego przewodnika?
Ale to chyba nie jest tak ze kazdy poczuje to samo co ty, prawda? Bo ja próbowałam raz medytacij z kwiatem i nic się nie działo, siedziałam i wyobrażałam sobie kwiat i tyle. Może to jest coś co działa tylko na wybranych albo trzeba się do tego jakos specjalnie przygotować?
Właśnie sobie notuję co piszecie bo robię porównanie różnych metod pracy z sercem. Mam jedno pytanie do Hydromantki - czy ta medytacja z różą ma jakiś konkretny protokół ktory gdzieś znalazłaś czy robisz to intuicyjnie? bo to moze być istotne dla tego co czujesz
Hej, ja mam pytanie moze naiwne ale co to znaczy dokładnie "kolejne piętra"? Bo czytam i nie do końca rozumiem czy chodzi o to że medytacja jest coraz głębsza czy że dosłownie czujesz jakieś poziomy? Sama zaczynam z medytacją i dla mnie to jest nowe
To jest właśnie to co mnie najbardziej zastanawia w opisie Hydromantki i chyba jest sedno całego tematu. Ta niemożność dotarcia do "końca" czy "szczytu" - to nie jest błąd w medytacji, to jest jej właściwość. Miłość i serce nie mają dna po prostu. Im bardziej otwierasz, tym więcej jest do otwarcia. To może brzmieć frustrująco ale wlasciwie jest odwrotnie.
Tylko że to jest trochę niekomfortowe, nie? Jak nigdy nie ma tego momentu "ok, zrobiłam, udało się" to po czym w ogóle poznać że robimy postępy? Bo ja jak medytuję i nie czuję żadnego efektu po tygodniu to po prostu rezygnuję, może to mój błąd ale nie wiem jak inaczej
To co opisuje Hydromantka brzmi mi znajomo z perspektywy pracy z symbolami w ogóle, nie tylko medytacji. Symbol róży w tradycji zachodniej jest celowo wielowarstwowy, dosłownie zaprojektowany żeby nie miał jednej interpretacji końcowej. Różokrzyżowcy nie bez powodu wybrali właśnie różę. Więc ta "nieskończoność pięter" to może być właśnie to że trafiłaś w rdzeń tego symbolu, nie że cos robisz źle.
O różokrzyżowcach to pierwszy raz słyszę w kontekscie medytacji z różą! Czy możesz powiedzieć więcej? Tzn czy oni mieli jakiś konkrety sposób pracy z tym symbolem czy to była bardziej alchemia i takie rzeczy? Bardzo mnie to zainteresowało 🙂
Hej, wtrące sie bo czytam i mam inne podejście. Ja z astologi wiem że Wenus rzadzi różą i miłoscią i czakrą serca więc jak ktos ma mocną Wenus w natalu to ta medytacja moze działac silniej. A jak ktoś ma affliktowaną Wenus to może wlasnie blokac i nie czuć nic. Czy ktoś sprawdzal swój natal pod tym kontem? Bo może to tłumaczy dlaczego dla jednych działa a dla innych nie
Ej, ale nie odpłyniemy za bardzo od tematu? Mnie interesuje konkretnie ten efekt "nieskończonych pięter" który opisała Hydromantka, bo sama cos podobnego miałam ale w medytacji z oddechem, nie z różą. Czy to jest specyficzne dla symbolu róży, czy to jest ogólna właściwość głębokiej medytacji serca bez względu na metodę?
Ja tylko chciałam napisać ze znam kogoś kto robi tę medytację z różą od lat i ona mówi że za każdym razem jest inaczej, raz wchodzi głęboko od razu, raz siedzi pół godziny i nic. mówiła mi że kluczem jest żeby nie oceniać sesji na bieżąco tylko patrzeć jak sie zmienia przez tygodnie. Nie wiem czy to pomocne ale pomyślałam że wspomnę 🙂
Cofnę się do tego co pisała Halinaa o jej znajomej - to bardzo trafne, ta nieocenianie sesji na bieżąco. Ja też przez długi czas wpadałam w pułapkę że po każdej medytacji robiłam sobie jakieś podsumowanie czy cos poczułam czy nie. I paradoksalnie kiedy przestałam to robić, te kolejne "piętra" zaczęły się pojawiać same z siebie. Jakby umysł przestał blokować przejście bo przestał pilnować czy przejście w ogule jest.
No ale jak nie oceniać postępów to po czym wogóle wiedziec że idzie się do przodu a nie w kółko? Serio pytam bo dla mnie to jest taki paradoks. Chcę pracować z sercem, z różą, z czymkolwiek, ale jak nie mam jakiegoś punktu odniesienia to po prostu rezygnuję po paru próbach. Czy ktoś ma jakiś pomysł jak to ogarnąć?
Dobra, to jest w sumie uczciwa odpowiedź ale mam do tego jedno "ale". Jeśli jedynym dowodem postępu są zmiany w życiu codziennym, to nigdy nie wiesz czy to przez medytację, przez zwykłe dojrzewanie, przez terapię, przez to ze zmieniłaś pracę. Jak wyizolujesz ten jeden czynnik? Bo inaczej możemy sobie przypisywać postępy duchowe do czegokolwiek co robimy regularnie.
Słuchajcie, przepraszam ze dopytuję bo jestem zielona z tej medytacji ale to co pisze Hydromantka o tych drzwiach i korytarzach, to ona to widzi wizualnie? Czy to jest bardziej takie poczucie, takie wewnętrzne przekonanie że jest "głębiej"? Bo jak mam to sobie wyobrazić to zupełnie nie wiem czy chodzi o dosłowne wizje czy o coś bardziej abstrakcyjnego
Dodam tylko że ten obraz drzwi i korytarzy pojawia się w hermetyce od wieków i to nie przypadek. Inicjacja była celowo konstruowana jako seria progów - nigdy nie miała końca, bo chodziło o zmianę postawy wobec wiedzy, nie o zdobycie wiedzy jako takiej. Różokrzyżowcy rozumieli różę jako symbol który nie ujawnia się w całości nigdy, tylko warstwami, i to było celowe. Więc to co opisujesz Hydromantko jest bardzo spójne z tradycją, niezależnie czy o niej wiedziałaś czy nie.
o matko, Laurencja to jest niesamwite co piszesz! Tzn że te "piętra" to jest jakby zaprogramowane w symbolu od samego początku? Że jak ktoś pracuje z różą to siłą rzeczy trafi na te kolejne poziomy? Czy to działa tak tylko jak ktoś ma jakiś kontakt z tą tradycją, czy też przy zwykłej wizualizacji bez wiedzy o różokrzyżowcach? 🙂
Ale hej, wracając do tego co pisała Wojslawa o rezygnowaniu po kilku próbach bo ja mam dokładnie tak samo. Czy ktos uważa ze jest jakiś minimalny czas żeby wogole cos poczuć? czy to jest indywidualne? Bo jak siedzę i nic się nie dzieeje to po jakimś czasie moja głowa zaczyna planować zakupy i tyle z medytacji 🙂
