Medytowałam ostatnio dość głęboko i cos mnie tknelo, zeby opisac to tutaj bo nie wiem czy inni mają podobne doświadczenia. chodzi o to ze podczas medytacji zaczełam czuć jakby "obecnoscic" - nie duchy, nie halucynacje, bardziej jak spotkanie z czymś co jest wieksze niz ja. Nie wiem jak to inaczej nazwac. Jungiście powiedzieliby pewnie "archetyp" ale to słowo jest takie suche wobec tego co przeżywałam. Przychodziło jako coś bardzo konkretnego, miało jakby charakter, emocje, nawet cel. Raz była to jakaś kobieca postac pelna spokoju i surowoscci jednoczesnie, raz coś zupełnie nieludzkiego. Zastanawiam się czy ktos z was miał cos podobnego podczas medytacji i jak to interpretuje. Bo to nie jest zwykłe "wyciszenie umsyłu" 🙂
To co opisujesz ma długa tradycje w hermetyce i psychologii głebi. Jung nie wymyslił archetypów od nowa, on poprostu nadał im nowoczesną nazwe. Gnostycy mówili o Eonach, Kabała ma Sefiroty, Hindusi mają Dewów. Te "obecności" jak to nazywasz to stare jak swiat doświadczenie. Pytanie fundamentalne jest jedno: czy uważasz ze spotkałaś cos realnego czy projekcje własnej psychiki? Bo to rozróżnienie zmienia cale podejście do takich medytacji. I jak długo medutujesz, ze coś takiego sie pojawia? To nie jest efekt pierwszych kilku tygodni zazwyczaj.
ojej, czytam to i dostaję gesiej skórki. Mnie sie cos podobnego zdarzało ale myslalam ze to po prostu sny na jawie albo ze zasypiałam przy medytacji. Ta kobieca postac spokojna i surowa, to brzmi jakbyś opisywała cos z moich snów. Serio, mam w snach taką figure - starsza kobieta, milcząca ale jakby wie wszytsko. Nigdy nie pomyślałam zeby łaczyc to z medytacją. Powiedz wiecej jak wyglądało to spotkanie czy coś do ciebie "mówiło" czy to było bardziej odczucie bez słów?
Ja mam pytanie może głupie ale szczere, bo nie bardzo rozumiem. Skoro to jest "archetyp" z Junga to znaczy ze to jest wnętrze twojej własnej głowy tak? To dlaczego to opisujesz jakby to było coś zewnetrznego wobec ciebie? Próbowałam czytac o Jungu ale zawsze mi sie gubiło to rozróżnienie. Archetyp to ja czy nie ja? 🙂
No nie, zaraz, zaraz. Powoli. Jestem fanem trzeźwego podejscia i wole to powiedzieć wprost bo tutaj mi sie troche zbyt szybko łaczy "ciekawe doświadczenie z medytacji" z "spotkanie z kosmiczną siłą". Przez pół roku prowadziłam notatki z medytacji i miałam rózne odczucia, wizje, postaci. Po czasie wychodzi ze duzo z tego dało sie prześledzic do konkretnych rzeczy ktore przetrawiam emocjonalnie. Nie mówię ze Jadeitka się myli, mówię ze warto sie zastanowic zanim sie nazwie to "archetypem" a nie "nieuswiadomionym procesem psychicznym".
A ja sie tutaj wtrące od innej strony, bo zajmuje sie numerologią i tamto powiązanie tez jest ciekawe, ale tutaj chodzi mi o cykl. Czy zauważyłaś kiedy te spotkania sie zdarzają? Przy pełni, przy nowiu, czy to losowe? Bo w numerologii mamy "okresy przejściowe" w cyklu osobistym i to sie pokrywa ze wzrostem przepuszczalności na takie doświadczenia. Ciekawi mnie czy jest jakis wzorzec w czasie.
hej, pisze tu bo temat mnie wciagnal i mam własne cos do dodania. Ostatnio siadam do medytacji z zamiarem pracy z konkretnym symbolem, takim bardziej magicznym ale podobny klimat, i pojawia mi sie zawsze ta sama energia. Nie wiem jak to inaczej opisac niz energia, niema ksztaltu ani głosu ale jest zawsze tak samo... impulsywna? zdecydowana? jakby miała charakter. Za każdym razem. Pytanie moje jest takie: czy jak ktos próbował celowo wywołac takie spotkanie bo u mnie jest troche przypadkowe.
Ehm, ja sie moze tutaj wtrące choć nie jestem ekspertką w medytacji, bardziej w rytualach. Ale ta rozmowa mnie zastanawia bo w rytualach tez sie pojawia cos podobnego, jakby "obecnosc" podczas pracy z symbolami albo kartami. Czy to ta sama kategoria doświadczenia? Czy medytacja to jedyna droga do archetypów, bo czułam cos podobnego przez zupelnie inne rzeczy.
