Hej, chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio bardzo nurtuje. Czytałam trochę o jnana yodze i tam jest taka filozofia że do oświecenia dochodzi się przez poznanie, przez analizę, przez pytanie "kim jestem". I teraz zastanawiam się jak to się ma do medytacji którą znam, gdzie raczej wyciszamy myśli i nie analizujemy. Bo tam jakby analiza jest celem a nie wrogiem? Czy ktoś łączy jnana yogę z medytacją i jak to w ogóle wygląda praktycznie? Bo teorię to można sobie poczytać ale jak to usiąść i robić?
To jest jedno z ciekawszych pytań jakie tu ostatnio widziałem. Jnana yoga to faktycznie droga poznania i w skrócie chodzi o to żeby przez głęboką kontemplację i pytania docierać do natury Jaźni. Ale tu jest pułapka dla nowych i dlatego chcę od razu powiedzieć żebyście uważali bo to nie jest medytacja w stylu "usiądź, oddychaj, odpłyń". Tam trzeba mieć juz jakiś fundament, umiejętność obserwacji własnego umysłu bo bez tego zamiast kontemplacji dostajemy poprostu myślenie w kółko. I to jest poważna różnica. 🙂
No wlasnie, Lutobor.ka ma rację że to nie jest dla każdego ale też trochę przesadza z tym fundamentem. Ja zaczęłam dość wcześnie od takich pytań "kto obserwuje oddech" i nie miałam żadnej specjalnej bazy a jakoś dałam radę. Myślę że ludzie są bardziej elastyczni niż się zakłada. Chociaż przyznam że na początku to rzeczywiście siedziałam i myślałam że medytuję a tak naprawdę po prostu się zamartwiałam filozofią 😀
Mnie interesuje bardziej praktyczna strona bo te filozoficzne rozważania to spoko ale co to znaczy robić jnane yogę w praktyce??? Sieedzieć i pytać siebie "kim jestem"? Serio? I to tyle? Jakoś nie wierzę ze to takie proste, pewnie jest jakiś konkretny sposób żeby to robić.
fundament to nie liczba lat. To raczej zdolność do bycia z tym co jest, bez natychmiastowej reakcji umysłu. Jeśli możesz usiąść przez 20 minut i obserwować myśli bez wciągania się w nie, to juz coś. Ale powiem szczerze - większość osób które twierdzą że to robią, tak naprawdę nie robi. Sprawdź sama: następnym razem gdy siedzisz, po ilu minutach zorientujesz się że zupełnie gdzie indziej są twoje myśli i od jak dawna?? To daje odpowiedź.
Hej wskocze tu bo mi to wygląda ciekawie. To pytanie "kim jestem" kojarzy mi sie z Ramana Maharishi chyba? Bo czytałem pare rzeczy o tym i on podobno uczył żeby śledzić skad pochodzi myśl "ja". Ale nie ogarniam jak to sie robi podczas normalnej medytacji siedzacej. To sie robi zamiast skupiania na oddechu czy razem z tym?
Dodam żebyście mieli pełniejszy obraz: jnana yoga w klasycznym ujęciu to nie jest technika do stosowania podczas sesji medytacyjnej jak oddech czy mantra. To bardziej styl życia i podejście do myślenia wogole. Ramana Maharishi jak wspomniał Jeremiasz owszem, ale on też mówił że większość ludzi którzy próbują samopoznania bez pewnej dojrzałości umysłu, kończy na budowaniu bardziej wyrafinowanego ego, a nie na jego porzuceniu. I to jest coś o czym prawie nikt nie mówi nowym.
Przepraszam ze wtrące sie z boku ale mam pytanie ktore moze jest głupie. Czy jnana yoga jest dla wszystkich?? Czytam te wpisy i mam wrazenie ze to jest cos bardzo trudnego i ze trzeba być jakims specjalnie przygotowanym. Czy nie ma prostszej ściezki która tez prowaadzi do tego "poznania"? bo medytacja oddechu to dla mnie jest już sporo wyzwania a tu mowicie o jakims sledzeniu zrodel mysli i kim jestem, to brzmi naprawde skompliikowanie
Oj ja to próbowałam czegoś podobnego jakiś czas temu i muszę powiedzieć że to było dziwne doświadczenie. Dosłownie kilka razy miałam takie momenty kiedy szukałam "kto myśli" i zamiast odpowiedzi była jakaś cisza, jakby umysł chwilę zamierał. Nie wiem czy to to o czym mówi Lutobor.ka ale to było bardzo inne niż zwykła medytacja oddechu. ktoś miał cos podobnego?
Otóż to, to jest chyba kluczowe pytanie tej całej rozmowy: jak odróżnić stan medytacyjny od dysocjacji. Bo czytałem że to sie moze mylić i że niektorzy ludzie wchodzą w jakies stany ktore mysla ze sa duchowe a to jest poprostu psychika sie broni. ktos ma jakis sposob zeby to odrozniac? Szczególnie w kontekscie tej jnany gdzie sie robi takie intensywne pytania do siebie? 🙂
Hmm, Fortunat, ja bym dodała że dysocjacja to nie jest zawsze coś złego i że granica jest bardzo cienka. Znam osoby które po bardzo głębokiej medytacji też czuły to oderwanie i to był dla nich przełom a nie alarm. Więc nie bym tak jednoznacznie tego stawiała. Choć rozumiem że dla nowych to jest ważna wskazówka żeby nie wpadać w panikę ani nie myśleć że każda dziwna chwila to oświecenie.
Czytam tę dyskusję od początku i mam takie proste pytanie bo trochę się gubię. Czy jeśli ktoś chce zacząć pracować z jnana yogą to powinien najpierw opanować klasyczną medytację, powiedzmy skupienie na oddechu, do jakiegoś poziomu, a potem dopiero dodawać te pytania? Czy można iść równolegle? Bo z waszej rozmowy wynika że to jest coś zupełnie innego ale też jakoś powiązanego i niewiem jak to poukładać.
Słuchajcie bo tu się pojawia coś ważnego o czym jeszcze nie było. Ta rozmowa krąży cały czas wokół "kiedy zacząć" i "czy jestem gotowa", a jnana yoga w swoim klasycznym sensie wogole nie zakłada że jest jakiś moment startu. Ramana nie mówił "najpierw naucz się medytacji przez rok a potem zacznij pytać". Pytanie "kto to ja" może pojawiać się właśnie w środku chaosu myśli, nie obok niego. To nie jest kolejny poziom do odblokowania.
Muszę tu coś powiedzieć bo mi ta dyskusja odrobine skrzeczy. Mówicie o Ramanie, o Maharishim, o klasycznej jnanie - ale to jest tradycja z zupełnie innego kontekstu kulturowego i życiowego. On sam miał spontaniczne przebudzenie jako nastolatek, siedział nieruchomo przez tygodnie, rodzina myslala ze jest chory. I wy teraz próbujecie to przełożyć na codzienne 15 minut medytacji między pracą a kolacją? Nie mówię że to złe ale że moze to jest po prostu coś innego niż jnana yoga w sensie w jakim on ją rozumiał. Może bardziej filozofia inspirowana jnaną. I to jest ok, tylko nazwijmy to po imieniu.
