Siedzę ostatnio dużo z Tao Te Ching i coraz bardziej mi to zgrywa się z medytacją, szczególnie z tą stroną, gdzie chodzi o odpuszczanie. Wu wei, czyli to niedziałanie - jakby wprost opisuje co się dzieje kiedy medytacja "się robi sama", nie wiesz jak, nie ciągniesz, nie pchasz, a jednak coś się dzieję. Ciekawe czy ktoś tu praktykuje świadomie w tym kierunku - tzn. traktuje Tao nie jako filozofię do czytania, ale jako coś żywego, czego można doświadczyć w ciszy. Mnie chodzi konkretnie o to pojmowanie energii - Tao opisuje ją jakby była przed wszelkim rozróżnieniem, przed qi, przed formą. W medytacji właśnie trafia się na takie stany, gdzie coś jest, ale nie wiadomo co. Może to, może nie, nie ośmielam się mówić wprost. Chciałam zobaczyć czy ktoś ma podobne doświadczenia albo zupełnie inaczej to widzi.
Mam wrazenie że to co opisujesz z tym "jest ale nie wiadomo co" to jest sedno całej sprawy i jednocześnie największa pułapka. Bo zaraz pojawia się ego i chce to nazwać, wcisnąć w szufladkę. A jak tylko nazwiemy to już nie to, no nie?? Mnie się to przydarzyło ze sto razy podczas dłuższych sesji, siedzę, wchodzę w cos naprawde subtelnego i nagle w głowie strzela "o, to jest wlasnie ta pustka o której pisali" i bum, koniec, wróciłam. Nie wiem czy Tao jest tu dobrym przewodnikiem czy złym bo z jednej strony mówi żeby nie chwytać, a z drugiej samo w sobie jest już koncepcją którą możemy chwytać 🙂
Ciekawy temat. Ja tam filozoficznie za bardzo nie idę ale to co Otylka mówi o pułapce ego mi brzmi znajomo. Mam w medytacji taki nawyk ze jak coś ciekawego sie pojawi zaraz zacznam analizować i sprawdzam czy to pasuje do jakiegoś schematu. Numerologicznie, datowo czy to jakaś cykliczna faza. I sam widzę że to niszczy doświadczenie. Może właśnie to jest to wu wei - po prostu nie szukac potwierdzenia, nie dopasowywac do siatek. Ale to strasznie trudne dla kogoś kto lubi szukać wzorców 😉
Muszę powiedzieć że bardzo mi bliskie to co piszecie, chociaż ja do tej kwestii dochodziłam przez astrologię a nie wprost przez taoizm. Są takie okresy, szczególnie przy pewnych układach kiedy medytacja wchodzi jakby sama. zero wysiłku. I zastanawiałam się czy to kwestia sprzyjających warunków zewnętrznych czy właśnie czegoś wewnętrznego, tego przyzwolenia. A co do energii - w takich momentach nie czuje jej jako czegoś kierunkowego, jakiegoś przepływu od A do B, tylko jakby sama obecność bez ruchu. Nie wiem czy to to co Chwalislawa opisuje jako "przed qi", ale moze blisko.
Słuchajcie, nie chce psuć dyskusji ale mam wrażenie że trochę mieszamy poziomy. Tao jako filozofia, qi jako energia w ciele, medytacja jako praktyka - to nie jest jedno i to samo, nawet jesli można to łączyć. Mam notatki z kilku różnych podejść i za każdym razem kiedy próbowałam scalić te trzy rzeczy na raz, wychodził mi chaos koncepcyjny a nie głębsze rozumienie. Może zamiast pytać "czy to Tao" w medytacji, lepiej po prostu siedzieć i potem ewentualnie szukać słów? Nie krytykuję, naprawdę, po prostu widzę że rozmowa trochę kręci się w kółko
Czytam tę dyskusję od pocczątku i nie wiem czy mogę coś dodać bo nie znam taoizmu za dobrze ale to co piszecie o tym stanie "jest ale nie wiadomo co" - ja to czuje podczas niektórych wieczornych sesji i zawsze myślałam że coś robię nie tak. Jakby się nie skupiam wystarczająco. Czyli to może być normalny etap a nie błąd?
Nie za bardzo rozumiem czym różni sie to Tao od zwykłej energii o której się mówi np. przy czakrach. To niby inne słowo na to samo czy naprawdę cos innego? Trochę się gubię w tych rozróżnieniach.
ok, Chwalislawa, przyjmuję to wyjaśnienie że to pytanie praktyczne a nie tylko teoretyczne. W takim razie mam konkretniejsze pytanie - czy w swojej prakktyce rzeczywiscie widzisz różnicę między momentem kiedy obserwujesz energię jako przepływ, a tym stanem gdzie niema kierunku? Bo mnie to ciekawi, czy to dwie fazy tej samej sesji, czy musisz robić coś inaczej żeby tam trafić.
