Przepraszam że wchodzę, ale słucham od jakiegoś czasu i mam pytanko. Czy są jakieś kamienie które mogłyby wspomagać tę całą praktykę wieczorną? Czytałam że ametyst pomaga na sen ale nie wiedziałam czy to ma sens razem z medytacją czy osobno.
Dobra ale wracając do Bernadki, bo mam podobne pytanie. Czy jeśli przez te tygodnie medytowania przed snem nic się nie zmienia ze snem, to w ogóle ma to sens kontynuować? Pytam bo sam zacząłem i po tygodniu nic, co mnie trochę zniechęca.
Ja miałam identycznie i długo nie rozumiałam dlaczego ciągle nie sypiam mimo że medytuję. Okazało się że problem nie był w medytacji, tylko w tym co po niej. Telefon to chyba najgorsze co można zrobić.
Mogę się wtrącić? Bo ja też biorę telefon jak nie mogę zasnąć i teraz się zastanawiam czy to nie jest właśnie mój główny problem a nie brak medytacji w ogóle.
To jest bardzo ważna obserwacja i dobrze że to widzisz. Ale chciałabym żebyś nie szła teraz w stronę winnienia telefonu, bo to znowu będzie lista rzeczy do naprawienia. Pytanie jest inne, co robisz w momencie kiedy leżysz i czujesz że sen nie przychodzi? Co się wtedy dzieje w głowie?
Ten mechanizm z liczeniem godzin to jest chyba jeden z bardziej destrukcyjnych przy bezsenności. Czytałam że samo leżenie i pilnowanie czy już śpisz aktywuje czujność, nie spokój. Anahata, czy medytacja może jakoś przepisać ten nawyk, czy to wymaga czegoś zupełnie innego?
Zapisuję to co mówi Anahata o uwadze kontrolującej kontra obserwującej, bo to jest coś czego mi brakowało jako rozróżnienie. Ale mam pytanie do Bernadki, czy ta spirala z godzinami zaczęła się przed problemami ze snem czy razem z nimi? Bo zastanawiam się co było pierwsze.
To jest akurat dosyć typowe że lęk przed brakiem snu i sam brak snu nakręcają się wzajemnie. Sama przez to przechodziłam. Kminek, czy według ciebie medytacja rano mogłaby cokolwiek zmienić w tym wzorcu wieczornym, czy to musi być ćwiczone wieczorem?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mnie nurtuje. Czy jeśli ktoś ma bardzo duże trudności z koncentracją, właśnie dlatego że jest niewyspany, to medytacja rano nie będzie zbyt frustrująca? Bo sama próbowałam kilka razy i siedziałam i kompletnie nic, tylko rozdrażnienie.
Czyli właściwie przez cały czas walczyłam sama ze sobą zamiast po prostu obserwować co się dzieje. I teraz mam pytanie, bo mnie to trochę niepokoi, czy jak zaczynam obserwować myśli zamiast je tłumić, to nie jest tak że ich jest nagle więcej? Bo mam wrażenie że jak próbuję nie walczyć, to myśli się wręcz mnożą.
Hej, bo ja też tak miałem na początku, że jak próbowałem nie myśleć to było gorzej. I w sumie po kilku tygodniach przestałem w ogóle próbować i paradoksalnie było lepiej. Ale nie wiem czy to medytacja mi pomogła czy po prostu olałem temat i stres minął sam.
To co powiedziała Leokadia bardzo mi pasuje do mojego doświadczenia. Jak leżę i próbuję nie myśleć o godzinach, to myślę o nich jeszcze bardziej. Ale nie wiedziałam jak inaczej podejść do tego. Kminek, to obserwowanie myśli zamiast tłumienia, to jak to wygląda w praktyce kiedy jesteś w łóżku i już się nakręcasz?
Zamiast mówić sobie 'nie myśl o zegarze' możesz powiedzieć 'ok, znowu ta myśl o zegarze' i nic więcej. Nie oceniasz, nie odpychasz, po prostu zauważasz. To brzmi banalnie ale wymaga ćwiczenia, bo głowa chce od razu jechać dalej i analizować.
Próbowałam tego kilka razy i za każdym razem mam problem z tym 'nic więcej'. Jakby zauważenie myśli od razu wywoływało kolejną, na przykład 'dobra zauważyłam, i co teraz?'. Czy to jest właśnie ta uwaga kontrolująca o której mówiła wcześniej Anahata?
