Chciałem napisać o tym od jakiegoś czasu bo widzę że sporo osób szuka technik medytacyjnych i nie bardzo wie od czego zacząć, szczególnie jesli ma tendencję do rozmyślania o wszystkim co złe. Medytacja z wizualizacją jaskini to jedna z tych rzeczy, ktore naprawdę działają inaczej niż zwykłe skupianie sie na oddechu. Chodzi o to żeby wyobrazić sobie schodzenie w głąb, krok po kroku, poziom za poziomem. To nie jest ucieczka od myśli - to raczej zaproszenie ich do przestrzeni, gdzie można je zobaczyć bez natychmiastowej reakcji. ktos z was próbował czegoś podobnego? Albo macie doświadczenie z medytacjami prowadzonymi gdzie wchodzisz w jakieś miejsce?
Miałam raz na warsztacie medytację prowadzoną z jaskinią i byłam zaskoczona jak mocno to działa. Prowadzący kazał wyobrażać sobie zejście po schodach w dół i z każdym krokiem miało być głębiej. Powiem szczerze że na początku czułam opór, jakby coś we mnie mówiło "nie idź tam". Czy to normalne? bo nigdy nie byłam pewna czy to coś ważnego czy po prostu mój mózg broni sie przed relaksem
bardziej takie napięcie, fizyczne, jakby ktoś złapał mnie za ramiona. i myśli ze "zaraz coś zobaczę czego nie chce". nie był to strach jak przy horrorze, bardziej taki cichy opór. skończyłam medyytację wcześniej
ojoj, hm, ciekawy temat. mam pytanie zasadnicze bo zawsze to mi chodzi po głowie: ta wizualizacja jaskini to technika skąd się wzięła właściwie? bo słyszałem różne wersje, że z tradycji szamańskich, że jung to opisywał, że to jakiś new age remix. macie jakieś źródła? bo mnie interesuje czy za tym stoi coś konkretnego czy to taki zabieg czysto relaksacyjny który ktoś opakował w ezoteryczny papier
Jung mówił o tym w kontekście podróży do nieświadomości, to prawda. Ale podobne obrazy jaskini jako zejścia w głąb pojawiają sie w tradycjach szamańskich na całym świecie niezależnie od siebie. nie musimy wybierać jednego źródła bo to moze wynikać z tego jak ludzki mózg wogole przetwarza symbolikę przestrzeni. Jaskinia jest ciemna, zamknięta, nieznana, wiec doskonale odwzorowuje to co "wewnętrzne" i niedostępne na co dzień
no i właśnie tu leży clou sprawy. i tu powiem wprost: różnica w nastawieniu MA znaczenie dla efektu. osoba która siada i myśli "zaraz zrobię ćwiczenie relaksacyjne" dostanie inne doświadczenie niż osoba która jest otwarta na to co się pojawi. nie mówię że jedna wersja lepsza, ale nie udawajmy że to dokładnie to samo
można się zapytać od czego w ogóle zacząć? bo czytam i rozumiem mniej więcej o co chodzi z tą jaskinią ale jak mam to robić sama w domu to trochę nie wiem. czy potrzebna jest prowadzona medytacja nagrana czy można samemu? i jak długo to trwa zwykle?
co do początku - najprostsze co znam to usiąść wygodnie, zamknąć oczy i zacząć od oddychania przez kilka minut żeby wyciszyć ciało. Potem wyobrazić sobie ze jesteś na zewnątrz, przy wejściu do jaskini. Nie wchodzisz od razu. Patrzysz. Czujesz powietrze. i dopiero kiedy jesteś gotowy, wchodzisz. Kluczowe u osób ktore mają tendencję do czarnych myśli - nie śpiesz sie ze schodzeniem w dół. Możesz zostać przy wejściu przez całą medytację jesli trzeba
a powiedz mi bo jestem ciekaw - co sie wlasciwie "znajduje" w tej jaskini? mam na mysli, co ludzie tam widza podczas tych wizualizacji? bo czytałem ze mogą sie pojawiac symbole, postacie, obrazy z przeszlosci. to jest cos co sam generuje mozg czy zdaniem forumowiczow cos wiecej?
