Ostatnio podczas medytacji zdarzyło mi się coś dziwnego - poczułem jakby granica między mną a wszystkim wokół poprostu zniknęła. Nie wiem jak to opisać inaczej niż ze poczułem się jakby mnie nie było jako osoby ale jednocześnie byłem wszystkim. Czy to jest wlaśnie to co luddzie nazywają odczuwaniem boskości? I jak się do tego przygotować energetycznie bo u mnie to wyszło przypadkowo i nie wiedziałem co z tym zrobić
Znam to uczucie dobrze. Nie nazwałbym tego przypadkiem, raczej powiedzmy ze byłeś gotowy nawet jesli nie wiedziałeś że jesteś gotowy. Ta granica męidzy ja a nie-ja to jeden z tych progów, które raz przekroczysz to już nigdy patrzysz tak samo na medytację. Pytanie co czułeś po - lęk, spokój, dezorientację?
To jest bardzo ważne doświadczenie i rozumiem że moze być dezorientujące gdy przychodzi bez zapowiedzi. Ale żeby nie było nieporozumień - czy masz pewność że to było doświadczenie jedności, a nie np. osłabienie ciała energetycznego? Bo jedno z drugim bywa mylone i skutki przygotowania są zupełnie inne.
To co opisujesz po medytacji, ta godzina dezorientacji, to klasyczny objaw niedomkniętego uziemienia. wychodzisz z bardzo głębokiego stanu i ciało fizyczne potrzebuje czasu żeby wrócić do codziennego trybu. Dlatego właśnie przygotowanie energetyczne przed praktyką to nie fanaberia tylko konieczność. Tylko mało kto o tym mówi zanim zaczną, bo skupiają się na efektach a nie na bezpiecznym wejściu i wyjściu.
Ciekawe bo w tradycji słowiańskiej mówi sie o tym jako o chwilowym dotknięciu Nawi albo Prawi, zalezy jak patrzysz, i tam tez podkreslano ze bez odpowiedniego przygotowania mozna sie pogubic. Nie mam na mysli zadnego strachu tylko ze wejscie bez kotwicy jest jak skok do rzeki bez wiedzy gdzie plycizna. Ktos tu kiedys pisał o rytuale oczyszczenia przed głebia medytacyjna i bardzo mi to zostalo
Wybaczcie że wchodzę w środek, bo jestem nowy w takich tematach - to znaczy że podczas medytacji można się tak bardzo oderwać od siebie że to jest niebezpieczne? Szczerze to nie wiedziałem że medytacja moze być tak poważna
Hmm a czy do tego uziemienia o którym piszecie używacie jakichś kamieni albo przedmiotów? bo czytałem gdzies ze czarny turmalin albo obsydian pomagaja w uziemieniu po medytacji i zastanawiam sie czy to jest potrzebne czy wystarczy sama technika oddechowa
Do tematu boskości - bo to jest serce tego wątku i trochę odpłynęliśmy. Moim zdaniem to co poczułeś Zlata to nie jest kwestia religijna ani filozoficzna, to jest stan świadomości. Można go wywołać, można go pogłębiać, można też z nim pracować. ale bez przygotowania energetycznego masz rację ze to jak jazda bez trzymanki. Ja przed każdą głębszą praktyką robię coś w rodzaju ustalenia intencji i zamknięica przestrzeni wokół siebie. Brzmi moze dziwnie ale działa.
Zastanawia mnie jedno - dużo tu mówicie o przygotowaniu energetycznym ale każdy ma na myśli coś innego. Mistralka mówi o uziemieniu, Feliks o intencji i zamknięciu przestrzeni, Radomir o rytuale oczyszczenia. Które z tego jest priorytetem bo ktoś kto zaczyna może się pogubić w tej liście.
Szczerze to troche nie rozumiem tej całej otoczki wokół medytacji - ja to zawsze myslałam ze siadasz, oddychasz i gotowe. A tu czytam o zamykaniu przestrzeni, rtyuałach oczyszczenia, koniach energetycznych... czy to nie jest trochę przesada? Nie mam zamiaru nikogo urazić, serio pytam bo jestem ciekawa skąd to się bierze
Hmm czyli jakby rozumiem ze to przygotowanie energetyczne to jest taka... ochrona? Że jak się wchodzi głębiej to się bardziej otwiera i można złapać coś niepożądanego? Czy to jest właśnie chodzi? Bo jak tak patrzę na to co napisała Mediumka o osłabieniu ciała energetycznego to zaczynam rozumieć czemu to ważne, ale nie jestem pewna czy dobrze interpretuję 😀
Nie do końca Teodozjo. Nie chodzi o to ze złapiesz coś złego, to zbyt uproszczone. Chodzi o to że w głębokiej medytacji otwierasz się i stajesz się wrażliwa na więcej bodźców - energetycznych, emocjonalnych, czasem zewnętrznych. Bez przygotowania możesz po prostu nie wiedzieć co robić z tym co poczujesz. A poczucie boskości, jedności, to są bardzo intensywne stany, które trzeba umieć nieść.
