Siedziałam ostatnio ze swoją praktyką i przyszło mi do głowy coś, o czym rzadko się tu mówi wprost. Medytacja bywa jak wejście na pustynię - cisza, zero rozproszenia, jesteś sam ze sobą. I to niby dobrze, tyle że pustynia potrafi pokazać ci rzeczy, których wolałbyś nie widzieć. Mnie pokazała zawiść. Czystą, nieprzyjemną. Siedziałam z oddechem, wszystko fajnie, a po chwili znienacka zalało mnie takie uczucie wobec koleżanki, ktora wlasnie ułożyła sobie życie. Dom, dziecko, spokój, szczęście. I ja to czułam nie jako radość za nią tylko jako coś ostrego w środku. Nie przyszłam tu po pocieszenie. Chcę pogadać o tym, co medytacja robi z takimi emocjami które wolisz nie wiedzieć że w ogóle masz
ojej to brzmi mocno... ja tez miałam cos takiego, ze podczas medytacji wychodzą mi emocje których sie nie spodziewam. Ale zawisc to odważnie powiedziec glosno, wiec chapeau bas. Mam pytanie bo wlasnie jestem na poczatku - co sie robi z takim uczuciem kiedy sie juz pojawi podczas medytacji? Odpychasz je czy jakoś z nim siedzisz?
mnie to uderzało zanim w ogóle zaczełam medytować - te emocje które wychodza przy ciszy. Teraz troche praktykuje i nadal nie wiem czy dobrze robię bo jakby... staram sie oddychac i patrzeć na to co przychodzi ale czasem ta zawisc czy zal po prostu mnie przytłacza i wtedy przerywam. Czy tak wolno? Nie wiem czy to tchórzostwo czy rozsadek
ciekawe ze to opisujesz jako pustynię a nie na przykład las czy ocean. Pustynia jest sucha i nieprzyjemna, nic tam nie rośnie od razu. Mam w notatkach kilka obserwacji ze swoich praktyk i zauważyłam że najtrudniejsze emocje wychodzą nie na początku, tylko po jakimś czasie regularnej pracy. Jakby ciało i umysł najpierw sprawdzały czy można ci zaufać, zanim pokażą co się naprawdę dzieje.
no ale zawisc to jednak troche inny temat niż smutek czy lęk. Smutek jest akceptowalny, można się nad sobą popłakać i jest OK. Zawisc to wstydliwe. Dlatego ludzie na ogól nie przyznają się do tego ani sobie, ani innym. nie mówię że źle to robisz Glozeria73, mówię że to wyjątkowo trudna robota właśnie ze względu na ten wstyd.
pustynia to dobry obraz. Ale ja bym dodała, że na pustyni jest jeszcze coś - żar. I zawiść ma ten żar w sobie. To nie jest zimna emocja, ona parzy. Pracowałam z tym przez długi czas i mogę powiedzieć tyle: nie chodzi o to żeby zawiść zniknęła po jednej sesji. Chodzi o to żeby zobaczyć co ona zakrywa. Bo zawiść rzadko jest o tym czemu zazdrościsz. Częściej jest o czymś, co sam uważasz że ci się nie należy albo że nigdy nie dostaniesz.
hmm ale co to znaczy "zobaczyć co zakrywa"? mam na mysli konkretnie bo to brzmi jak cos co sie mówi na warsztatach i kazdy kiwa głową ale nikt nie wie o co chodzi tak napradwe
to ostatnie co napisałaś o puli szczęścia - to jest wlasnie to. Ja to nazywam mysleniem zero-sum i to jest chyba najczęstszy mechanizm przy zawiści. Tylko że medytacja tego sama z siebie nie wyleczy, bez sensu czekac że samo przejdzie po tygodniu siedzenia z oddechem. Naprawde trzeba to przepracować, nie tylko obserwować.
wchodzę tu bo wlasnie nad tym siedzę od jakiegoś czasu. Mam wrazenie że nazwijmy to: pierwsza warstwa to jest obserwacja i tak - za mało. Druga warstwa to jest pytanie "czego naprawdę chcę" i tu zaczyna byc ciekawie. Nie "dlaczego jej zazdroszczę" tylko "czego ja właściwie pragnę dla siebie". Zmiana pytania robi duzo
czytam i mam mieszane uczucia. z jednej strony rozumiem o czym mówicie i to prawda że medytacja wyciąga emocje na wierzch. Z drugiej - sprawia to wrażenie jakby w pewnym momencie to zagłębianie się w zawiść może być też formą rozkoszowania się nią. Takim kręceniem się wokół bólu zamiast puszczania. Nie mówię że to tu się dzieje, pytam czy ktoś to czuł na własnej praktyce.
