Hej, chciałam zapytać bo ostatnio mam z tym naprawde spory problem. Medytuję już jakiś czas, raczej regularnie, i teoretycznie wiem że medytacja ma pomagać z emocjami. Ale odnoszę wrażenie że gniew u mnie zamiast maleć to jakby... rośnie? Znaczy nie że wybucham częściej ale jakbym była bardziej świadoma tego że w środku coś mnie gryzie. I to jest strasznie niewygodne uczucie. Czytałam gdzieś że to chodzi o czakrę manipura i że gniew można przepracować właśnie przez medytację, ale nie wiem jak się do tego zabrać. Czy to w ogule jest tak że medytacja może najpierw pogorszyć zanim poprawi? Bo coś mi mówi że tak właśnie jest u mnie i trochę się boję że idę w złym kierunku. :/
To co opisujesz jest bardzo charakterystyczne i wcale nie jest złe, wręcz przeciwnie. Kiedy zaczynamy praktykę uważności, przez lata stłumione emocje zaczynają wypływać na powierzchnię bo umysł przestaje je zagłuszać ciągłym ruchem i hałasem. To nie jest regresja, to jest wlasnie przebudzenie. Gniew który czujesz teraz był w tobie od dawna, po prostu wcześniej go nie widziałaś. Pytanie jest inne, mianowicie co ty z tym gniewem robisz podczas medytacji? Obserwujesz go czy próbujesz go odpychać? 🙂
O, to ciekawe bo ja miałam dokładnie to samo! Na początku byłam przekonana że cos robię źle, nawet rzuciłam medytację na jakiś czas. A potem wróciłam i jakoś mi przeszło. Ale ta wasza rozmowa o czakrze manipura, to nie jest trochę naciągane? Znaczy może i jest jakiś związek, ale czy napewno KAŻDY gniew to manipura? Mnie uczono że to może być też kwestia czakry podstawy, szczególnie jeśli gniew jest związany z poczuciem zagrożenia albo bezsilnością.
Przepraszam że wejdę z innej strony ale jestem trochę sceptyczna wobec całej tej narracji o "transformacji gniewu w mądrość". Brzmi pięknie, ale co to konkretnie znaczy w praktyce? Że po medytacji przestanę się złościć na rzeczy które są naprawde złe? Bo nie wiem czy to jest cel do którego warto dążyć. Gniew bywa sygnałem że coś jest nie tak, i usuwanie tego sygnału medytacją to trochę jak wyłączanie lampki kontrolnej w samochodzie.
Wiesz co, ja to rozumiem bo sama przez to przechodziłam. U mnie gniew był bardzo mocno związany z ciałem, takie fizyczne napięcie w brzuchu i klatce piersiowej, i przez długi czas w medytacji po prostu udawałam ze tego nie ma. Dopiero jak zaczęłam robić skan ciała i faktycznie zapraszać te odczucia zamiast je ignorować, to coś się zaczęło ruszać. Nie od razu, powoli, ale jednak. Nie wiem czy to była manipura czy co, ale coś tam się na pewno działo 🙂
hmm ciekawy temat, sam sie z tym borykam troche. mam pytanie czy gniew w medytacji to zawsze cos zlego? bo mi sie wydaje ze czasem jak mam sesje i czuje ze jakis gniew wypływa, to po tej sesji jest mi lzej, jak po plakaniu. czy to tez jest ta transformacja o ktorej piszecie czy cos innego?
To co opisuje Sewer to jest bardzo ważna rzecz. Gniew który "wypływa" podczas medytacji i po którym czujesz ulgę, to jest sygnał że ciało w końcu dostało przestrzeń żeby coś puścić. Ale powiem ci szczerze, ta ulga to dopiero początek. Bo za gniewem zwykle jest coś głębszego, ból, strach, poczucie niesprawiedliwości, i medytacja zaczyna z czasem docierać do tych warstw. Pytanie jest wlaśnie do Edytki czy ten twój gniew ma jakiś konkretny adres, znaczy czy wiesz skąd pochodzi, czy jest bezpostaciowy? 🙂
O matko, to jest bardzo trafne pytanie i... hmm. Teraz jak tak siedzę i myślę, to chyba jest parę różnych gniewów jednocześnie? Jeden taki bardziej konkretny, związany z różnymi sytuacjami w życiu. Ale jest też taki drugi, głębszy który niema wyraźnego obiektu. I właśnie ten drugi jest chyba gorszy bo niewiem z czym go "połączyć". Czy to ma znaczenie dla tego jak medytować?
