Siedzę ostatnio nad tym tematem i nie daje mi spokoju jedna rzecz. Lotos wyrasta z błota, wszyscy to wiemy ale to nie jest tylko ładna metafora o przezwyciężaniu trudności. Czytałam gdzieś, że w buddyzmie i hinduizmie chodzi o cos głębszego - o to, że samo błoto jest równie święte co kwiat. Że nie możesz mieć jednego bez drugiego i że oba istnieją jednocześnie, nie po kolei. I to mnie jakoś połączyło z tym, co ostatnio przerabiałam podczas medytacji, gdzie czas przestaje być liniowy. Bo skoro kwiat i błoto to jedno, to znaczy że nasze "tu i teraz" zawiera w sobie cały ten bagaż, całą drogę, nie jako przeszłość ale jako coś wciąż żywego. Ktoś z was miał podobne odczucie podczas medytacji, że niby siedzisz w tej chwili ale ta chwila jest jakoś bardzo gęsta, wielowarstwowa?
mialem cos takiego raz, ze niby skupiam sie na oddechu a nagle wszystko sie jakby spłaszcza, nie ma przed i po, jest tylko to jedno miejsce. ale niewiem czy to co opisujesz z lotosem to nie jest troche nadinterpretacja? kwiat rosnie z blota bo tak dziala przyroda, nie dlatego ze czas jest jednoczesny
no słuchajcie, ja bym tu uważała z tym mieszaniem. Miałam kiedyś przez długi czas taki nawyk że brałam sobie po trochu z każdej tradycji i budowałam własną praktykę, i teoretycznie brzmiało to super, ale potem jedna pani co prowadziła warsztaty powiedziała mi coś co mnie zatrzymało. Że symbol wyrwany z kontekstu to trochę jak słowo wyrwane ze zdania, możesz je rozumieć ale możesz też totalnie chybić. Lotos akurat jest na tyle silny kulturowo, że dużo wybacza, ale ta jednoczesność czasu którą tu poruszacie to już jest bardzo konkretna filozofia i nie każda medytacja tam prowadzi. nie mówię żeby nie szukać, mówię żeby wiedzieć czego się szuka.
To całe "najpierw doświadczenie potem interpretacja" brzmi pięknie ale w praktyce mam z tym problem. Skąd wiesz ze interpretacja którą potem znajdziesz pasuje do twojego doświadczenia a nie tylko do niego przylega dlaatego że chcesz żeby pasowała? Umysł jest bardzo sprytny w dopasowywaniu wzorców. Nie podważam że miałaś cos intensywnego podczas medytacji tylko pytam jak odróżniasz odkrycie od projekcji
wchodzę bo nie wytrzymam, bo nie jestem za bardzo w temacie medytacji, ale to co Helenka napisała o projekcji to mnie zastanawia. Bo ja mam podobny problem z kamieniami, biorę do ręki i czuję coś, ale zawsze potem myślę czy to naprawdę kamień czy to ja sama coś wymyślam. i nie wiem jak to rozgraniczyć. czy w medytacji jest jakas metoda żeby sprawdzić że to co przychodzi jest prawdziwe a nie własna wyobraźnia?
To jest moze najważniejsze pytanie w tej dyskusji i nie ma na nie prostej odpowiedzi więc nie będę udawać że mam gotową receptę. Ale jedno co pomaga, to powtarzalność bez intencji. Jeśli coś przychodzi samo, bez szukania, w różnych sesjach, przy różnym nastroju, to ma większy ciężar niż jednorazowe intensywne przeżycie. Co do lotosu i jednoczesności czasu - wracając do początku tematu - mysle że to co Jadwisia opisuje to właśnie taka powtarzalna struktura doświadczenia, nie jednorazowy błysk. I to robi różnicę.
