Chciałem poruszyc temat, który trochę gryzie mnie od jakiegoś czasu. Ćwiczę medytację od kilku lat i ostatnio zacząłem bardziej wgłębiać się w tradycję Chan - czyli to, z czego tak naprawdę wyrósł japoński Zen. I widzę, że wiele osób na tym forum (i generalnie w Polsce) traktuje Zen i Chan jak synonimy, a to nie jest to samo. Chan to tradycja chińska, starsza, wywodząca się z połączenia buddyzmu mahayana z taoizmem, i ma trochę inny klimat niż to, co większość ludzi zna jako "zen". Ktoś jeszcze chodził tą ścieżką, albo chociaż próbował?
Masz rację, że to nie to samo i dobrze że to wyciągnąłeś, bo większość ludzi faktycznie miesza te dwie tradycje. Chan rozwinął się w Chinach gdzieś ok. VI-VII wieku, a do Japonii dotarł dużo później i tam zmienił się w to co znamy jako Zen. W praktyce różnica jest widoczna głównie w podejściu do koanu i do relacji mistrz-uczeń, Chańczycy mieli bardziej bezpośredni, dosadny styl przekazu. Mnie jednak bardziej ciekawi co Cię konkretnie w Chanie pociąga? Bo to nie jest łatwa tradycja do "samodzielnego" studiowania.
Przepraszam że się wcinam ale... czy to w ogóle pasuje do medytacji w takim ogólnym sensie? Znaczy, ja medytuję głównie z oddechem, czytałam trochę o uważność i wydawało mi się że to wszystko jest jakoś połączone, ale teraz nie wiem czy Chan to jest cos zupełnie osobnego, czy też można to jakoś połączyć z tym co już robię 🙁 Trochę się pogubiłam
Hmm, niewiem czy to takie proste rozgraniczenie. Znam kilka osob kture medytuja od lat i mowia ze dla nich Chan i uważność to jedno i to samo w praktyce bo kiedy siedzisz i obserwujesz to siedzisz i obserwujesz, niezaleznie od etykietki. Nie jestem pewna czy to nie jest troche filozoficzne przepychanie sie o slowa. Czym praktycznie rozni sie sesja w tradycji Chan od zwykelgo siedzenia z oddechem?
Mam pytanie do obu, bo trochę się zgubiłam w tym co piszecie. To huatou to jest takie pytanie, ale nie szukasz na nie odpowiedzi mentalnie, tak? Czytałam gdzieś że chodzi o to żeby pytanie "zaiskrzyło" samo z siebie, ale nie wiem jak to rozumieć w praktyce. Jak ktoś zaczyna z Chanem to od czego w ogóle startuje, jest jakaś podstawowa praktyka wejściowa czy rzucasz się od razu w to głębokie?
Szczerze to troche przesadzacie z tymi podziałami. Budda nie uczył żadnego Chanu ani Zenu, to wszytsko są późniejsze interpretacje i szkoły. Imo ważniejsze jest żeby wgl siedzieć i pracować z umysłem niż spierać się która tradycja jest "prawdziwsza". Zresztą w Polsce i tak mało kto ma dostęp do prawdziwego mistrza Chan, wiec wiekszosc z nas i tak robi jakiś własny miks
