Zastanawiam się nad czymś od jakiegoś czasu i nie wiem czy to ma sens na tym forum, ale... czy ktoś miał podczas medytacji takie poczucie, że dotyka czegoś kompletnie poza zasięgiem rozumu? Nie chodzi mi o relaks ani o wyciszenie, tylko o coś dziwniejszego. Jakby egzystencja sama w sobie nagle stawała się pytaniem. Siedzę, skupiam się na oddechu, i nagle - co to w ogóle jest, że jestem? Brzmi może głupio, ale chyba o to chodzi w tej tajemnicy egzystencji. Czy to normalne doświadczenie czy powinnam się martwić 🙂
To nie jest głupie, wrecz przeciwnie. Sam mialem cos podobnego i szczerze mowiac to byl jeden z tych momentow kiedy medytacja przestaje byc "cwiczeniem na stres" a staje sie czyms zupelnie innym. takie pytanie o bycie samo w sobie to filozofowie nazywaja roznym slowami ale w praktyce medytacyjnej to wlasnie o to chodzi - zetkniecie sie z tym co nie daje sie opisac. Ciekawe jest to, ze nauka tez sie tym interesuje, kiedys czytalem ze uczeni badajacy kwantowe wlasciwosci materii opisywali podobne "wow" - poczucie ze dotykaja czegos czego nie moga do konca uchwycic umyslem. Energia informacji na poziomie fundamentalnym jest po prostu dziwna.
Czytam ten watek i mam mieszane uczucia. Rozumiem ze doswiadczenia sa prawdziwe dla tych którzy je maja ale czy nie jest tak ze mozg w stanie glebokiej relaksacji poprostu produkuje dziwne stany i my potem nadajemy im znaczenie ktore chcemy widziec? Nie mowie ze to bez wartosci, ale "tajemnica egzystencji" to moze byc po prostu kora prefrontalna na wolnych obrotach. Ktos sie z tym zmierzyl czy wszyscy od razu ida w strone duchowa?
Heej, wchodzę tutaj bo temat mnie zainterseował choc zwykle siedzę przy runach. Mam pytanie do Inwokacja_D - to uczucie co opisujesz, to bylo nagle czy narastalo powoli podczas siedzenia? Bo u mnie raz cos podobego sie zdarzylo ale bylem przekonany ze po prostu zasypiam haha. Serio niewiem jak rozrozniac medytacyjne stany od zwyklego odplyniecia.
Ja mam inne doświadczenie z tym tematem. Medytuję dość regularnie i te momenty "dotknięcia tajemnicy" zdarzają mi się, ale zauważyłam coś ciekawego - kiedy jestem pod dużym stresem albo bardzo się czegoś uczę, to te momenty są intensywniejsze. Jakby napięcie umysłu wchodziło w medytację i potem gwałtownie odpuszczało, i ten kontrast tworzył przestrzeń na coś innego. Hilek wspomniał o energii i nauce, i chyba to nie jest przypadek ze umysl zmęczony nauką inaczej wchodzi w ciszę.
ojej no, moge sie wtrącic? Probowałam ostatnio medytować i szczerze to nie wiem czy robie to dobrze w ogole. Ale jak czytam o tym "dotykaniu tajemnicy" to sie zastanawiam czy to jest cos do czego sie dazy specjalnie czy to przychodzi samo? Bo mam wrazenie ze jak probuje "osiagnac" cos podczas medytacji to nic sie nie dzieje, a jak po prostu siedze bez oczekiwan to czasem jest to dziwne spokojne poczucie ze cos jest nie tak jak na co dzien. Moze to to?
Czytam od początku i jedno mnie uderzyło. Wszyscy mowicie o tym doswiadczeniu jakby bylo jednoznacznie pozytywne. Ale ja raz mialem cos podobnego i bylo tez troche przerazajace. To poczucie ze "ja" jest jakos... mniej pewne niz myslałem. Nikt jeszce nie wspomnial ze kontakt z ta tajemnica moze byc tez nieprzyjemny lub destabilizujacy. Czy to tylko u mnie tak bylo??? :/
