jejku, zastanawiam się od jakiegoś czasu czy medytacja może naprawdę doprowadzić do nirwany, nie tylko do chwilowego wyciszenia. W buddyzmie nirwana to przecież stan całkowitego wygaśnięcia ego, cierpienia, przywiązań - i podobno da się do tego dojść właśnie przez praktykę. Ale czy ktoś na tym forum kiedykolwiek doświadczył choćby przebłysku czegoś takiego? Pytam bo od jakiegoś czasu mam podczas głębszych medytacji wrażenie jakby wszystko było jednym, ściany znikają, czas się rozpuszcza. Nie wiem czy to tylko efekt oddechu czy coś więcej. I jeszcze coś - czytałam że pewne kształty przestrzeni, geometria otoczenia, mogą wzmacniać albo blokować ten stan. Ktoś pracuje z czymś takim?
Nirwana w sensie buddyjskim to nie coś co "osiągasz" podczas jednej medytacji, to raczej wynik lat pracy i transformacji. to co opisujesz, to wrażenie jedności, rozpad granic - to raczej stan dhyana albo samadhi, nie nirwana jako taka. Nie mówię że to mało, to ważne doświadczenia, ale nazewnictwo ma znaczenie bo inaczej można mieć nierealistyczne oczekiwania co dalej. Jeśli chodzi o przestrzeń - tak, geometria otoczenia ma wpływ na energię miejsca i na jakość medytacji, ale to raczej temat na osobny wątek.
Dokładnie to co Stellaria mówi o nazewnictwie. Sporo osób myli stany medytacyjne z nirwaną i potem są rozczarowane bo "miałam nirwanę i nic sie nie zmieniło". Nirwana to nie jest doznanie, to trwała zmiana. Zresztą w różnych tradycjach to słowo znaczy rozne rzeczy, w Theravadzie inaczej niż w Mahajanie. Więc najpierw warto określić o jakiej nirwanie mówimy
O, temat mnie wciągnął 🙂 Mam pytanie do Drakony - skoro nirwana to nie doznanie tylko trwała zmiana, to jak w ogóle można poznać że się ją osiągnęło? To chyba by znaczyło ze nikt nam nie może powiedzieć "nie, to jeszcze nie to", bo skad wiedziec? A z drugiej strony jak ktoś twierdzi że ją osiągnął, to skąd ma pewność?
Dokładnie, dotykasz czegoś ważnego. Ja medytuję regularnie od kilku lat i mam takie momenty gdzie naprawdę nie ma mnie, jest tylko... nie wiem jak to opisać, jakby czysta obecność bez obserwatora. Ale czy to nirwana? Wątpię. Raczej myślę ze to głęboki stan skupienia. A co do geometrii przestrzeni - pracuję z piramidą kartonową nad miejscem do medytacji i naprawdę coś tam jest, inaczej wchodzę w stan. Może to placebo, może nie, ale różnica jest wyraźna.
Przeczytałam całą tę wymianę i mam mieszane uczucia. Olek ma rację że trudno to weryfikować, ale z drugiej strony - czy to wogole musi być weryfikowalne żeby było użyteczne? Mnie interesuje czy kształty przestrzeni to coś szerszego, bo czytałam o geometrii sakralnej i o tym jak świątynie budowane były z konkretnych proporcji żeby wzmacniać skupienie. Może piramida to nieprzypadkowy kształt.
Kształty przestrzeni działają na poziomie subtelnym, to nie jest żadna nowość. Piramida skupia energie bo odwzorowuje stosunek proporcji nieba do ziemi, to jest zakodowane w jej geometrii. Nirwana natomiast to rozpad wszelkich form, więc paradoksalnie praca z formą może być drogą do jej przekroczenia. medytacja w odpowiedniej przestrzeni to jak pływanie z prądem a nie pod prąd.
