Mam takie dziwne przeczucie od jakiegoś czasu że jak medytuję w ogrodzie to coś sie zmienia. Nie tylko we mnie ale jakby w samych roślinach, w powietrzu. Siedziałam ostatnio przy swoich pomidorach i naprawdę miałam wrazenie, że one... oddychają razem ze mną? Brzmi głupio jak to piszę na głos, ale ta cisza była jakaś inna. Chciałam zapytać czy ktos jeszcze tak to odczuwa, czy to tylko moje rojenia. I wlaśnie to skłoniło mnie żeby poszukać czy jest jakiś związek między własną energią a stanem ogrodu. Czy wasza żywotność, stan wewnętrzny, coś takiego może wpływać na rośliny dookoła?
To, co opisujesz, ma głębsze korzenie niż mogłoby się wydawać. W wielu tradycjach, od szkół taoistycznych po stare słowiańskie praktyki, człowiek był postrzegany jako element sieci - nie obserwator natury tylko jej część. Oddech zsynchronizowany z rytmem roślin to nie metafora, to opis czegoś, co da się osiągnąć świadomie. Pytanie tylko, czy to ty dostosujesz się do rytmu ogrodu, czy ogród do ciebie - bo te dwa kierunki to zupełnie inna praktyka. Powiedz mi więcej - jak długo siedzisz zazwyczaj zanim pojawia się ten stan? I czy to zawsze przy tych samych roślinach, czy w różnych miejscach ogrodu też? 😉
Oj, mnie to nawet nie dziwi bo sama przez lata pracowałam z ogrodem i naprawdę nie da się tego rozdzielić. Jak byłam w środku rozkładu, zaganiania, stresu, to rośliny jakby to czuły. Jeden rok miałam taki że wszystko mi więdło mimo że podlewałam, nawoziłam, robiłam co trzeba. A sąsiadka bez żadnej wiedzy o roślinach tylko ze spokojem, miała ogród kwitnący na potęgę. Może to przypadek, może nie. Ale od tamtego czasu zawsze wchodzę do ogrodu z chwilą zatrzymania się, taką małą medytacją przy furtce, żeby zostawić za sobą cały ten codzienny bałagan.
To jest ciekawe co piszesz Runomira bo ja też to zauwazylam u babci. Ona zawsze szła do ogórda jakby szła do koscioła, cichutko, spokojnie, i u niej zawsze wszystko roslo. A jak do niej przychodziła sąsiadka co nie lubiła i gadały przez płot, to babcia potem zawsze mówiła że "coś sie zepsuło w powietrzu". Nigdy nie traktowałam tego poważnie ale teraz zaczynam myśleć że może coś w tym jest? tylko jak to połączyc z medytacja konkretnie bo to rozne rzeczy chyba?
Nie wiem, trochę sceptycznie do tego podchodzę. Tzn. rozumiem ze nastrój człowieka wpływa na to jak sie zachowuje w ogrodzie czy uważnie podlewa czy o czymś zapomni ale żeby energia tak dosłownie przechodziła na rośliny? Gdzie jest granica między poczuciem a faktem. Pytam serio, nie złośliwie, bo moze czegoś nie rozumiem.
Hmm, ale to co Tekla mówi to jest juz bardziej logiczne, bo chodzi o uważność w praktycznym sensie. ja tam do ogrodu za bardzo nie chodzę, ale to by wyjaśniało dlaczego ludzie co medytują mają podobno lepsze relacje ze wszystkim wokół. Mam pytanie może głupie, ale jak właściwie wygląda taka medytacja w ogrodzie?? Siedzisz i tyle, czy robisz coś konkretnego z tymi roślinami?
Ja to robię różnie szczerze. Czasem po prostu siedzę przy nich i staram sie nie myśleć o niczym tylko patrzeć. czasem kładę ręce na ziemi blisko korzeni. Raz próbowałam wizualizować złote światło wchodzące do ziemi ale to chyba przesada. Nie wiem czy to "poprawna" medytacja bo nigdy sie nie uczyłam żadnej techniki na serio
A czy to nie jest po prostu bycie na świeżym powietrzu i odpoczynek? Bez urazy, naprawdę pytam. Bo jak wychodzę z psem i siedzę na ławce i patrzę na drzewa, to też czuję spokój. Niekoniecznie medytuję.
uff, różnica między siedzeniem na ławce a medytacją w ogrodzie jest realna, choć subtelna. W medytacji intencja jest skierowana - nie tylko odbierasz otoczenie ale wchodzisz z nim w aktywny kontakt, świadomy kontakt. Uważność to nie relaks, to jakość uwagi. Można medytować stojąc, chodząc, nawet plewąc chwasty - pytanie co robi twój umysł w tym czasie. Ale żeby to poczuć, Celestia, trzeba poprostu spróbować, bo żaden opis tego nie zastąpi
Ja ostatnio zaczęłam próbować medytacji przy swoich ziołach i poweim wam że cos w tym jest naprawdę. ale mam takie pytanie do bardziej doświadczonych - czy pora roku ma znaczenie? Chodzi mi o to czy jesienią ogród jest inaczej odbierany energetycznie, czy to inna jakość kontaktu niż wiosną? Bo teraz jak siadam to jest jakaś taka... przygaszona cisza, trudno mi to nazwać.
