Siedzę ostatnio z jedną myślą i nie mam pojęcia czy to ma ręce i nogi tutaj pisać, ale chyba muszę. Przeszłam przez stratę bliskiej osoby jakiś czas temu i zauważyłam, że kiedy medytuję, smutek nie znika, wręcz przeciwnie, jakby sie pogłębia, staje się wyraźniejszy. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Czytałam coś o tym, że żal to też rodzaj praktyki, że można go obserwować jak każdą inną emocję. Ale jest jedna rzecz, która mnie zastanawia - czuję że potrzebuję żeby ktoś mi powiedział, że dobrze to robię, że to normalne. i właśnie to potrzebuję żebys mnie potwierdziło, że to co czuję na poduszce ma sens. Czy wy tez tak mieliście, że szukałyście jakiegoś... nie wiem, potwierdzenia z zewnątrz że idzie się w dobrym kierunku?
Myślę że to co opisujesz to jest dość klasyczny mechanizm. Jak siedzisz w ciszy i skupiasz się na oddechu, to właśnie ciszysz te warstwy które normalnie zagłuszają emocje. Smutek po prostu wypływa bo w końcu ma na to przestrzeń. Ale to pytanie o zewnętrzne potwierdzenie mnie zatrzymało. Bo właśnie - po co ci ono? Jeśli czujesz że cos jest dobre, że po sesji jest ci jakos inaczej, to czemu cudza opinia ma to zmienić albo potwierdzić? Szczerze pytam, nie atakuję
Oj, znam to dobrze bo sama przez to przechodziłam. Miałam taki etap że po każdej medytacji dzwoniłam do koleżanki albo pisałam na forum żeby ktoś mi potakiwał. I wiecie co? To nic nie dawało. Czyli potakiwały, mówiły: tak, dobrze robisz, tak wygląda praca z żalem - a ja po godzinie znowu potrzebowałam tego samego. To taki troche błędny krąg. Chciałam zapytać autorkę tematu - czy jak dostajesz to potwierdzenie od kogoś, to czujesz ulgę na dłużej, czy tylko chwilowo?
szczerze? to co opisujesz to nie jest problem z medytacja tylko z zaleznoscia od potwierdzenia. mozna to przenosic na kazda dziedzine zycia, medytacja tu jest wlasciwie przypadkowa. ale mam pytanie - czy masz nauczyciela, kogos kto prowadzi twoja praktike? bo to by duzo wyjasnilo, tzn czy ta potrzeba potwierdzenia jest odpowiedzia na brak struktury czy cos innego
No właśnie, jak nie masz żadnego prowadzącego to trochę nic dziwnego że szukasz tego potwierdzenia gdziekolwiek. Sama zaczęłam medytowac kilka lat temu bez niczyjej pomocy i to był chaos kompletny, sama sobie wmawiałam różne rzeczy. Ale mam inne pytanie bo mnie zastanawia ta kwestia ze smutek sie pogłębia - czy to jest to takie dobre pogłębienie czy czujesz że się w nim topisz? Bo to chyba robi różnice.
Mnie bardziej interesuje ten wątek z potwierdzeniem bo to chyba najciekawsza część. Jak medytacja ma cię uczyc opierania sie na sobie, to szukanie zewnętrznego głosu który ci mówi że dobrze robisz jest trochę sprzeczne z całą ideą, nie? Nie mówię tego złośliwie, sama tak mam w innych rzeczach. Tylko czy medytacja to wtedy w ogóle działa jako praktyka jeśli od razu po niej idziesz po cudze zdanie?
