Medytowałem ostatnio przy lilii, białej, takiej zwykłej z ogrodu, i cos mnie zastanowiło. Lilia od dawna jest symbolem czystości, wzniosłości, w wielu tradycjach duchowych, ale czy ktoś z was pracował z nią podczas medytacji świadomie? Mam na myśli nie tylko jako ozdoba, ale jako punkt skupienia, może jakis obiekt kontemplacji. Ja poczułem jakis spokój, choć głowy nie dam czy to sama medytacja czy lilia daje róznicę. Ciekawe czy ktos juz to robił i co z tego wyszło.
To ciekawe że pytasz bo chyba nie ma przypadku w tym że biała lilia kojarzy sie z czymś wyższym we wlasciwie każdej kulturze. Moje pytanie jest takie, czy to znaczy że lilia faktycznie coś wnosi do medytacji, czy to tylko nasz mózg reaguje na symbolikę którą mu wtłoczono? Bo jak sie wchodzi w medytacje z nastawieniem że lilia to czystość, to może efekt jest właśnie z tego nastawienia, a nie z kwiatu.
To nie jest takie proste jak zestawienie kwiat kontra nastawienie. Zapach lilii ma realny wpływ na układ nerwowy, to nie mistyka, to fakt. Pytanie powino brzmeić inaczej, co lilia wnosi sama z siebie, a co ty do niej wnosisz. W pracy z roślinami te dwie rzeczy zawsze działają razem i rozdzielanie ich na siłę jest bez sensu.
No tak ale to co piszesz Mistique to tez trochę uniki. Zapach działa, okej ale Zegota pyta o cos więcej niż aromaterapię. Jeśli mamy mówić o medytacji przy lilii jako praktyce duchowej, to chciałabym wiedzieć, co konkretnie sie z tym robi. Bo siedzenie przy kwiecie i wdychanie to jeszce nie jest medyatcja z lilią, to zwykłe siedzenie przy kwiecie
Nie brzmi głupio, wręcz przeciwnie. Kontemplacja formy jest jedną ze starszych technik, w tradycjach wschodnich robiono to z mandalami, płomieniem świecy, kwiatem lotosu, to jest praktyka ze swoją historią. Lilia w tym kontekście ma sens, szczególnie biała, bo biel nie absorbuje wzroku, nie rozprasza, pozwala umysłowi sie zatrzymać. Ale mam pytanie do ciebie, czy lilia była żywa, w ziemi, czy ścięta w wazonie?
moim zdaniem tak, choć nie kazdy sie z tym zgodzi. Ścięta lilia ma już inny cykl, trwa w pewnym sensie na granicy życia i rozkładu. To nadaje medytacji przy niej inny odcień niż kontemplacja kwiatu rosnącego. Ani gorszy ani lepszy, po prostu inny. Ciekawa jestem czy to wyczułeś, ten moment przejścia
Wybaczcie że wchodzę w środek ale mam głupie pytanie, czy lilia do medytacji musi być biała? Mam w domu różową i zsatanawiam sie czy kolor robi róznicę. Bo czytałam gdzieś ze rozne kolory maja różne energie ale nie wiem na ile to prawda.
Hmm, a skąd wiadomo że dobrze to robimy? znaczy, jak rozpoznać że ta medytacja z lilią "działa", bo ja jak próbuję medytować to zazwyczaj tylko się zamyślam i myśli uciekają wszędzie, kwiat czy bez kwiatu 🙂
Szczerze? Jak po medytacji masz przez chwilę ciszę w glowie zamiast listy zakupów, to już jest wynik. Nikt nie medytuje idealnie, szczególnie na początku. Ta cała presja żeby medytacja wyglądała jak na filmach to jeden z bardziej szkodliwych mitów. Poza tym lilia jako punkt skupienia jest właaśnie po to, żebyś miała kotwicę gdy myśli zaczynają uciekać, wracasz wzrokiem albo uwagą do kwiatu i tyle.
Ja to zawsze miałam problem z medytacją bo nie wiem kiedy przestać, siedzę i mysle "dobra czy już?" i to mnie wyrywa za każdym razem, haha. ale ta lilia to ciekawy pomysł, może jak mam coś konkretnego przed oczami to łatwiej. U nas w ogrodzie rosną, może spróbuję jutro rano, jak jest jeszcze cicho i nikt nie chodzi.
Tylko żeby nie przesadzać z symboliką bo zaraz ktos napisze ze lilia musi być zbierana w pełnię przy zachodzie słońca i inkantowana trzy razy. Medytacja to w dużej mierze praca własnego umysłu i nie potrzebuje az tylu rekwizytów. Kwiat jako punkt skupienia, okej, rozumiem ale nie budujmy z tego systemu magicznego, bo to nadal jest po prostu medytacja.
