Chciałam poruszyć temat, ktory jakoś mało tu gościł, a mnie ostatnio bardzo kręci. Karma yoga, czyli droga uczynków, czynu bez przywiązania do owoców. W Bhagavad Gicie jest to opisane jako jedna z głównych ścieżek do wyzwolenia. Ale jak to się ma do medytacji? Bo z jednej strony medytacja kojarzy się z bezczynnością, siedzeniem w ciszy, wyciszaniem. A karma yoga to działanie. czy można to połączyć? Mam wrazenie ze tak że np. świadome działanie w codzienności to tez forma praktyki ale chętnie usłyszę co wy o tym myślicie
Temat ciekawy, ale od razu zaznaczę że karma yoga to nie jest żaden rytuał ani magia, tylko filozofia działania. Widziałam już wątki gdzie ludzie mylą karmę jako "co wyjdzie to wróci" z tym co Krishna tłumaczy Ardżunie. to są zupełnie różne rzeczy. Połączenie z medytacją jest możliwe, ale wymaga zrozumienia co w ogóle robimy siedząc w ciszy. Czy medytujecie z konkretną intencją działania czy raczej dla samego wyciszenia?
Oj, karma yoga to temat na który moglabym gadac godzinami 🙂 Jak bylam mlodziej to myslalam ze medytacja to tylko siedzenie i nic nierobienie, a pozniej kogos mi powiedzial ze to jest wlasnie blad. Dzialanie z pelna uwaga, bez czepania sie efektu, to jest juz praktyka. Gotowanie obiadu z pelna obecnoscia to moze byc karma yoga. Ciekawe czy ktos tu tak praktykuje na co dzien bo mnie wychodzi rozmaicie.
Dobrze ze ktoś wreszcie to rozróżnił. Karma yoga w tradycji wedyjskiej to nishkama karma, działanie bez pożądania owoców czynu. Krishna w Gicie mówi wyraźnie "masz prawo do działania, nie do jego owoców". To jest fundamentalnie inne niż zachodnie rozumienie karmy jako systemu nagród i kar. Medytacja siedząca (dhyana) i karma yoga to w istocie dwa różne ramiona tej samej praktyki. Jedno czyści umysł, drugie wyraża to w świecie. Połączenie ich to ścieżka jnana-karma-bhakti jeśli kogoś interesuje głębiej
No dobra ale żeby być szczerym, większość ludzi co mówią że "praktykują karma yogę" to po prostu wolontariaty sobie robią i przyklejają etykietkę duchową. nie mówię że wolontariat to zle ale samo działanie bez medytacyjnego fundamentu to troche za mało żeby to nazywać yogą, nie? Bo sama intencja to chyba za mało
Ojej, nigdy nie myslalam o tym ze zwykle czynnosci moga byc duchowe! Ale teraz jak sie zastanawiam to np jak sprzatam i jestem totalnie pochlonicta tym co robie, nie mysle o niczym innym, to chyba o to chodzi? Bo normalnie mam 1000 mysli na raz 😀 A co z wzrokiem? Bo slyszalam gdzies ze w medytacji z otwartymi oczami wlasnie wzrok jest kluczowy i ze mozna przez patrzenie wchodzic w stan skupienia.
To co opisujesz, Galaktyna, to jest dokładnie uważność w działaniu. Ale ważna uwaga: "bycie pochłoniętą" to nie to samo co "bycie świadkiem". W karma yodze chodzi o to żebyś była obecna i świadoma ze działasz, a nie wchłonięta tak że tracisz świadomość. To subtelna różnica ale istotna. Czy podczas tego sprzątania jesteś świadkiem siebie, czy raczej znikasz w czynności?
A wracajac do wzroku co Galaktyna wspominala, to jest naprawde interesujacy watek. W praktykach tybetanskich jest cos co sie zwie trataka, czyli wpatrywanie sie w punkt albo plomien swieczki. Ale jest tez praktyka miekiego wzroku kiedy nie skupiasz sie na jednym punkcie tylko rozszerzasz pole widzenia. I to drugie jest moim zdaniem blizej karma yogi bo nie zatrzymujesz sie, dzialasz i jednoczesnie masz ten "szeroki widok". Ktos to praktykuje?
