Hej, chciałam się podzielić czymś co mnie ostatnio bardzo wciągnęło. Medytowałam kilka razy na łące, wśród kwiatów, i to zupełnie inaczej działa niż w domu. Jakby te kolory, zapachy, cały ten krajobraz sam z siebie wprowadza w taki stan... półsenności? Ciężko opisać. Oczy mi się kleją, ale jednocześnie jestem bardzo świadoma. Czy ktoś próbował medytować wśród kwiatów albo w naturze w ogóle? Ciekawa jestem czy to jest coś co działa na wszystkich tak samo czy to kwestia indywidualna
Natura ogólnie sprzyja wyciszeniu, to nie tajemnica. Ale ten stan który opisujesz, ta kleistość oczu przy jednoczesnej świadomości, to jest wlasnie pogranicze jawy i snu. technicznie mówi się na to stan hipnagogiczny albo po prostu alfa. Kwiaty mają tu znaczenie o tyle, że aromaty działają bezpośrednio na układ limbiczny, omijając korę, więc wchodzisz w relaks szybciej niż normalnie. Pytanie: jakie kwiaty konkretnie były na tej łące? Bo to nie jest obojętne
o matko, ja w zyciu bym nie wpadl ze kwiaty moga cos zmienic w medytacji. Zawsze myslalem ze to cohdzi tylko o oddech i siedzenie nieruchomo. A tu nagle okazuje sie ze otoczenie ma znaczenie? To moze dlatego moje proby w domu sa takie... bez efektów. Siedzę, oddycham, nic specjalnego sie nie dzieje
no to chyba chodzi o to że w naturze nie mamy tych wszystkich skojarzen co w domu, tak? Ale zastanawiam sie czy aby nie jest tak ze poprostu swieze powietrze i cisza robia robote a nie same kwiaty. Tzn kwiaty sa ladne ale czy naprawde cos "daja" czy to tylko placebo
Maki to bym uważała, to nie jest roślina do medytacji w takim sensie duchowym. Mak ma ciężką energię, działa usypiająco i odurzająco. Jak ktos jest wrażliwy to moze za głęboko wejść w ten stan i potem mieć problem z wyjściem. Słyszałam o takich przypadkach
Ten wątek z makami to ciekawy kierunek ale wróćmy do sedna. Hazel opisała coś co mi sie zdarza dość regularnie przy medytacji w ogrodzie. Ten stan półświadomości to nie jest nic niepokojącego, to jest właśnie to miejsce gdzie można spotkać siebie głębiej. Ja to nazywam po prostu "przekroczeniem progu". Pytanie do Hazel: co czułaś w środku, kiedy juz byłas w tym stanie? Jakies obrazy, mysli, czy raczej pusta przestrzen?
to nie brzmi smieszne, chociaz przyznam ze troche dziwnie 😀 ale serio pytam, ten efekt z kolorami to jest normalny? Bo ja raz medytowalem w parku i tez mialem cos podobnego ze drzewo wydawalo sie bardziej... zywe niz zwykle. Nie wiedzialem co o tym myslec
To co opisujecie to jest efekt rozszerzenia percepcji, który towarzyszy stanom relaksacji głębokiej. Kora wzrokowa w stanach alfa przetwarza informacje inaczej, stad wrażenie intensywniejszych kolorów czy "żywości" obiektów. nie trzeba od razu przypisywać temu wymiaru mistycznego, choć rozumiem ze dla praktykujących to ma dodatkowe znaczenie. Maki, rumianki - z punktu widzenia botaniki i aromaterapii to są rośliny o różnym profilu działania, ale Dziewiecsil ma rację że to nie jest poziom który mógłby zrobić krzywdę komuś siedzącemu na łące
ok ale konkretnie jak długo trzeba siedzieć na tej łące żeby ten stan się pojawił? Bo jak ktoś mówi "medytacja" to nigdy nie wiem czy chodzi o 5 minut czy o godzinę i przez to ciagle mi sie nie udaje
kurczę, to jest ten problem o którym Niedziela pisala wyzej z tymi oczekiwaniami. Ja tez tak mam ze siedze i mysle "no kiedy to w koncu zacznie dzialac" i pewnie dltaego nic sie nie dzieje. A jak byl czas kiedy poprostu zasnąłem na trawie przez przypadek to sie budzilem calkiem odswiezony i spokojny. To tez sie liczy?
Zaśnięcie to nie jest medytacja ale rozumiem skąd to pytanie. Ten spokój po drzemce na trawie to poprostu dobra jakość odpoczynku w kontakcie z naturą. Inna sprawa. Nie mowie ze jedno lepsze od drguiego ale to są różne stany i różne procesy. Drzemka nie daje tej samej pracy z uwagą co świadoma medytacja, nawet jesli efekt zewnętrzny bywa podobny
Jest w tym wątku coś co chcę dopowiedzieć, bo widzę że rozmawiacie o tym trochę z różnych stron naraz. Ten stan który Hazel opisuje jako "półsenność z jednoczesną świadomością" jest dla mnie kluczowy w kontekście łąki czy pola kwiatów. Natura nie jest neutralnym tłem. Ona jest aktywna. Kwiaty mają swoje cykle, swoje oddechy, i kiedy człowiek zwalnia wystarczająco żeby to poczuć, to dzieje się coś co trudno wytłumaczyć słowami. Nie chodzi o aromaterapię i alfa fale, choć to też prawda. Chodzi o to że w tamtej chwili przestajesz być obserwatorem a stajesz się częścią tego co obserwujesz. Widziałaś to Hazel z tymi "oddychającymi kwiatami". To nie jest złudzenie, to jest zmiana perspektywy
hm ale jak ktos nigdy nie medytowal to od razu lace probowac czy lepiej najpierw cwiczenia w domu? Pytam bo chcialbym sprobowac ale troche glupkowato mi siedziec na srodku parku i udawac ze medytuje jak wszyscy patrza
no ja tez sie wstydzę trochę jak o tym myślę, że ktoś mnie zobaczy... Ale może chodzi o znalezienie spokojniejszego miejsca? Takie pole z dala od ścieżek albo mały zakątek w ogrodzie? Hazel byłaś sama na tej łące czy z kimś?
ok ale słuchajcie bo właśnie wróciłam do tego wątku i Hazel napisała ze ukryty zakątek za drzewami - czyli chodzi o to że ważniejsza jest izolacja od ludzi niż same kwiaty? Bo jak tak to rozumiem to może być dosłownie każde spokojne miejsce i ta łąka to był przypadek a nie warunek