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem i mam małe pytanie - to poczucie jedności ktore opisjue Zlata czy to jest cos co można wywołać celowo? I czy to jest bezpieczne robić samemu bez nauczyciela? 🙂
Można wywołać, tak. Ale czy bezpieczne samemu - zależy od osoby i od etapu na jakim jest. Jedni wchodzą w to bez problemu i wychodzą spokojnie. Inni się kompletnie gubią. Trudno przewidzieć z góry. Dlatego mówię że warto mieć kogoś kto wie co robi, szczególnie na początku takiej pracy, ale rozumiem że nie zawsze jest taka opcja.
Ogromnie wam wszystkim dziękuję za te odpowiedzi, naprawde! Teraz rozumiem ze ta godzina dezorientacji to był brak uziemienia. Mam pytanie do Feliksa - jak dokładnie wygląda to zamknięcie przestrzeni przed praktyką? brzmi bardzo sensownie ale niewiem od czego zacząć
zamknięcie przestrzeni to nie jest nic skomplikowanego, spokojnie. Zanim siądziesz do medytacji - poprostu jasno określ w myślach albo na głos że to jest czas tylko dla tej praktyki. Intencja wypowiedziana. Potem na koniec znowu - zamykam, wracam, jestem tutaj. Brzmi prosto bo to jest proste ale robi ogromną różnicę. Możesz do tego dołożyć fizyczny gest, np. trzy głębokkie oddechy na końcu i mocne postawienie stóp na podłodze. Ciało rozumie takie sygnały.
Właśnie to co mówi Feliks jest świetnym punktem startowym i mogę dodać jedno - ten gest zamknięcia, to postawienie stóp, naprawdę działa bo sprowadza uwagę do ciała fizycznego. A ciało to kotwica. Bez niej kręcisz się między stanami i nie wiesz kiedy jesteś "tu" a kiedy wciąż gdzieś pomiędzy. Zlata, jak będziesz ćwiczyć to z czasem sam poczujesz kiedy jesteś naprawdę z powrotem.
aha, dobra ale tu właśnie wychodzi ta rozbieżność o której mówiłam wcześniej - Feliks mówi że wystarczy intencja i gest, Mistralka że kotwica w ciele, a parę postów temu Mediumka i Radomir sugerowali oczyszczenie przed. Zlata dostał właśnie trzy różne odpowiedzi na to samo pytanie. Coś z tym zróbmy bo to może być myląca sytuacja.
Hej, sorry ze sie wcinam, ale mam pytanie troche z boku - to to poczucie jednosci i boskosci o ktorym Zlata pisal na poczatku, to to sie zdarza tylko podczas medytacji? Bo ja nigdy nie meditowalem ale raz jak bylem bardzo zmeczony i jakos tak pusto w glowie to mialem cos podobnego, jakby wszystko bylo jedno. Czy to moze byc to samo co Zlata opisuje czy to zupelnie co innego?
Przewinęłam cały wątek i coś mi mówi że my cały czas kręcimy wokół tego czym ta "boskość" w ogóle jest i nikt tego nie zdefiniował. Bo Zlata mówi o poczuciu jedności, Feliks o stanie świadomości, Radomir o dotknięciu Prawi. Ale czy my mówimy o tym samym doświadczeniu? Serio pytam bo mam wrazenie że każdy ma inny obraz w głowie. 🙂
No i to jest sedno Frezjo i nie ma jednej odpowiedzi bo to doświadczenie jest bardzo indywidualne. Ale jest kilka wspólnych elementów które powtarzają się u różnych osób - zanik granicy między "ja" a "resztą", poczucie ze wszystko jest ze sobą połączone, cisza w głowie mimo aktywności, czasem silne wzruszenie bez powodu. zlata, czy to co czułeś pasuje do któregoś z tych opisów?
Hej Zlata, mam pytanie bo mnie to ciekawi - mówisz ze chciałeś żeby to nie minęło. Ale jak to wygląda praktycznie - wychodzisz z tej jedności i co, po prostu znowu jesteś sobą jak zawsze? Czy cos zostaje po takim przeżyciu?
Coś zostaje, tak. Nie da sie cofnąć takiego doświadczenia i zrobić że się go nie miało. Ale to nie zawsze wygląda spektakularnie - raczej jakby coś w środku przesunęło się o milimetr i już siedzi inaczej. Dopiero po jakimś czasie widać że różne rzeczy reagują w tobie inaczeej niż przed. Ten żal który opisujesz Zlata, to też jest ślad - coś w tobie wie że ta jedność jest prawdziwsza niż codzienne poczucie bycia oddzielnym. 🙂