Nie, medytacja nie jest jedyną drogą. Jung sam opisywał aktywną imaginacje jako osobną technike, ktora nie jest medytacją w sensie wschodnim. Rytuał tez moze byc "wehikułem" do podobnych spotkań. Szamanskie tradycje używały tańca, bębnów, deprywacji snu. Chodzi o to ze pewne stany świadomości są bardziej przepuszczalne na te doświadczenia, a medytacja to jeden ze sposobów dojścia do takiego stanu. Więc tak Mirta, to pewnie ta sama kategoria
no dobrze ale ja mam pytanie takie żeby to troche uziemić bo ta rozmowa jest ciekawa ale sie mi troche abstrakcyjnie robi. Powiedzcie mi konkretnie: po czym wiadomo ze to jest "archetyp" a nie poprostu mózg ktory się kręci i produkuje obrazy? Tzn. co sprawia ze Jadeitka albo ktokolwiek inny traktuje to poważnie, a nie jak sen który szybko sie zapomina? Musi byc cos co te doświadczenia wyróżnia
Trafiasz w punkt i sama sie z nim zmagam. Dla mnie wyróżnik jest ten: te doświiadczenia zostawiają ślad ktory sie nie zaciera. Sen zazwyczaj sie ulatnia, nawet intensywny. To pozostaje. nie jako obraz, bardziej jako zmiana w tym jak widzę pewne rzeczy. Po tym spotkaniu z tą kobiecą postacią przez kilka tygodni inaczej patrzyłam na relacje z kobietami w moim życiu. Jakby cos sie ułożyło. Nie wiem czy to "dowód" ale jest to wyraźnie inne od zwykłego snu.
okej, twoje pytanie jest uczciwe i powiem tez uczciwie ze nie wiem. Nie mam pewności. Moje notatki pokazują korelacje ale korelacja to nie przyczynowość. Może masz racje i to rozróżnienie jest niemożliwe do przeprowadzenia z wnetrza doświadczenia. Ale dla mnie to dlatego wole nie nakładac etykietki "archetypowej sily kosmicznej" tylko zostawic otwarte. Może to psychika, moze psychika jest tym samym co kosmos, nie wiem
szczerze? troche mi sie to wydaje zbyt filozoficzne. nie ze źle ale pytam bardziej praktycznie: czy ktoras z was ROZMAWIA z tymi archetyp... no z tymi postaciami? jak ma sie cos do powiedzenia to próbowałaś odpowiedziec? bo jak nie to czym to sie różni od zwykłej kontemplacji jakiegoś obrazu 🙂
a ja chciałabym wrócic do tego co Talizmanik pisał bo mnie to tez ciekawi. Mwóisz ze to sie pojawia przy pracy z symbolem. Jaki to symbol? Pytam bo w moich snach tez sa powracajace symbole i zastanawiam sie czy to dlatego te postaci sie pojawiają. Może symbol jest jakimś... kluczem? niewiem czy dobrze to ujmuje
czytam tę rozmowe od początku i mam takie uczucie ze dotykamy czegoś bardzo intymnego. Nie wiem czy to dobre słowo ale... te spotkania które opisujesz Jadeitka brzmią jak cos bardzo osobistego, wrecz nagiego? Jakby medytacja dawała dostp do czegoś w sobie co normalnie jest zakryte. I to chyba dlatego trudno to opisac innym, bo brakuje słów na doświadczenia które sa sprzed języka. Czy tak to czujesz?
nie rozumiem jednego. Mówicie o archetyp jako o czymś co sie spotyka w środku siebie. to dlaczego to sie czuje jak zewnetrzne? moja nauczycielka od polskiego mówi ze Jung pisał ze to nieświadomosc zbiorowa co to niby znaczy "zbiorowa"? ze wszyscy mamy to samo w głowie? to trochę dziwne
okej ale to brzmi jakby ego bylo oddzielone od reszty siebie? troche dziwne. znaczy jestem jedna osoba ale mam w sobie cos obcego? to troche przerazajace szczerze mowiac
nie wiem czy przerazajace, raczej po prostu tak dziala psychika i niema w tym nic mistycznego. każdy ma czesci siebie ktorych nie zna. to sie nazywa wyparcie, nieswiadomosc, i nie trzeba do tego zadnych archetypow. piszę to spokojnie, bez zloscenia sie ale troche mnie irytuje kiedy normalna psychologia dostaje ezotерyczne opakowanie i nagle staje sie spotkaniem z kosmiczna sila
to co Jadeitka napisala o nagosci wczesniej zostalo mi w glowie i mysle ze to jest moze klucz do calej tej dyskusji, ta intymnosc o ktorej piszemy. Bo czy to jest archetyp z Junga, czy nieswiadomosc, czy cos wiecej - te spotkania sa intymne w jakims bardzo osobistym sensie. I dlatego chyba tak trudno o tym mowic normalnym jezykiem, bo normalny jezyk jest publiczny a to doswiadczenie jest bardzo... prywatne? Nie wiem czy to ma sens.