to co pisze Balbinka ma sens. I to jest moim zdaniem jeden z powodów dla których sama medytacja bez żadnego prowadzenia bywa niewystarczająca przy cięższym materiale emocjonalnym. Nie mówię żeby od razu latać do terapeuty, mówię żeby mieć kogoś z kim można to sprawdzić. Inaczej można siedziec z zawiścią przez pół roku i nic.
no właśnie, to mnie zastanawia - czy wy macie jakiś konkretny sposób na wyjście z tej pętli podczas samej sesji? Bo jak mnie zalewa coś trudnego to próbuję wrócić do oddechu, ale to jest trochę jak zamiatanie pod dywan, nie?
mam jedno ćwiczenie ktore mi pomaga i nie jest to zamiatanie. Kiedy pojawia się zawiść, zatrzymuję się i pytam: gdzie to czuję w ciele. Prawie zawsze jest konkretne miejsce - ścisk w klatce, napięcie w gardle, coś w brzuchu. Potem siedzę z tym miejscem w ciele, nie z historią. Bo historia kręci się w kółko, a ciało poprostu jest. I wtedy to coś poowoli się rozluźnia. nie zawsze, nie od razu ale jakos inaczej
ojej to jest mega pomocne, dzieki! Nie pomyslalabym żeby szukac tego w ciele a nie w głowie. U mnie wszystko sie dzieje w głowie i potem sie krecę. Mam pytanie - a jak to miejsce w ciele nie odpuszcza i tylko się nakreca? To co wtedy?
hej wchodzę tu troche z boku bo słuchałem tej rozmowy i mam pytanie ktore moze brzmieć głupio ale co tam - czy ta pustynia o której piszecie to jest jakies konkretne doświadczenie które sie osiąga podczas medytacji, cos w stylu stanu czy wizji czy to tylko metafora tego samotnego siedzenia z sobą? bo jak czytam to mam wrazenie ze cześć osób mówi dosłownie a cześć metaforycznie i sie mieszam
okej, czyli to nie jest cos co sie celuje jak jakis checpkoint w grze tylko poprostu... przychodzi albo nie? Bo ja jak medutuję to głownie mam chaos w glowie i niewiem czy to normalne czy robię cos źle. Zawisc to mam na co dzien ale nie kojarzę ze to sie laczy z medytacja w jakis sposob
wracam myślą do tego co pisała Glozeria73 o szukaniu zawiści w ciele - próbowałam tego po przeczytaniu jej posta i mam pytanie. U mnie to miejsce w ciele raz jest jedno, raz drugie. Raz ścisk w gardle, raz cos w żołądku. Czy to znaczy że to inne "warstwy" tej samej emocji czy może za każdym razem inna sprawa pod spodem?
hej ale to nie za bardzo brzmi jak medytacja tylko jak jakas terapia ciała? myslalem ze medytacja to jest bardziej siedzenie i skupianie sie na oddechu i tyle. skad wiecie ktore miejsce w ciele co "mowi", to jest chyba dosyc subiektywne nie?
no i tu mam mieszane uczucia znowu - Ludwinia ma rację że form medytacji jest mnóstwo, ale z drugiej strony jak ktoś jest na początku i zaczyna mieszać techniki to łatwo się zagubić. Szczególnie przy takiej emocji jak zawiść gdzie i tak wszystko jest mętne. Może zanim człowiek wejdzie w te ciało i warstwy, powinien po prostu najpierw poczuć co to jest w ogóle być w ciszy? 🙂
Czytam tę wymianę zdań i mam ochotę dorzucić jedno - mnie nauczono żeby przy trudnych emocjach w medytacji nie "wchodzić" od razu w sens i znaczenie, tylko najpierw po prostu stwierdzić że to istnieje. Jak zauważyć coś na ziemi i nie od razu brać do ręki. Nie wiem czy to pomaga w kontekście zawiści konkretnie, ale w moim przypadku to "nie wchodzenie od razu" dało więcej oddechu. 🙂
