Chciałam zapytać ogólnie o medytację w różnych tradycjach ezoterycznych bo zaczęłam czytać o tym jak to wygląda np. w kabale, w sufizmie, w różokrzyżowcach i każda szkoła ma zupelnie inne podejście. A co mnie szczególnie ciekawi to temat dźwięków - mantry, tony, śpiewy, i czy ktos tu praktykuje z jakimś konkretnym dźwiękowym wsparciem. Bo wg jednej tradycji dźwięk to brama, a wg innej to rozproszenie. Jak wy to widzicie?
To zależy od szkoły bo rzeczywiście to podejście do dźwięku jest diametralnie różne. W tradycjach hermetycznych - mówię tu o klasycznej zachodniej ścieżce - dźwięk jest wibracją, czyli nośnikiem intencji. Kabała operuje na literach i dźwiękach hebrajskich jako czymś stwórczym dosłownie, nie metaforycznie. Sufizm ma zikr, czyli rytmiczne powtarzanie imion Boga, to bardzo konkretna technika. Różokrzyżowcy w zależności od odłamu - jedni używają tonu C jako dźwięku skupienia, inni w ogóle pracują w ciszy. Więc już na tym poziomie widać, ze nie ma jednej odpowiedzi. A co ty konkretnie próbowałaś stosować przy swoich medytacjach?
Akurat mantry tybetańskie to IMO szczyt jesli chodzi o dźwiękowe wsparcie medytacji. OM MANI PADME HUM robi robotę naprawde, sam to czuje po każdej sesji, coś sie otwiera. Nie wiem czy to wibracja czakr czy co ale działa. Polecam każdemu na start.
Ja się wtrącę bo runy też mają swój aspekt dźwiękowy i mało kto o tym wie albo mówi. Galdr, czyli śpiewanie run, to nordycka tradycja pracy właśnie przez wibrację głosu. Każda runa ma swój własny dźwięk, nie literę, ale właśnie dźwięk, i to śpiewanie go na różnych wysokościach jest techniką medytacyjną samą w sobie. Ulita, czy spotkałaś się z tym w zachodnim hermetyzmie, bo zastanawiam sie czy jest tam jakieś echo tej tradycji?
hej, ja mam pytanie może troche z innej beczki ale związane - czy jak się medytuje do muzyki np. mis tybetańskich albo strojenia 432 hz to sie w ogóle liczy jako medytacja w sensie tradycyjnym? Bo czytałam że niektóre szkoły mówią że to jest "crutch" (nie wiem jak to po polsku, podpórka może) i że prawdziwa praca to w pełnej ciszy. Troche sie teraz zastanawiam czy robię to źle.
O 432 hz to ja też słyszałam ale szczerze nie czuje żadnej roznicy między tym a normalnym. Może jestem po prostu mało wrazliwa albo cos, ale po kilku próbach dałam sobie spokój. Miseczki to inna sprawa, te czuję. Ale czy to medytacja czy nie, to mnie właśnie zastanawia, bo mam takie poczucie że odpływam przy dźwiękach a nie skupiam sie, i to dobrze czy źle???
Kurcze, dziękuję za ten wątek, naprawde! Właśnie szukałam informacji o dźwiękach do medytacji i tu trafiłam. ja używam ostatnio nagrania z monochordem i cos w tym jest, chociaż nie umiem powiedzieć co. Czy ktos może powiedzieć z której traadycji pochodzi monochord bo spotkałam sie z tym ze szkoły pitagorejczyków ale niewiem czy dobrze kojarzę?
Pitagorejczycy - tak, to poprawne skojarzenie. Pitagoras traktował dźwięk i liczbę jako jedno, harmonia sfer to nie była metafora tylko dosłowna koncepcja kosmiczna. Monochord był u nich instrumentem badawczym i rytualnym zarazem. Wracając do wcześniejszej rozmowy o tym "podpórkach" - myślę że pytanie o cisza vs dźwięk to fałszywa alternatywa. Chodzi o to co sie robi ze swoją uwagą, nie o to co słyszysz. Możesz medytować przy miejskim hałasie i to może być głęboka praktyka, a możesz siedzieć w absolutnej ciszy i tylko błądzić myślami
dobra ale jak ktoś dopiero zaczyna to jak w ogóle ma wiedziec ktora tradycja mu pasuje, skoro każda mówi co innego. mam wrazenie ze im wiecej czytam tym mniej wiem. dźwięk pomaga, nie pomaga, cisza lepsza, cisza gorsza, mantry tak, mantry nie. troche za dużo tych sprzeczności jak dla mnie
