Chciałam napisać o tym od jakiegoś czasu bo chyba rzadko sie o tym mówi wprost. Morze jako metafora w medytacji to nie tylko "fale oddechu" i inne poetyckie obrazki z poradników. Mnie interesuje konkretnie ta otchłań, to co jest pod powierzchnią, nieświadomość. Pracuję z tym od paru lat i zauważyłam, ze dla osób, ktore przeżyły przemoc, to wejście pod wodę w wyobraźni może być bardzo trudne ale tez bardzo oczyszczające jeśli robi się to ostrożnie. Czy ktoś prowadził takie praktyki albo sam przez to przechodził??? Jak to wyglądało?
Zanim pójdziemy dalej z tą metaforą, chcę zapytać jedno: kiedy piszesz "osoby po przemocy", masz na myśli jakiś konkretny rodzaj pracy z nimi, czy to twoje własne doświadczenie? Bo to dość istotna różnica. Metafora morza jest nośna, ale w kontekście traumy może działać zupełnie inaczej niż zakładamy. Nie każda "otchłań" jest bezpieczna do eksplorowania bez odpowiedniego przygotowania. Sama jestem sceptyczna wobec podejść, które mówią "zanurz się i poczujesz ulgę", bo to bywa za bardzo uproszczone.
To co piszesz o powierzchni morza jest ważne. w wielu tradycjach mistycznych ocean to symbol nieświadomości zbiorowej ale tez granicy między tym co znane i tym co nieznane. I wlaśnie ta granica, linia wody, jest miejscem mocy, nie głębina. Zanurzanie sie zbyt szybko w nieświadomość bez przygotowania to troche jak wchodzenie do jaskini bez latarki. Pytanie do ciebie: kiedy pracowałaś z tym obrazem, co konkretnie pomagało ci zostać na powierzchni? Jakiś punkt zakotwiczenia?
Czytam to z dużym zainteresowaniem bo sama mam za sobą trudny czas i medytacja była dla mnie przez długo absolutnie niedostępna. To jest ten problem że wszystkie poradniki mówią "obserwuj myśli jak chmury" albo "bądź tu i teraz" a nikt nie mówi co robić kiedy bycie tu i teraz jest nie do wytrzymania. to wlaśnie to czuję kiedy czytam o tej otchłani, że ona nie zawsze jest gotowa na nas, albo my na nią.
hej, czytam to i troche sie gubie. chodzi wam o to ze medytacja morsza to jakis specjalny rodzaj czy to tylko metafora? bo widzilem kiedys cos o "medytacji z dźwiękami oceanu" i myślalem ze o to chodzi. a ta przemoc o której piszecie, to znaczy ze to dla osob po czymś trudnym czy chodzi o cos innnego?
a jak wlasciwie wiadomo ze sie jest gotowym żeby zejść głębiej że tak powiem?? bo brzmi to jakby była jakaś granica którą trzeba najpierw przzekroczyć ale skąd wiadomo gdzie ona jest
To jest wlasciwie kluczowe pytanie. Nie ma jednej odpowiedzi ale z mojego doświadczenia jest kilka sygnałów. Po pierwsze, ciało: jeśli podczas cichej medytacji mięśnie się napinają, oddech ucieka, pojawia się lęk, to znaczy że za wcześnie. Po drugie, obecność: czy jesteś w stanie zostać ze spokojnym oddechem przez kilka minut bez uciekania myślami w alarm? Jeśli nie, to głębsza praca nad nieświadomością to jeszce nie czas. Nie mówię że to zasada absolutna ale to cos o czym warto wiedzieć przed nurkowaniem.
no dobra ale czy ktoś sie zastanawia ze te metafory morza moga tez działać na zasadzie kulturowej? u nas morze kojarzy sie z urlopem i latem a u kogos kto mieszka nad oceanem i ma go codziennie przed oczami moze to miec zupelnie inny wymiar. piszę to bo moja kuzunka robiła warsztaty z jedna kobieta z irlandii i mowiła ze dla niej ocean to bylo cos groźnego, cos co pochłania, nie cos spokojnego. wiec ten symbol nie działa tak samo dla wszystkich
ja to właśnie miałam taką sytuację na warsztacie, powiedziano żebym wyobraziła sobie że jestem zanurzona w ciepłym morzu i miałam taką panikę że musiałam wyjść z sali. i prowadząca chyba nie bardzo wiedziała co z tym zrobić. po czasie rozumiem że to była moja reakcja, ale wtedy czułam się bardzo dziwnie, jakby coś we mnie się zamknęło jeszcze bardziej. nie wiem czy to pasuje do rozmowy ale przyszło mi to do głowy
Podczytuję Was tu regularnie i mam takie wrażenie że dotykamy czegoś ważnego że ta otchłań o której piszesz Telimena to nie jest jakiś abstrakcyjny symbol jungowski tylko bardzo realne miejsce w człowieku gdzie siedzi to co nieprzetworzone. i pytanie które mam, nie wiem czy ktoś to rozważał, czy ta metafora morza jest lepsza od innych właśnie dlatego że morze ma zarówno powierzchnię jak i głębię i człowiek sam decyduje na jakim poziomie przebywa? że nie trzeba od razu schodzić na dno żeby w ogóle być "przy morzu"? bo to wydaje mi się bardziej łaskawą metaforą niż np. jaskinia albo ciemny las