u mnie za pierwszym razem pojawiło sie swiatło w środku jaskini i czułam ze to byl sygnał ze "wolno isc dalej". nie spodziewałam sie tego w ogole. ale mam pytanie bo chodzi mi po głowie od jakiegos czasu - co jezeli ktos sie boi ciemnosci nawet w wyobrazni? serio pytam bo mam koleżankę ktora chciała sprobowac i zaraz zrobiło jej sie niedobrze z leku. czy jest jakis sposob żeby to ominac a nie porzucac calej techniki?
oho, no dobra ale chciałabym wiedzieć czy to naprawde działa na te czarne myśli bo mam ich ostatnio bez liku i czy efekty są szybkie? bo mam trochę mało cierpliwości do rzeczy które działają po roku regularnej praktyki, byłam już na jodze i też mi mówili "po czasie, po czasie" i po trzech miesiącach nic
przeczytałam cały ten wątek i mam jedno pytanie które mnie nurtuje - czy ta medytacja z jaskinią nadaje się dla kogoś kto nigdy w życiu nie medytował? bo jakoś mi się wydaje że to może być zbyt zaawansowana technika dla kogoś kto nie umie jeszcze wyłączyć głosu w głowie
jejku, ok dobra, spróbowałam ostatnio wieczorem tej jaskini z opisu Trzygłow72. siedziałam chyba z 15 minut, nie zobaczyłam żadnego światła jak Runika94, nie spotkałam żadnego przewodnika, w sumie to byłam głównie przy wejściu i chyba zasnęłam w pewnym momencie haha. czy to w ogóle sie liczy? bo wydaje mi się że nic się nie wydarzyło
okej, rozumiem, nie wiedziałam że ta wyobraźnia może tak działać jak kotwica. bo rzeczywiście mój problem z medytacją jest właśnie taki że nie mam na czym zawiesić myśli i lecę gdzieś w bok co 30 sekund. może faktycznie spróbuję tej jaskini zamiast siedzieć i liczyć oddechy
tu chce dodac cos o tym zasypianiu bo sam tez tak miałam na poczatku. zasypianie w medytacji to jest znak ze jest za malo napiecia posturalnego, tzn siedzisz zbyt wygodnie albo lezysz. jak mietowa_96 nastepnym razem usiadz prosto, nie na lozku, i moze z lekko otwartymi oczami. to pomaga zostac w tej przestrzeni polsnu ale nie odpłynac zupelnie
a mnie nurtuje jeszcze jedno, troche techniczne - czy ta wizualizacja jaskini ma być szczegółowa? mam na myśli czy powinienem widzieć konkretne kamienie, wilgoć, fakturę ścian, czy to wystarczy że mam takie mgławicowe poczucie że "gdzieś tu jest jaskinia"? bo moja wyobraźnia jest raczej tego drugiego rodzaju i nie mam pojęcia czy to wystarczy
wracam bo miałam chwilę żeby spróbować jeszcze raz po tej przerwie o której pisałam. tym razem zostałam dłużej przy wejściu zanim weszłam i to napięcie w ramionach było mniejsze. w środku nie było wiele ale był taki cichy spokój. niewiem jak to opisać inaczej. pytanie do Trzygłow72 albo Wedorwca - czy jeśli w jaskini jest pusto i nic się nie pojawia, to znaczy że cos robię źle czy że po prostu tak miało być?
hej, wracam do tego co mówiła Rumianka63 o nastawieniu bo mnie to nie puściło. ona twierdziła ze nastawienie ma wpływ na efekt. ale jeśli tak jest, to znaczy że to co "przeżywamy" w tej jaskini jest głównie wytworem naszych oczekiwań? tzn ktoś kto wierzy w przewodnika go znajdzie, ktoś kto nie wierzy - nie. to trochę podważa cały sens szukania tam "czegoś prawdziwego" nie?