Czytam tę rozmowę i mi się przypomniało że gdzieś czytałam iż niepokonany gniew bez adresu może być związany z gniewem na siebie samą, co? Czyli że tak naprawdę się na siebie złościmy ale to jest nie do przyjęcia więc mózg nie podaje adresu. Nie wiem czy to jest teza ezoteryczna czy psychologiczna ale wydaje mi się że coś w tym jest, szczególnie u kobiet.
ojoj, no to juz wchodzimy w psychologię a nie medytację. I w sumie dobrze bo moim zdaniem to jest właśnie ten poziom na którym powinniśmy rozmawiać. Tylko mam pytanie do Czaromiry, czy ty sugerujesz że medytacja sama wystarczy do pracy z gniewem na siebie? Bo to może być ryzykowne bez odpowiedniego wsparcia, szczególnie jeśli te emocje są mocno zakorzenione.
Dobra ale mnie interesuje to co napisała Edytka o tym strachu że idzie w złym kierunku. Skąd wiadomo kiedy to jest zdrowy proces a kiedy medytacja zaczyna robić krzywdę? Pytam serio, bo słyszałam że są przypadki że medytacja bez odpowiedniego wsparcia może wyzwolić więcej niż człowiek jest w stanie unieść.
A skoro juz jesteśmy przy tym temacie, to chce sie zapytac bo mnie to od dluzsego czasu nurtuje. Czy jest jakas konkretna technika medytacyjna ktora jest szczegolnie polecana przy pracy z gniewem? Bo slyszalam o medytacji metta, o wizualizacjach z ogniem w manipurze, i zupelnie nie wiem czy to ma sens. Czy to robi jakąs roznice jaka technika?
Metty słyszałam dużo dobrego, sama ją robię od dłuższego czasu i naprawde cos mi dała. Szczególnie ta część z wysyłaniem życzliwości osobom z którymi masz trudną relację, to jest naprawdę wymagające ćwiczenie, znaczy trudne w sensie emocjonalnym. Nie wiem czy to transformuje gniew w mądrość ale jakoś zmiękcza te twarde kawałki w środku. Trzeba tylko uważać żeby nie robić tego na siłę bo jak mówisz sobie na wymuszony sposób "życzę ci szczęścia" komuś na kogo się złościsz, to brzmi fałszywie i nic z tego nie wychodzi
Tak, dokładnie tak. Zaczyna sie od siebie, potem osoba którą kochasz bez zastrzeżeń, potem neutralna, i dopiero potem ta trudna. I ważne jest żeby na każdym etapie poczekać aż naprawdę poczujesz cos ciepłego, a nie przeskakiwać. Jak przy trudnej osobie nic nie przychodzi, to wracam do siebie i znowu. Bywa że przy gniewnej energii po prostu nie daję rady i kończę na etapie neutralnym, i to jest ok
ta technika z metta brzmi ciekawie ale mam pytanie bo troche nie rozumiem. jak mam wysylac zyczliwosc komus z kim sie zloszcze, jesli ta zlosc jest uzasadniona? czuje ze to byloby jakies udawanie i wgl sztuczne. czy to nie jest wlasnie to tlumienie o ktorym Ludka mowila?
hm, przepraszam ale to brzmi trochę jak gimnastyka myślowa żeby uzasadnić praktykę która może po prostu nie działać dla każdego. Złoszczę się i jednocześnie posyłam życzliwość, serio? Dla mnie to jest wlasnie rozszczepienie, nie integracja. Może po prostu nie każda technika pasuje do pracy z gniewem i tyle.
A wracając do tego co mówiła Edytka o tym gniewnie bez adresu, to mnie to bardzo uderzyło bo ja to rozpoznaję u siebie. I u mnie to było połączone z takim dziwnym napięciem fizycznym, głównie w miednicy i w brzuchu. Nie wiem czy to wogole ma sens w tym wątku ale kiedy zaczęłam z tym pracować w medytacji, to okazało się że tam siedzi jakaś stara historia z ciałem. Nie chcę za dużo pisać ale to było zaskakujące. 🙂
z kimś, zdecydowanie. sama bym nie ruszyła, bo jak siadałam do medytacji i to napięcie się pojawiało, to albo od razu zmieniałam pozycję albo skupiałam się na czymś innym. dopiero z pomocą z zewnątrz nauczyłam się tam zostawać. ale to jest temat rzeka i niewiem czy tu jest miejsce na takie szczegóły, bo to wchodzi w bardzo osobiste rzeczy
