Ostatnio dużo czytam o satori i jakoś nie mogę ogarnąć jednej rzeczy - czy to coś, co "przychodzi" samo podczas medytacji, czy trzeba do tego dążyć jakimiś konkretnymi technikami? Bo z jednej strony wszędzie piszą, że nie można tego wymusić, a z drugiej strony buddyści latami siedzą w zen i ćwiczą właśnie po to żeby doświadczyć tego przebłysku. Sama medytuję już od jakichś kilku miesięcy (głównie skupiam się na oddechu, nic specjalnego) i raz miałam takie dziwne poczucie jakby wszystko się "otwarło" na chwilę, bardzo trudno to opisać. Nie wiem czy to był jakiś wstęp do czegoś głębszego czy po prostu mój umysł zrobił sobie przerwę 🙂 Ogólnie temat mnie pochłonął i chciałabym porozmawiać z kimś kto ma więcej doświadczenia - jakie są te "kroki" o których mówią w kontekście satori? Czy w ogóle można je jakoś poukładać po kolei?
ojejciu, to co opisujesz brzmi bardzo znajomo. Satori nie jest "stanem" który można zaplanować, to bardziej jak... przebudzenie między jedną myślą a drugą. Buddyści zen mówią o kensho jako pierwszym przebłysku i dopiero potem o satori jako czymś głębszym i trwalszym. Te "kroki" to raczej nie kroki w sensie checklisty, tylko warstwy oczyszczania umysłu. Najpierw samatha - uspokojenie, potem vipassana - wgląd, a satori samo się pojawia gdy jest gotowość. Kluczowe są koany, ale to już wyższa szkoła. Twoje doświadczenie z "otwarciem" mogło być właśnie takim pierwszym kensho, nie bagatelizuj tego.
No dobra, ale to juz trochę za daleko od tradycji zen, skąd pochodzi samo pojęcie satori. W buddyzmie zen niema żadnych "kanałów energetycznych" i "czakry koronnej", to są pojęcia z zupełnie innego systemu. Mieszanie tego może prowadzić do nieporozumień, szczególnie u kogoś kto dopiero zaczyna. Nie mówię że praca z ciałem jest bez wartości, ale nie nazwijmy gruszki jabłkiem
Ojej ale czy to ważne skąd dokładnie pochodzi dany termin?? Mnie bardziej interesuje jak to faktycznie osiągnąć, nieważne czy będziemy to nazywać satori, kensho czy przebudzeniem 😀 Aurelinda, to co opisałaś z tym "otwarciem" - trwało długo? Mnie raz coś podobnego trafiło podczas medytacji do muzyki i byłam przekonana ze coś ważnego się dzieje ale minęło po może minucie i nie wróciło. Zastanawiam się czy można jakoś "zatrzymać" taki stan albo wchodzić w niego częściej
ojejej, można połączyć ale z głową. Pyromantka ma rację że zen to osobny system i nie powinno się wkładać w niego pojęć z hinduskich tradycji bo robi się z tego zupa. Natomiast praktycznie - jeśli chodzi ci tylko o głęboka medytację i wgląd, bez przywiązania do konkretnej szkoły, to możesz brać narzędzia z różnych miejsc. Tylko wiedz skąd co pochodzi i po co. To co opisujesz z "otwarciem" - to klasyczny opis stanu, ktory w vipassanie nazywa się "piti", taki moment przebłysku uwagi. Niekoniecznie satori, ale dobry znak że medytacja działa
O matko, dopiero doczytałam ten wątek i nie wiedziałam że to takie skomplikowane! Zawsze myślałam że medytacja to poprostu siadasz, zamykasz oczy, oddychasz i po jakimś czasie jesteś spokojniejsza 🙂 A tu cały system, różne szkoły, kensho, vipassana... Martusia61, to ta "piti" - jak długo trzeba medytować żeby to poczuć? Bo ja dopiero zaczynam i nie wiem nawet czy dobrze oddycham podczas medytacji, serio. I przy okazji chciałam zapytać bo to jest powiązane z tematem - czy podczas takich głębszych stanów medytacyjnych jest ryzyko że "wciągniemy" cudzą energię? Słyszałam coś takiego i trochę mnie to niepokoi.
