Chciałam napisac o czymś co mnie ostatnio bardzo ruszyło podczas medytacji. Medytuję od jakichś kilku miesięcy, narazie proste rzeczy, skupianie się na oddechu, skanowanie ciała itd. Ale ostatnio podczas jednej sesji poczułam coś czego nie potrafię inaczej opisac niż... kontakt z czymś większym? Nie wiem czy to był bóg czy jakaś wyższa siła, czy po prostu mój umysł płatał mi figle, ale to uczucie było bardzo realne. Nikogo przy tym nie było, siedziałam sama w pokoju, cisza, świeczka. I nagle jakby granica między mną a resztą świata po prostu... zniknęła. Trwało to może minutę, może krócej. Czy ktoś miał coś podobnego? I co wy w ogóle myślicie, czy medytacja może być drogą do boga, czy to dwie osobne sprawy?
Opisujesz cos co klasyczne doświadczenie jedności, mistycy mówią na to unio mystica. Tak, medytacja jak najbardziej jest ścieżką do tego rodzaju doznań. Ale uwaga bo nie każde takie uczucie to kontakt z bóstwem - nasz umysł potrafi generować bardzo przekonujące stany. Pytanie co ty CZUŁAŚ w tej chwili, bo to ważniejsze niż etykietka którą na to nalepimy.
Też coś podobnego miałam raz podczas medytacji z prowadzeniem głosowym ale zastanawia mnie jedna rzecz - czy to przypadkiem nie jest po prostu jakiś stan relaksacji głębokiej i mózg tak reaguje? Bo czytałam ze są na to badania naukowe i to podobno kwestia fal mózgowych, nie żadna mistyka. Nie chcę deprecjonować twojego przeżycia, ale chyba warto wiedziec skąd to pochodzi, nie?
o matko, ja wlaśnie przeczytałam i mam dreszcze bo sama niedawno miałam cos takiego! siedziałam i medytowałam na czakre sercową i w pewnym momencie poczułam jakby ciepło rozeszło sie po calym ciele i coś jakby... obecnosc? nie wiem jak to nazwac. czy to mozliwe ze to sie łączy z bioenergoetrapią? bo słyszałam ze biorergoterapueci tez mówią o podobnych stanach podczas pracy z pacjentem
ale właśnie po co to tak rozgraniczac? jak dla mnie wszystko jest ze sobą powiązane, energia, bóg, medytacja, bioenergoterapia to wszystko jedno. I szczerze to chciałabym sie dowiedziec jak SZYBKO osiągnąc ten stan jedności o którym tu piszecie bo próbuję medytowac od jakiegoś czasu i nic takiego nie czuję, tylko nudę i swędzenie nogi 😀 na serio, czy jest jakiś sposób żeby to przyspieszyc?
Wracając do pytania Sosenki - mnie też ciekawi ta kwestia boga. Bo w różnych tradycjach to wygląda inaczej. W buddyzmie nie ma boga w sensie osobowego stwórcy, a medytacja jest tam kluczowa. W tradycjach chrześcijańskich kontemplacja to też rodzaj medytacji ale z konkretnym obiektem skupienia. Co ty czułaś - czy to była "obecność osoby" czy bardziej bezosobowa przestrzeń?
prześledziłam ten wątek od pierwszego wpisu i właśnie próbuję to sobie poukładac. Trochę sie boję zapytac ale... czy takie doświadczenia mogą być niebezpieczne? mam na myśli że czytałam gdzieś że zbyt głęboka medytacja może "otworzyc" człowieka na coś czego nie chce. nie chcę siać paniki tylko naprawdę chcę wiedziec
Kwestia bezpieczenstwa w medytacji to temat na osobny wątek ale powiem krótko: regularna, prosta medytacja oddechowa jest bezpieczna dla zdecydowanej wiekszości ludzi. To co opisuje Sosenka to spontaniczne doświadczenie graniczne, takie rzeczy zdarzają sie tez ludziom którzy w ogole nie medytują, np. w ekstremalnym zmęczeniu albo bólu. Mozg ma swoje tryby. Co do boga - to juz kazdy musi sobie sam odpowiedziec.
Trochę mnie irytuje ze w każdym wątku o medytacji ktos musi wcisnąc bioenergoterapię albo czakry. Tutaj chodzi o osobiste doświadczenie transcendencji a nie o kanały energetyczne. Czy możemy sie skupic na tym co Sosenka opisała bo to jest naprawdę ciekawe? Mnie najbardziej zastanawia czy takie stany są powtarzalne. Sosenka, miałaś to tylko raz?
oho, to co opisujesz - jednorazowe, niepowtarzalne, przychodzi bez wyraźnego powodu - to bardzo typowy schemat w literaturze mistycznej. Grecy mówili na to ekstasis, dosłownie "wyjście z siebie". Nie ma przepisu jak to wywołac ale jest dość zgoda między tradycjami ze regularna praktyka zwiększa szansę. Zmęczenie i cisza mogły zrobić swoje, owszem. Ale równie dobrze mogło to byc po prostu "ten dzień". Felo84 gdzieś w tym temacie dopytywał o podstawy - to jest wlasnie dobry przykład że nie wszystko daje sie zaplanowac ani skroic pod kogoś.
hej, ja tu nic nie pisalem wczesniej ale czytam i mam pytanie do Dola_C albo do kogos bardziej ogarnietego - czy jak ktos raz mial takie cos i nie umie powtorzyc to znaczy ze moze nie jest do medytacji? bo troche wyglada ze albo sie to ma albo nie i nie wiadomo dlaczego
