Zastanawiam się nad czymś od jakiegoś czasu i chciałam to tutaj wyrzucić bo może ktoś miał podobnie. Medytuję od jakichś dwóch lat, w miarę regularnie, i zauważyłam że im dłużej to robię, tym bardziej... czuję. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Jakby skóra stawała się cieńsza. Wzruszam się głupimi rzeczami, płaczę przy filmcah które wcześniej by mnie nie ruszyły, czuję się jakby coś we mnie zmiękło. I z jednej strony to piękne ale z drugiej strony mam poczucie że jestem na to za mało gotowa, bo zaraz pojawia się ten głos w głowie: "co ty w ogule czujesz, przesadzasz, inni mają gorzej". Czy medytacja naprawdę tak działa? Że otwiera tę czułość, ale razem z nią wyłazi też ta stara samokrytyka?
O matko, wlaśnie to samo! Zaczęłam z medytacją bodajże z pół roku temu, bardziej przez przypadek bo koleżanka mi pokazała, i na początku nic specjalnego, siedziałam i myślałam o zakupach haha. Ale potem coś zaczęło się dziać. Takie właśnie mięknienie jak piszesz. Tylko u mnie nie tyle płakanie co bardziej... ciepło dla samej siebie? Ale ten głos krytyczny to tak, on też się ujawnia mocniej, jakby medytacja dawała mu przestrzeń żeby mówić głośniej. Nie wiem czy to dobrze czy źle szczerze mówiąc. 😉
kurczę, ciekawe co piszecie bo ja słyszałem ze medytacja to ma uspokajać, a nie otwierać jakieś rany. Może to kwestia techniki? Bo różne medytacje chyba działają inaczej, co? Jedna koleżanka mówiła mi że ona robi vipassanę i wlasnie to co opisujecie sie pojawia, a inna robi te skupianie na oddechu i mówi że poprostu jest spokojniejsza i tyle.
Zostawię tu swoje trzy grosze bo troche inaczej na to patrzę. Ta "czułość" o której piszesz to niekoniecznie efekt medytacji jako takiej, a raczej po prostu zwolnienia tempa. Jak przestajesz gonić, to zaczynasz czuć rzeczy które były zagłuszone. to nie jest żadna magia, to po prostu neurologia. Ale to co mnie bardziej interesuje to ten głos krytyczny - bo ok, rozumiem że się pojawia ale co z nim robisz kiedy już go słyszysz? Bo to chyba jest sedno sprawy
Mnie uderza jedno - piszesz ze czujesz sie "za mało gotowa" na te czułość. A skad w ogole wiemy kiedy jestesmy gotowi? Jakby gotowość na uczucia to sie chyba nie przychodzi jak gotowość wody do herbaty. Może wlasnie ten dyskomfort ze czujesz "za duzo" to jest ten moment w którym to pracuje najgłębiej. Numerologicznie rzecz biorac mamy teraz czas ktory sprzyja wewnętrzemu porządkowaniu ale to osobna sprawa 🙂
Ok ale powiedzcie mi konkretnie - ile czasu mija zanim zaczyna sie to dziać? Bo ja medytuję już chyba ze trzy miesiące, codziennie po 15 minut z aplikacją i kompletnie nic. Żadnego mięknienia, żadnego głosu, nic. Siedzę i po 10 minutach ziewam. może poprostu nie jestem tym typem człowieka.
No i tu mam problem z całą tą rozmową - zbyt dużo romantyzowania. "Pękło coś w dobrym sensie", "mięknienie", "zakwitanie". Okej, rozumiem że tak się odczuwa subiektywnie, ale czy ktokolwiek tu zastanawia sie nad tym czy ta wzmożona emocjonalność jest na pewno postępem? Bo moze ktoś kto płacze przy każdym filmie po medytacji po prostu ma rozregulowaną regulację emocjonalną, nie otwarte serce.