Zapisuję tę sekwencję, bo widzę że to jest powtarzający się wzorzec w tej rozmowie. Zauważenie myśli, powrót do oddechu, bez oceny. Ale mam pytanie do Bernadki, czy próbowałaś kiedyś czegoś takiego przy tym liczeniu godzin, czy to zawsze było czyste nakręcanie?
Ta ucieczka po wodę to też byłam ja przez długi czas. I wiesz co ciekawe, wracałam do łóżka i myśli zaczynały się od nowa, jakby przerwa nic nie dawała. Jedyne co faktycznie zmieniało sytuację to kiedy przestałam wracać myślami do tego ile mam czasu do rana. Ale do tego doszłam po bardzo długim czasie, nie z dnia na dzień.
Nigdy nie pomyślałam żeby przykryć zegarek. Ja za to zawsze mam telefon na wierzchu i ciągle sprawdzam. Może to jest właśnie mój problem bo ze snem też kiepsko.
A ja czytam i mam pytanie trochę z boku, czy kamiene mogą tutaj w czymś pomoc? Czytałam że ametys pomaga na spen i zastanawiałam się czy polożenie go przy łóżku ma sens razem z tą medytacją, czy to bez sensu?
Ok, to rozumiem że kamień sam w sobie nie zrobi roboty, ale jako taki sygnał dla głowy że czas się uspokoić to może mieć sens. Ale mam pytanie, czy to musi być ametyst, czy każdy kamień może tak działac? Bo mam jeszcze różowy kwarc i czytałam że on jest bardziej do miłości, ale może też na relaksacje?
To zależy od tego czemu służy ci kamień w danej chwili. Różowy kwarc ma miękkę energię, niektórzy go używają właśnie do uspokojenia, nie tylko do relacji. Ale powiem szczerze, czy nie ważniejsze teraz jest to żeby Bernadka spróbowała tej prostej obserwacji oddechu przy zasypianiu, zanim w ogóle dokładamy kamienie do równania?
Rozumiem ten chaos, bo sama przez to przechodziłam. Ale moim zdaniem odpowiedź jest prosta, zacznij od jednej rzeczy i daj jej kilka dni zanim dodasz coś kolejnego. Pytanie do Bernadki jest inne, co ci najbardziej przeszkadza wieczorem, samo zasypianie, budzenie się w nocy, czy to nakręcanie się przy liczeniu godzin?
To jest dokładnie ten sam schemat który opisywałam wcześniej. I właśnie dlatego przykrycie zegarka mi pomogło, bo usunęłam z zasięgu to co nakręcało. Ale mam pytanie do Kminki, czy jest sens robić krótką medytację w środku nocy kiedy człowiek się już obudził i nakręcił, czy to za trudne do zrobienia w takim stanie?
Trzy oddechy to brzmi jak coś co naprawdę mogę zrobić o trzeciej w nocy. Ale mam wątpliwość, czy to nie jest tak że po tych trzech oddechach mózg od razu wraca do liczenia? U mnie tak jest, że jak cokolwiek kończę to głowa od razu skacze z powrotem.
To co Hela mówi jest bardzo ważne i myślę że dotyczy nie tylko jej. Jak się idzie spać z nastawieniem 'teraz się zrelaksuję' to jest to już pewien rodzaj napięcia. Trochę jak zasypianie na siłę. Kminek, jak ty to opisujesz swoim zdaniem, bo nie chcę przekręcić tego co wcześniej mówiłaś.
Słyszę to po raz pierwszy w taki sposób. Zawsze myślałam że medytacja to jest właśnie sposób do relaksu, dlatego liczyłam na konkretny efekt od razu. A tu okazuje się że samo liczenie na efekt jest problemem. Trochę jak z tym zasypianiem.
No właśnie, to jest chyba największy paradoks w tym temacie. Jak chcesz zasnąć to nie zasypiasz, jak chcesz się zrelaksować to nie możesz, jak próbujesz nie myśleć to myślisz. Mam wrażenie że wszystko tu działa na odwrót niż się spodziewa. Czy to jest jakieś ogólne prawo czy tylko tak wychodzi w rozmowach?
Zasnięcie w połowie medytacji to jest chyba jeden z najczęstszych przypadków o jakich słyszę i każdy ma inne zdanie czy to dobrze czy źle. Anahata, jak ty na to patrzysz? Bo Jaryla mówi że nie wie jak to ocenić, a mnie też nie jest jasne czy to znak że coś zadziałało czy że po prostu był zmęczony.
