Ostatnio siedzę mocno nad tym tematem i chcę się podzielić czymś, co mnie uderzyło podczas praktyki. Medytuje od jakichś 3 lat i zawsze traktowałam to głównie jako wyciszenie, reset po ciężkim dniu. Ale ostatnio zaczęłam czytać o tym, że medytacja może dosłownie wyciągać stare emocjonalne rany - te, które gdzieś zakopałam głęboko i myślałam, że już przepracowane. I rzeczywiście, kilka tygodni temu podczas dłuższej sesji wróciła do mnie fala czegoś, co najlepiej mogę opisać jako stary ból - nawet nie wiem skąd, może z dzieciństwa, może z poprzednich związków. Ciało się spięło, coś zacisnęło w gardle i po prostu siedziałam z tym. Nie odpychałam. I wiecie co - po tym poczułam się dziwnie lżejsza. Jakby coś puściło. Zastanawia mnie teraz, czy to jest właśnie ten mechanizm czyszczenia, o którym mówią w różnych tradycjach. I tutaj chcę zapytać - czy ktoś łączył to z aktywnością fizyczną? Sprawia to wrażenie jakby moje sesje medytacyjne są głębsze i bardziej "ruszające" właśnie po treningu albo długim spacerze. Jakby ciało musiało się najpierw zmęczyć, żeby pole energetyczne się otworzyło na coś głębszego. 🙂
Oj, to jest temat rzeka. Ja miałam dokładnie coś takiego - siedziałam w medytacji i nagle bez ostrzeżenia zaczęłam płakać. W ogóle nie wiedziałam dlaczego, żadnego konkretnego wspomnienia, po prostu łzy leciały i leciały przez może 20 minut. I tak samo jak ty - potem była ulga, taka dziwna cisza w środku. Nie wiem jak to nazwać naukowo ale coś tam puszcza, to jest pewne. a co do fizyczności - mnie zawsze lepiej "wchodzi" medytacja po jodze. Może to nie tyle zmęczenie co rozgrzanie ciała i połączenie z nim bo joga wymaga skupienia na oddechu i ruchu jednocześnie.
Pytanie do obu - a skąd wiecie że to "czyszczenie pola energetycznego" a nie poprostu normalna reakcja układu nerwowego? Że ciało się w końcu rozluźniło na tyle żeby przetworzyć to, co wcześniej było zablokowane? Bo to pierwsze brzmi mistycznie a to drugie ma całkiem sensowne wyjaśnienie fizjologiczne. Nie mówię, że jedno wyklucza drugie, ale wolę żebyśmy się nad tym zastanowiły zanim zaczniemy budować za duże teorie.
ja tez zauważyłem coś takiego. po bieganiu medytacja idzie jakoś inaczej, łatwiej spaść w głębię i nie kręcę się myślami po kółku. nie wiem czy to "energetyczne" ale na pewno coś jest inaczej w ciele. może poprostu nie mam już tyle kortyzolu i dlatego głowa milczy 🙂 ale kieruję pytanie - czy ktoś próbował konkretnie przed medytacją robić coś intensywniejszego, np. bieganie albo pływanie, i celowo to łączyć? czy to wyszło samoistnie?
w różnych tradycjach szamańskich i nie tylko jest to że taniec i ruch to wstep do odmiennych stanów. że ciało musi sie wyczerpać troszke żeby umysł przestał kontolować. czytałam o tym w kilku miejscach i wydaje mi sie że to ma sens. ze starym cierpieniem jest też tak że ono siedzi w mięśniach, w postawie, w napięciach - i przez ruch można to ruszyć dosłownie fizycznie. nie tylko siedzac w medytacji.
to ciekawe co piszesz Cynia78 ale czy to znaczy że samo bieganie bez medytacji też może "wyczyścić"? bo ja np strasznie płaczę czasem po mocnym treningu i zawsze myslałam że to hormony albo zmęczenie ale może to wlasnie to?
oj tam, płakanie po treningu to fizjologia, kortyzol spada, endorfiny skaczą i bywa że emocje sie uwalniają. to nie jest magia. ale żeby od razu mówić że to czyszczenie pola to trochę daleko idące wnioski. czym wlasciwie jest to "pole energetyczne" - bo każdy używa tego słowa inaczej i potem wychodzą nieporozumienia.
a ja mam pytanie może z innej beczki - czy to czyszczenie bólu podczas medytacji może czasem wyjść "za mocno"? bo czytałam że medytacja może wyciągnąć rzeczy do których nie jesteśmy gotowi. i trochę się boję że zacznę coś i nie dam rady utrzymać tego w ryzach. miałam nie najlepszy rok i trochę się obawiam otwierać jakieś stare szafy.
dopiszę jedno zdanie, ale nie bardzo rozumiem - jak medytacja "wyciąga" ból? co to znaczy, że siedzisz i nagle czujesz stare emocje? czy to przychodzi samo czy trzeba jakoś to wywołać?
