hm, chcę otworzyć temat ktory moim zdaniem jest dość słabo opisany po polsku, czyli Chen - ta pierwotna siła czy też energia witalna która stanowi fundament pierwszego ośrodka. Nie chodzi mi tu o ogólne gadanie o czakrze podstawy bo to już było przerabiane tysiąc razy. Chodzi konkretnie o to jak Chen się przejawia, jak go odczuwać i jak medytacja wpływa na jego jakość. Kto wogole spotkał się z tym pojęciem?
ja sie spotkałem, czytałem troche o tym ale nie bardzo rozumiem jak to sie ma do prana czy chi bo to chyba jest to samo? albo nie? bo gdzies widziałem ze chen to cos innego nizli chi
No właśnie, ja tez nie ogarniam tej różnicy. gdzieś czytałam że chi to przepływ a chen to... jakiś zasób? Tyle że nie wiem czy to dobre porównanie. @Grzesio możesz trochę jaśniej bo piszesz jakbyś zakładał że wszyscy to wiedzą 🙂
Dodam tylko że w systemach indyjskich jest podobna koncepcja - ojas. Też coś jak życiowa substancja która się wyczerpuje przy nadmiernym wysiłku, stresie, też przy pewnych aktywnościach. Nie twierdzę że to identyczne pojęcia, bo systemy są różne, ale podobieństwo jest wyraźne. Ciekawe czy ktoś z was próbował medytować z intencją na tę warstwę, nie na samą czakrę root ogólnie, tylko właśnie na ten głębszy poziom.
Słuchajcie, mam pytanie które mnie gnębi od jakiegoś czasu. Skoro chen to coś co się zużywa i nie można uzupełnić, to po co w ogóle medytować w tym kontekście? Żeby oszczędzać? Bo trochę to brzmi jak... nie wiem, jakieś zarządzanie zasobami a nie duchowość?
Mam inne doświadczenie i może sie nie zgodzę z tym że medytacja tylko oszczędza. Bo ja pracując z pierwszą czakrą i używając pewnych kamieni, konkretnie czarneog turmalinu i hematytu, czułam że coś wraca, jakieś zakorzenienie którego wczesniej nie było. Może to nie był chen w sensie ścisłym ale coś związanego z tą warstwą. Ciężko mi to ubrać w słowa ale efekt był namacalny.
Hm, a mnie zastanawia jedna rzecz - Grzesio wspomniał że chen siedzi w nerkach. ja gdzies czytałam że pierwsza czakra to okolice kości ogonowej a nerki to zupełnie inne miejsce. Jak to się łączy? Bo to brzmi jakby chen i pierwsza czakra to były dwa rozne miejsca w ciele.
przepraszam że sie wtrącam bo nie znam się za bardzo na tym ale jedno pytanie mam - jak w ogóle wiadomo że się ma mało chen? bo czy są jakieś objawy? bo czytam ten wątek i strasznie mnie to ciekawi
Pytanie Cyrkonki jest akurat bardzo dobre i praktyczne. Objawy niedoboru chen to z grubsza: chroniczne wyczerpanie które nie ustępuje po odpoczynku, uczucie pustki w okolicach lędźwi, słabe kości i zęby w starszym wieku, brak podstawowej woli życia, coś jak fundamentalny lęk egzystencjalny który nie ma konkretnej przyczyny. Ale uwaga, to są objawy z medycyny chińskiej i nie powinno się ich traktować jako diagnozy medycznej.
ojej to ja chyba mam problem z tym chen bo dokladnie to co opisuje Onyksowa to sie ze mna dzieje od jakiegos czasu, ta pustka i zmeczenie bez powodu. tylko nie wiedzialam ze to moze miec takie wytlumaczenie energetyczne. A czy jest jakas medytacja specjalnie na to?
Wracając do medytacji, bo to o to miało chodzić w tym wątku, czy ktoś próbował konkretnych technik dedykowanych tej warstwie? Grzesio wspomniał o wyciszającej medytacji, ale to dość ogólne. Chodzi o skupienie na oddechu, wizualizację, skan ciała? Różne rzeczy działają inaczej i wolałabym usłyszeć co ktoś faktycznie próbował a nie tylko co teoria mówi.
Najskuteczniejsze w mojej praktyce było oddychanie brzuszne bardzo powolne, ze skupieniem na obszarze między kośćcią ogonową a pępkiem, bez żadnej wizualizacji koloru ani symboli. Cisza, spowolnienie, poczucie ciężkości i oparcia. Nic dramatycznego. Chen nie lubi intensywności, to ciche ćwiczenie. Efekty przychodzą po tygodniach regularnej praktyki, nie po jednej sesji
okej ale to brzmi za prosto żeby działało bo Grzesio opisuje wlasnie to oddychanie brzuszne i żadnych wizualizacji, zero kolorów, nic - i to ma wystarczyć? Ja jak probowalem takich spokojnych medytacji to po 10 minutach mi sie głowa kręciła i nic nie czułem, żadnego zakorzenienia ani ciężkości o której piszesz. moze robię coś źle albo poprostu ta technika nie dla każdego?
Mnie tez ciekawi to co mowil Grzesio o tym ze chen nie lubi intensywnosci. Bo ja jak medytuję to zawsze staram sie cos "osiagnac", skupic mocno, coś poczuć - i teraz mysle ze moze wlasnie przez to nic nie czuje haha. Jakby za bardzo sie staram. Czy to mozliwe ze ta medytacja na chen wymaga zupelnie innego nastawienia niz zwykla medytacja na czakry? Poobserwuję to jeszcze u siebie
