Ostatnio siedzę nad pewną kwesstią i nie mogę wyjść z tego w głowie. Chodzi o milczenie podczas medytacji ale nie o to zewnętrzne że się zamykamy w pokoju i cisza. Bardziej o to słowo, które nie zostało wypowiedziane, ale gdzieś tam drga w środku. Czy wy w ogóle czujecie, że kiedy coś chcecie powiedzieć ale tego nie mówicie, to ta energia tego niewypowiedzianego słowa gdzieś idzie?? Że może wręcz mocniej oddziałuje niż to, co faktycznie powiemy? Próbowałam to obserwować u siebie podczas medytacji, siedzę, obserwuję myśli, ale te myśli które NIE zamieniają się w słowa wydają mi się jakos... gęstsze. Trudniej je odpuścić. Jakby miały swoją wlasna grawitację.
O, to ciekawe spostrzeżenie i troche zgadzam się z tym!! Ja to opisuję sobie jako taki "ciężar zawieszony" - coś co kręci się w klatce piersiowej kiedy masz coś na końcu języka i tego nie wypuszczasz. Przy pracy z czakrą gardła to w ogóle temat rzeka. Ale właśnie - czy ty mówisz o słowach które chcesz powiedzieć innym ludziom czy o tych wewnętrznych które nawet nie dotarły do etapu "chce to komuś przekazać"? Bo mi się zdaje że to dwa zupełnie różne zwierzęta energetycznie.
Czytam i trochę się gubię. Czy chodzi o to, że kiedy nie wyrażamy czegoś słowami to energia tego zostaje w nas i może na nas działać? Bo jeśli tak to rozumiem intuicyjnie, sama to czuję czasem po kłótni której nie dokończyłam. Ale nie wiem czy to "energia słowa" czy po prostu emocja, która nie znalazła ujścia. Jak wy to odróżniacie?
Wskakuję na chwilę z butami ale dla mnie tu jest pewien problem logiczny. Jeśli słowo nie zostało wypowiedziane to... jaki to jest właściwie "twór"? Czy wy mówicie o samej intencji, emocji, czy naprawdę wierzycie że niedopowiedziane słowo ma jakąś odrębną energię niezależną od tego, kto je "trzyma"? Bo to dość duże założenie.
Wchodzę w to bo mam trochę doświadczeń z tego zakresu. Przy medytacji mantrowej właśnie ten moment PRZED wybrzmiewaniem mantry jest dla mnie najsilniejszy. Jakby samo "nabieranie" go w siebie przed wypowiedzeniem miało inny kaliber. Może o to chodzi? Że słowo niespokreślone ma w sobie potencjalność, a wypowiedziane to już tylko realizacja tej potencjalności?
Hej, ja jestem tu raczej z ciekawości bo niewiele kumam z tej terminologii ale to co napisała Malgosia to mnie trochę oświeciło. To trochę jak taki moment przed skokiem? Że samo napięcie przed jest intnesywniejsze niż sam skok? Jeśli dobrze rozumiem to chyba czuję cos podobnego ale nigdy bym tego tak nie nazwała. ciekawe
Dobra ja mam pytanie trochę z boku ale związane. Jeśli to słowo "niespokreślone" ma tę gęstość o której mówi Leokadia, to co się z nim dzieje kiedy zasypiamy? Bo przez ostatnie tygodnie mam takie sny gdzie mówię dużo ale budzę się i nic nie pamiętam ze słów, tylko ten jakiś naładowany posmak. I zastanawiam się czy to może być właśnie to co za dnia zostało niewypowiedziane.
Ojej, Olimpia to ciekawy trop! Ja sobie często po sesjach zapisuję takie właśnie "posmaki" bez słów i faktycznie notuję że po dniach gdy dużo tłumiłam (taka praca, taki dzień) te posmaki są cięższe. Ale to może być koincydencja, nie wiem. Natomiast do głównego tematu, to mnie zastanawia co się dzieje z tym słowem-energią jeśli praktykujemy ślubowanie milczenia przez dłuższy czas. Czy się kumuluje, oczyszcza, czy może po prostu opada?
Przy ślubowaniu milczenia chodzi chyba o cos innego, bardziej o wyciszenie wewnętrznego dialogu, nie o trzymanie słów jak w słoiku. Przynajmniej tak czytałam w kontekście praktyk kontemplacyjnych. Choć może się mylę.
Nie wiem czy to pasuje do wątku ale zapytam bo siedzę tu od chwili i cos mi chodzi po głowie. Czy ta "energia słowa niespokreślonego" może jakoś oddziaływać na innych? Mam na myśli - jeśli chcę coś komuś powiedzieć i nie mówię czy ta osoba to jakoś wyczuwa? Bo miałam takie sytuacje że ktoś sie zachowywał zupełnie jakby wiedział co do niego czuję choć nic nie powiedziałam. i szczerze nie wiem czy to intuicja tej osoby czy coś więcej.
no nie wiem, mnie najbardziej zostało to co napisała Malgosia o mantrze, ten moment przed. Bo ja jak zaczynam ciągnaąc kartę do odczytu to tez jest taki moment zawieszenia zanim spojrzę, i on jest jakiś bardzo cichy ale bardzo pełny. Może to jest podobny mechanizm? Nie wiem jak to nazwać ale coś w tym jest chyba
Czytam ten wątek i aż mi się głowa kręci od tych pomysłów, naprawdę. Ale chciałam dodać jedną rzecz, którą ostatnio odkryłam u siebie, właśnie podczas medytacji z oddechem. że kiedy zatrzymuję się w tej przerwie między wydechem a wdechem, ta cisza jest dosłownie taka jak to milczenie między słowem a jego wypowiedzeniem. Jakby ciało oddychało tą samą logiką co umysł z tym słowem. Może po prostu jesteśmy tak skonstruowane że ta "potencjalność" jest wszędzie i oddech to tylko jedna z jej form?