Wchodzę tu z boku - ta samokrytyka o której piszesz na początku, to jak ona dokładnie brzmi kiedy się pojawia? Pytam bo z mojego doświadczenia te wewnętrzne głosy mają różne źródła i różne sposoby działania. jeden głos to taki zimny, analityczny, który porównuje cię do innych. Drugi to bardziej nerwowy, panikarsko-ochronny. Trzeci to taki stary, zakorzeniony, który brzmi jak ktoś bliski z przeszłości. To nie jest wszystko jedno.
Hej, może głupie pytanie ale - po co w ogóle pracować z samokrytyką przez medytację? Można po prostu iść do psychologa. Serio pytam, nie złośliwie. Bo czytam tę rozmowę od paru dni i zastanawiam się czy medytacja to nie jest trochę omijanie drogi na skróty. 😉
Hej, czytam tę rozmowę od początku i szczerze to nie za bardzo rozumiem jedno. Piszecie że w medytacji słyszycie lepiej ten głos krytyczny. Ale czy to nie jest wtedy gorsze? Jakby idę na jogę żeby sie odprężyć i zamiast odpoczynku dostaje więcej stresu to chyba coś jest nie tak, nie?
To co mówi Igorek ma sens. Jest różnica między tym że głos jest głośniejszy a tym że po raz pierwszy go w ogóle słyszysz. Większość ludzi chodzi z tymi wewnętrznymi krytykami przez całe życie i nigdy nie zauważa że to jest głos, a nie prawda. Medytacja daje tę odległość - zamiast być głosem, patrzysz na głos. przynajmniej tak to teorioretycznie ma działać.
Odezwę się choć rzadko piszę, ale czytam i mam takie pytanie - czy to jest tak ze jak długo medytujesz to bardziej ta czułość rośnie? Czy w końcu się stabilizuje? Bo troche się boję że jak zacznę to nie wiem co mnie czeka.
a ja wam powiem że to co Hydromanta pisał o tych różnych głosach samokrytyki to mnie bardzo uderzyło bo ja nigdy tak tego nie rozdzielałam. u mnie to jest jeden wielki bałagan w głowie i w sumie niewiem czy to jest głos z zewnątrz przyswojony czy mój własny. i wlasnie w medytacji zaczynam to jakoś rozplątywać. ale powoli, kurcze, bardzo powoli 😉
Doczytałem to do końca i mam jedno zastrzeżenie. to trochę niebezpieczny grunt kiedy zaczyna się nadawać tym wewnętrznym myślom zbyt dużo autonomii. głos, ktoś bliski, obcy, wróg - to są metafory, nie fakty. i fajnie ze medytacja pomaga to obserwować ale uważajcie żeby nie budować z tego jakiejś całej mitologii wewnętrznych bytów
no ale Sigilmistrz, metafory są po to żeby cos uchwycić co inaczej jest nieuchwytne. nie twierdzę ze w glowie siedzi mały człowiek ale pracowanie z tym głoosem jak z czymś oddzielnym od siebie to bardzo stara technika i ma sens psychologicznie. nie tylko ezoteryczny
hej a mam może głupie pytanie ale - jak w ogole wiadomo ze to co sie słyszy w tej ciszy to jest samokrytyka a nie po prostu... prawda? bo może ten głos ma rację i naprawdę coś robimy nie tak? skąd ta pewność że to trzeba "przepracować" a nie po prostu posłuchać?
okej to ma sens. ale ja sie zastanawiam czy jak ktos zaczynal medytowac z innego powodu, na przyklad zeby sie uspokoic przed egzaminem albo cos, to tez zaczyna sie to dziać? czy to tylko jak sie medytuje konkretnie z tym zamiarem zeby pracować nad soba?
właśnie, bo ja zaczęłam żeby mniej się stresować pracą. nikt mi nie mówił że to może otwierać jakieś drzwi do samokrytyki i głosów. troche czuję się jakbym wzięła jakiś lek a tu się okazuje że ma efekty uboczne których nikt nie wymienił