Czytam ten wątek od początku i to ciekawe. Nigdy nie wiedziałam ze wzrok można tak świadomie angażować. Próbowałam raz medytacji z otwartymi oczami i nie mogłam się skupić bo cały czas cos mnie rozpraszało. czy to normalne na początku???
haha no to jest trudne do opisania slowami 🙂 Sprobuj tak: patrz przed siebie ale zamiast skupiac sie na jednym obiekcie, probuj zobaczyc caly obszar przed toba jednoczesnie, jak byś chciala zobaczyc cos po bokach bez obracania glowy. Trochę jak widzenie peryferyjne. Japonczycy maja na to slowo "enzan no metsuke", wzrok na dalekie gory. Samuraje tego uzywali w walce zeby widziec wielu przeciwnikow naraz. W praktyce karma yogi to pozwala dzialac bez zaciskania uwagi na jednym zadaniu, a mimo to byc pelni obecnosci.
samuraje to akurat dobry przyklad, tam jest cały system koncentracji wzroku w budo. ale nie mieszajmy za dużo wątków bo to już się robi bardziej temat o technikach wzroku niż o karma yodze. czy ktos ma konkretne doświadczenia z tym jak świadome działanie wpłynęło na ich medytację siedzącą? bo mnie to bardziej interesuje niż teoria 🙂
Dobry punkt Karol, rzeczywiście trochę odpłynęliśmy. Mnie osobiście karma yoga zmieniła podejście do medytacji formalnej. Wcześniej siadałam i oczekiwałam jakiegoś stanu. Teraz traktuję to bardziej jako higienę umysłu przed działaniem, coś żeby "wyzerować" uwagę. I paradoksalnie odkąd mniej oczekuję od siedzenia, efekty w ciągu dnia są lepsze. To może akurat ilustruje tę zasadę Gity o nieprzywiązaniu do owoców.
przepraszam że sie wtrącam ale troche zagubiłam sie w tym wątku. Czy karma yoga to jest coś co można praktykować bez żadnego zaplecza w medytacji? Pytam bo mnie interesuje to świadome działanie ale jeszce nigdy serio nie medytowałam i nie wiem od czego zaczać
ojejciu, to pytanie o świadka pojawia się bardzo często i widzę ze tu kilka osób ma podobny dylemat. Z mojego doświadczenia: łatwiej to zrozumieć przez ciało niż przez pojęcia. Kiedy działasz i jesteś pochłonięta, ciało jest napięte, oddech płytki, szczęki zaciskają się nieznacznie. Kiedy jesteś świadkiem, możesz w połowie czynności zauważyć że napięte masz ramiona i możesz je rozluźnić, nie przerywając działania. Wzrok też się różni bo wtedy patrzysz bardziej tym miękkim spojrzeniem o którym Tereska pisała. Nie jest to stan mistyczny, to po prostu inna jakość uwagi.
O matko, dzieki Opalinka za to wytłumaczenie bo właśnie o to mi chodziło a nie umiałam tego sformułować! Naprawde mi to pomogło. A czy to samo dotyczy wzroku w codziennym działaniu? Tzn. czy jak sie ćwiczy ten miękki wzrok to można to łączyć z karma yogą albo to dwie oddzielne rzeczy? :))
hej, mam pytanie troche z boku ale zwiazane z tym co Sigilka pisała wczesniej, o tej obserwacji wlasnych mysli. bo mnie sie wydaje ze jak probuje "obserwowac mysli" to wtedy myslę wiecej, nie mniej. Jakby sama uwaga uruchamia jakis chaos w glowie. To normalne? Bo troche sie zniechęcam do całego tematu przez to
no ale Drakona, to co opisujesz to jest wlasnie argument za tym żeby jednak zacząć od jakiejś techniki a nie od razu wchodzić w "obserwacje". karma yoga bez żadnej bazy to troche jak gotowanie bez przepisu, niby można ale przeważnie wychodzi chaos. imo lepiej 5 minut dziennie spokojnej koncentracji i wtedy jest grunt pod resztę