rany, czytam i trochę się gubię. Czyli nirwana jest osiągalna przez medytację czy nie? Bo jedni mówią ze tak, drudzy że to lata pracy. Ja medytuję od niedawna i po kilku minutach już nie wiem co robić, myśli zlatują. Czy to normalne na początku? I co ta geometria przestrzeni ma z tym wspólnego, nie za bardzo rozumiem połączenia.
no wlasnie mam podobnie jak Strzybozka, siadam do medytacji i przez pierwsze 5 minut jest git a potem jakby ktoś włączył radio w głowie, myśli, listy zakupów, wspomnienia z podstawówki, wszytsko naraz haha. Ale mam pytanie do tych co mówią o geometrii - czy to tylko piramida czy inne kształty tez działają?? Bo gdzies czytałem o sześciokącie jako formie skupiającej energie
Muszę tu coś powiedzieć bo dyskusja troche odpłynęła. Geometria przestrzeni to ciekawy temat ale wróćmy do głównego pytania - czy medytacja moze doprowadzić do nirwany. Moim zdaniem tak ale pod warunkiem że traktujemy medytację jako część szerszej drogi etycznej i poznawczej, a nie jako technikę relaksacyjną. Same ćwiczenia oddechowe czy wizualizacje nie wystarczą, to fundament, nie całość.
O, to jest ciekawe co Drakona mówi. Czyli sama technika to za mało? Ale co konkretnie jeszcze potrzeba? bo słyszałam że sama regularność i intencja wystarczą żeby dojść do głębszych stanów. Hmm, troche to myli.
Wchodzę bo nie wytrzymam, bo trochę tu nad głowę mi idzie ta rozmowa, ale chciałam zapytać - czy nirwana to coś co można poczuć raz i potem mieć, czy to jest bardziej jak stan do którego się dochodzi i wychodzi? Wydawało mi sie ze to jest jakiś stały spokój ale czytam tu ze to transformacja i trochę nie wiem co mam rozumieć.
Mnie tez to pytanie nurtuje, Rumianka. Zawsze myslalam ze to jak oswiecenie, raz i już. Ale moze to bardziej skomplikowane. Ciekawy temat tylko trochę za dużo teorii jak dla mnie, wole kiedy ktos opisuje co realnie czul podczas medytacji a nie same definicje.
Wracam do tego co napisałam na początku - te moje doświadczenia, ten zanik granic - Stellaria dobrze to nazwała, to raczej samadhi niż nirwana. Ale interesuje mnie co Glifika pisała o piramidzie, bo ja siedzę w pokoju z nisko sklepionym sufitem i zawsze mam wrażenie jakby przestrzeń mnie ściskała, jakby energia nie miała gdzie iść. Może to geometria pomieszczenia faktycznie wpływa na stan wejścia. Ktoś coś wie o tym jak wysokość i kształt sufitu działa na medytację?
To co Eleonorka pisze o suficie mnie zastanawia, bo nigdy o tym tak nie myślałam. Przestrzeń pionowa nad głową podczas medytacji - czy to w ogóle ma znaczenie? Intuicyjnie powiedziałabym że tak, bo kierunek "ku górze" w wielu tradycjach jest związany z rozszerzaniem świadomości, ale z drugiej strony przecież mnisi medytują w celach, jaskiniach, miejscach niekoniecznie przestronnych. Nie wiem czy to kwestia geometrii samego sufitu czy bardziej tego co my sami wnosimy do przestrzeni intencją.
Właśnie chciałam napisać coś podobnego. Sprawia to wrażenie jakby mój eksperyment z piramidą był trochę o czymś innym niż myślę - może nie chodziło o samą geometrię tylko o to że stworzyłam sobie konkretny, osobny sygnał dla umysłu. Niska przestrzeń nad głową może działać odwrotnie, jakby "przyciskać" zamiast otwierać. Ale to oczywiście moje skojarzenie, nie wiem czy to ma głębsze uzasadnienie. Eleonorka, czy ten niski sufit jest przez cały czas obecny w twoim polu widzenia czy po prostu wiesz że jest? Sprawdzę to na sobie i dam znać kiedyś