Słyszałam że kamienie w ogrodzie też mogą wpływać na tę harmonię o której piszecie. Mam kilka ametystów które trzymam na parapecie, ale zastanawiam sie czy przenieść je do ogrodu. Czy to ma sens, czy to głupie? Nie wiem za bardzo jak to połączyć z medytacją.
Wróćmy może do tego co napisała pierwsza autorka, bo mi to przypomniało jeden sen który miałam - siedziałam w ogrodzie i widziałam jak ze mnie wychodzi złota nitka i łączy się z korzeniami drzewa. Nie wiem czy to znaczące, ale po tym śnie naprawdę zaczęłam chodzić do ogrodu inaczej. Jakby po śnie coś mi to "pokazało". Macie wrażenie że takie sny mogą być impulsem do praktyki?
Nie wiem czy dobrze rozumiem ten temat bo trochę tu pojęć jest których nie znam ale ten wątek z żywotnoscia mnie zaciekawił. Chodzi o to że jak człowiek jest zmęczony, wyczerpany, to jakby "zabiera" energię otoczeniu? Tak to rozumieć? Bo miałam takie poczucie raz w lesie że po prostu siedziałam pod drzewem i czułam że mi "wraca" coś. Ale nie wiedziałam jak to nazwać
Hej, ja mam moze głupie pytanie ale zastanawiam sie czy ta cała harmonia o której mówicie działa tak samo w blokowisku. Bo nie mam ogrodu, mam tylko balkon z kilkoma doniczkami. Czy medytacja z roślinami na balkonie ma ten sam "ciężar gatunkowy" czy to jednak nie to samo? Trochę mi głupio bo wszyscy tu piszą o ogrodach a ja mam pelargonie i nic więcej 🙂
Cały czas czytam ten wątek i coś mi mówi że wszyscy mówią o ogrodzie jako czymś co nas "przyjmuje" albo "daje". A co z sytuacją odwrotną? Autorka wątku pisała o żywotności i harmonii wszechświata - czy to nie działa też tak, że my możemy brać od ogrodu za dużo? Jakby nadmiernie czerpać? Pytam bo mam takie poczucie że po pewnych sesjach przy drzewie wracam do domu jakoś... pustawa. Może to głupie skojarzenie.
To co Starlight opisuje z wieczorem i rano nie jest przypadkowe i biologia tu jak najbardziej gra rolę ale nie tylko. Ogród ma swój rytm dobowy zupełnie jak my - rano rośliny aktywnie pracują, fotosynteza, wzrost, cała ta wymiana. Wieczorem processy zwalniają, rośliny jakby sie zamykają. Siedzisz przy zamkniętym systemie i nic dziwnego że nie dostaniesz tego samego co o świcie. Z perspektywy medytacji w naturze zawsze polecam poranną praktykę właśnie dlatego. To nie magia, to po prostu rytm biologiczny z którym możemy się zsynchronizować albo nie.
No to akurat Tekla ma rację w tym sensie ze o świcie stężenie tlenu, poziom hałasu otoczenia, temperatura - to wszystko naprawde sprzyja skupieniu. nie musze tego tłumaczyć żadną energią żeby to miało sens. Ale mam pytanie inaczej - piszecie o rytmie ogrodu, o drzewie które sygnalizuje zmęczenie, o zamykaniu się roślin. Jak odróżniacie to że "ogród wam coś sygnalizuje" od tego że poprostu jesteście znużone i projektujecie???
Trochę sie gubię w tym wątku bo piszecie o rytmach i porach i to już wychodzi trochę poza mój baalkon z pelargoniami haha. Ale wracając do tego co Runomira pisała wczesniej o doniczkach jako pełnoprawnym treningu - czy do tych roślin w doniczkach też stosuje się tą zasadę z poranną medytacja? Bo mój balkon jest od zachodu, rano tam nie dochodzi słońce prawie wcale
Ja w ogule nie myślałam o tym że to może działać w dwie strony - że można wyczerpać ogród. To chyba ważniejsze niż połowa tej rozmowy a przemknęło mimochodem. Iolit96 pisała o żywotności i o wpływie na harmonię wszechświata - czy nie o to właśnie chodzi? Ze ta harmonia jest relacją, nie stanem który sie "dostaje"?
Ten temat zupełnie mi nie odpuszcza i wróciłam tu po dłuższej przerwie. Ta sprawa z "braniem za dużo" od ogrodu - miałam dokładnie coś takiego kiedyś i nie wiedziałam jak to nazwać. Siadałam pod jedną gruszą u mamy i za każdym razem po jakims czasie czułam sie fajnie, ale po jeszcze dłuższym siedzeniu to się odwracało. Myślałam że coś ze mną nie tak, a tu wychodzi że może to był sygnał. Runomira, czy jest jakiś sposób żeby tego nie przekraczać? Coś co można wyczuć zawczasu?
