Druidyzm to jedna z tych tradycji gdzie medytacja nie wyglada tak jak ją sobie wyobrażamy - żadnego siedzenia w ciszy z zamkniętymi oczami. Raczej stanie przy drzewie, dotykanie kory, wsłuchiwanie się w szum. Sprawia to wrzaenie jakby drzewa przekazują cos co trudno opisac słowami, jakiś rodzaj spokoju albo wręcz odpowiedzi na pytania ktore ze sobą przynosimy. Pracuję z tym od jakiegoś czasu i zastanawiam się czy ktoś jeszcze chodzi do drzew z konkretną intencją? Nie chodzi mi o przytulanie się do brzozy dla zabawy tylko o świadomy kontakt. kamienie z kolei to inna częstotliwość - dąb mówi inaczej niż głaz przy rzece. Ktoś to czuje?
Czuję jak najbardziej. Drzewa mają cos co możnaby nazwać pamięcią miejsca - stary dąb niesie w sobie inną jakość niż brzoza czy jesion. W druidyzmie każde drzewo ma swoje przyporządkowanie, swój ogham, i to nie jest przypadkowe. Ciekawi mnie tylko jedno - czy w tej twojej pracy z drzewami stosujesz jakieś konkretne uziemienie przed i po? Bo z mojego doświadczenia kontakt bez zamknięcia sesji może zostawiac człowieka rozklejonego przez resztę dnia.
No i tu się trochę zatrzymam, bo to brzmi pięknie, ale chciałabym zapytac - co konkretnie rozumiecie przez "odpowiedzi od drzewa"? Bo ja medytuję od kilku lat, byłam przy naprawdę starych drzewach, i to co czuję to cisza, spokój, moze jakieś własne myśli które wychodzą na wierzch. Ale nie słyszę żadnego drzewa. Nie kwestionuję że dla kogoś to działa metaforycznie, tylko zastanawiam się czy my mówimy o tym samym zjawisku czy zupełnie różnych rzeczach.
O, i tu właśnie mam pytanie bo może to głupie ale runy to ma związek z druidyzmem czy to jednak inne tradycje? Słyszałam że runy są bardziej nordyckie a druidyzm celtycki i to nie jest to samo. Ale tez czytałam gdzies że kamienie z wyrytymi runami można wykorzystywac w medytacji i że to może pomoc nawet przy fizycznych dolegliwościach, np. przy bólach stawów. Czy ktoś coś o tym wie? moja babcia ma problemy z kolanami i pomyślałam że może jakiś kamień by jej pomógł.
Zatrzymajmy sie przy tych runach i kościach bo Chryzantema napisała że "sprawdzone" i chcę dopytać - sprawdzone w sensie że ty to robiłaś i coś poczułśa czy że naprawdę pomogło na staw? Bo to duża różnica. Kamienie i medytacja mogą być wsparciem, ale przy realnych problemach ortopedycznych to jest kwestia zaufania że wizualizacja wystarczy i tu bym była ostrożna z takimi porywczymi poradami. tym bardziej że mowa o kogoś babci, nie o sobie. 🙂
No wlaśnie, dokładnie to miałam powiedziec. Litoterapia i medytacja to może być piękne uzupełnienie ale przy problemach ortopedycznych - kolana, biodra, cokolwiek - to idzie się do ortopedy, nie po kamień. Mogę się zgodzić że taki rytuał przy kamieniu daje spokój, redukuje napięcie mięśniowe, może zmniejsza percepcję bólu. Ale że "leczy staw" to byłabym bardzo ostrożna z takim sformułowaniem. Pelargonia, poradź babci żeby poszła do lekarza i ewentualnie dodaj kamień jako coś miłego, nie zamiast
Hej, czytam ten wątek i mam wrażenie że trochę odpłynęliście od tematu bo zaczęło sie od medytacji przy drzewach i druidyzmu a skończyliśmy na kolanach babci 😀 wracajac do samego tematu - ja nigdy nie medytowałem przy drzewie z intencją ale teraz mam ochotę spróbowac. Jakiś dąb w parku to wystarczy czy musi byc jakies szczególne miejsce? i czy pora dnia ma znaczenie? Bo czytałem ze druidzi pracowali o świcie i zachodzie słońca tylko czy to na pewno konieczne czy taka tradycja tyko
Dobra ale mam takie pytanie bo może to naiwne - skoro druidyzm jest o kontakcie z naturą i "mądrości drzew" to czy w ogole da się to robić w mieście? Bo rozumiem że park ale to jednak nie jest ten sam rodzaj miejsca co stary las czy skała przy rzece. Mam takie poczucie że połowa tej tradycji opiera się na tym że jesteś otoczony dziką naturą a nie blokowiskami, i że medytacja pod dębem w parku między spacerowiczami to trochę jak modlitwa na przystanku autobusowym, rozumie mnie ktos? Muszę to jeszcze przetrawić