A właśnie, ten watek z cudzą energią jest ciekawy i moze warto go rozwinac bo jest chyba w opisie kategorii. Słuchajcie, ja to tak rozumiem z własnych doświadczeń - głęboka medytacja to troche jak otwieranie się, robisz się bardziej "przepuszczalny" na wszystko. Jedni twierdzą że to błogosławieństwo, inni że ryzyko. Sam zauważylem ze po intensywnej sesji medytacyjnej w grupie bywam jakoś dziwnie przytłoczony albo mam nastroje ktorych nie czulem wchodzac do sali. Przypadek? Może. Ale może nie
To co mówi Zbyszek brzmi znajomo. Jak jest jakiś sposób na ochronę przed tym podczas medytacji? Tzn. żeby sie otworzyć na te głębsze stany ale jednocześnie nie "wchłaniać" tego co jest w przestrzeni albo od innych ludzi?
Turmalin w dłoni podczas medytacji zen. No dobrze. Słuchajcie, nie chcę być złośliwa ale tu się miesza tyle tradycji naraz że glowa boli. Temat jest o satori i krokach do niego, a skończyłyśmy na kamieniach ochronnych. Może warto się zdecydować o czym wgl rozmawiamy?? bo jak o satori to jest konkretna literatura, konkretna praktyka. Jak o ochroonie energetycznej to inny temat. 😉
Ja raz po bardzo długiej medytacji (bodajże ze dwie godziny, robiłem eksperyment) czułem się totalnie rozkojarzony przez resztę dnia, jakby ktoś poprzestawiał meble w mojej głowie. Nie wiem czy to była "cudza energia" czy po prostu mój mózg potrzebował czasu na reset. jak to odróżnić wogole?
Wracając do głównego tematu bo troche odpłynęliśmy - ktoś tu wczesniej wspomniał o koanach. Mam pytanie bo zawsze mnie to ciekawiło: te koany zen, tipo "jaki jest dźwięk jednej klaszczącej dłoni" - jak to wlasciwie działa jako technika? Tzn. rozumiem że to nie ma logiczenj odpowiedzi ale co się ma z tym "robić" podczas medytacji? Siedzieć i myśleć o pytaniu? Nie myśleć? Nie rozumiem mechanizmu.
Przeczytałam Was wszystkich po kolei i odnoszę wrażenie że wiele osób myli doświadczenia medytacyjne z tym czym satori faktycznie jest według tradycji. Z tego co czytałam, satori nie jest stanem medytacyjnym jako takim - to raczej nagłe rozpoznanie własnej natury, które moze pojawić się absolutnie w każdej chwili, nie tylko na poduszce. Czy ktoś to bierze pod uwagę? Bo cała ta dyskusja o technikach i krokach może być trochę obok tematu.
ojej, to jest super pytanie bo ja też się nad tym zastanawiałam! Tzn. czy medytacja to taka jakby gleba pod satori czy to zupełnie oddzielne rzeczy? Bo jak czytam co piszesz i Jaroslawa, to wychodzi ze można medytować całe życie i nigdy tego nie doświadczyć, ale też można wstać rano po kawie i bach? To trochę frustrujące, nie? 🙂 A co do tej ochrony energetycznej podczas medytacji, to mnie wlasnie Lowczyni wspominała o turmalinie i teraz nie wiem czy powinnam go trzymać cały czas podczas sesji czy tylko na początku i końcu, bo czytałam gdzieś ze trzymanie kamienia może rozpraszać uwagę i mieszać..
No to moze wyjaśnię bo widzę że kilka osób tu błądzi. Medytacja i satori to nie jest relacja przyczyna-skutek, wiec nie ma sensu szukać "kroków" w takim rozumieniu że jak odfajkuję 50 godzin na poduszce to dostanę nagrodę. Właśnie o tym pisała Jaroslawa i to jest jeden z sensowniejszych głosów w tym wątku. Koan jest bliżej tego o co chodzi - nie chodzi o akumulację praktyki tylko o pęknięcie w sposobie myślenia. Ale żeby to pęknięcie mogło nastąpić, umysł musi być odpowiednio wyciszony, wiec jednak medytacja ma tu swoja role - tyle że nie jako przepustka tylko jako warunek wstępny. 🙂
Piti to raczej wskaźnik ze jesteś w dobrym kierunku, nie ze jesteś "gotowy" na cokolwiek konkretnego. I nie powiedziałabym ze da się to z zewnątrz ocenić. Ale co mnie bardziej ciekawi w tym co napisała Aurelinda - to doświadczenie przez parę minut, po którym "wróciłaś do normalności" - czy przed albo w trakcie czułaś w ogóle ze cos się dzieje, czy to przyszło bez żadnego sygnału? Bo to by dużo mówiło o tym czy to byl jakis wglad czy raczej stan silnej koncentracji.