dobra, wracając do wątku z ruchem bo to mnie bardziej interesuje. czy ktos próbował np qigong albo tai chi jako to przejście miiędzy aktywnością a medytacją? słyszałem ze to jest wlaśnie po to - powolny ruch ktory jednocześnie uspokaja i "udrażnia". brzmi sensownie w kontekscie tego o czym piszecie.
tai chi to ciekawy pomysł, sam myślę żeby spróbować. ale mam pytaniie - czy jesli ktoś niema dostępu do żadnych kursów to można się tego nauczyć samemu? bo u mnie w okolicy nie ma za wiele takich opcji.
wracajac do tego o czym Niedziela pisała - to pytanie o pole energetyczne jest bardzo zasadne. bo jeśli mowimy o tym że aktywność fizyczna "oczyszcza pole" to warto zapytać: jak to weryfikujemy? jak odróżniamy głębsze przetwarzanie emocjonalne od po prostu dobrego treningu i odpoczynku? coś mi mówi że w tych rozmowach czesto nakładamy ezoteryczny język na coś co jest całkiem dobrze opisane przez psychologię somatyczną i nie potrzebuje dodatkowej nadbudówki.
szczerze to jestem sceptyczna wobec tych wszystkich teorii ale ta rozmowa mnie trochę zaciekawia. mam jedno konkretne pytanie - jak długo trwa taka sesja podczas której "wyskakuje" stary ból? czy to jest coś co można zaplanować i przygotować się na to, czy zawsze przychodzi z zaskoczenia?
dzięki Izoldka05 i Moonchild.pl za odpowiedzi, trochę mnie to uspokoiło. myślę że może zacznę od tych krotkich 15-20 minutowych sesji i zobaczę co się pojawia. i właśnie to co piszecie o ruchu - może spróbuję połączyć z jogą bo akurat ją trochę robię. czy robicie to bezpośrednio przed medytacją czy jest jakaś przerwa między?
a właśnie zapomniałam zapytać - czy joga przed medytacją to dobry pomysł czy lepiej najpierw posiedzieć cicho a potem ruszać? bo nie wiem jak to powinno być ustawione. logicznie myślę że najpierw ruch potem spokój ale może się mylę
ruch przed jest moim zdaniem lepszy, to tak jak rozgrzewka tylko nie dla mięśni a dla całego wewnętrznego systemu. ciało po ruchu jest bardziej "otwarte", przynajmniej tak to czuję u siebie. ale nie ma jednej reguły, część tradycji robi odwrotnie
a wracając do tego qigong - nikt nie odpowiedział. ktos z was to robił regularnie? bo mnie to bardziej ciągnie niż sama statyczna medytacja. siedzenie w bezruchu przez 30 minut to dla mnie jakaś gehenna szczerze
qigong robiłam przez jakiś czas i to naprawdę coś innego niż zwykłe ćwiczenia. pamiętam że na początku myślałam że to po prostu dziwne machanie rękami haha ale po kilku tygodniach poczułam że medytacja po tym idzie zdecydowanie głębiej. trudno mi to opisać słowami. jakby kanały były bardziej drożne. ale nie wiem czy to kwestia samego qigong czy po prostu że wtedy regularniej ćwiczyłam
wlaśnie to mnie trochę irytuje w tej dyskusji. mamy tu kilka pojęć używanych wymiennie: oczyszczanie pola, udrażnianie kanałów, praca somatyczna, przetwarzanie emocjonalne. każde z tych określeń zakłada inny model tego co się dzieje w ciele. czy ktoś może powiedzieć wprost czego konkretnie doświadczył i jak to opisał, bez gotowych etykietek z jakiegoś kursu?
dokładnie tak samo. to cos topniejacego. sam nie umiałbym lepiej powiedziec. przy czym u mnie to bardziej w brzuchu niż w klatce
ok, to juz jest konkret. topnienie, ulga, lokalizacja w ciele. to jest obserwacja, nie teoria. takie opisy są dla mnie dużo bardziej interesujące niż mówienie o polach. bo to można przynajmniej porównywać między sobą
przepraszam że znowu dopytuje, naprawdę nie rozumiem jednej rzeczy. to cierpienie które "wyskakuje" podczas medytacji - ono wyskakuje jako myśl, jako wspomnienie, czy jako ból fizyczny? bo nie wiem czego się spodziewać i troche sie boję
jeszcze dodam do tego co Moonchild.pl pisze - czasem to nie jest nic dramatycznego. czasem po prostu siedzisz i nagle masz jakieś skojarzenie, obraz, albo rozumiesz coś czego wcześniej nie rozumiałaś. i to też jest przetwarzanie. nie musisz płakać żeby coś się wydarzyło
doczytałam wszystko po kolei i głupio pyta, ale: od czego w ogóle zacząć jesli chce się pracować z tym starym bólem przez medytację? czy jest jakaś konkretna technika, przewodnik po sieci, cokolwiek? bo to brzmi ważnie ale nie wiem od czego
