Hej, chciałam zapytac o medytacje z kryształowymi miskami bo ostatnio byłam na sesji i szczerze... troche mnie to rozbiło. Nie żeby działo sie cos złego, ale podczas grania tych misek dostałam takiego dziwnego krecenia w głowie, poczułam ze podłoga pode mną odpływa i przez chwile naprawde nie wiedziałam gdzie jestem. Prowadzaca mówiła ze to "otwarcie" i że dobrze, ale ja wyszłam z tego calkowicie rozklejona i przez resztę dnia nie mogłam sie pozbierac. Czy to normalne? Bo z jednej strony bylo cos pieknego w tym doznaniu, ale z drugiej strony troche sie boje że cos sie we mnie "poluzowało" i nie wiem jak to zamknac.
Znalem jeden przypadek podobny, facet z mojej grupy po pierwszej sesji z miskami tez poczul cos w stylu "rozpadania sie" jak to opisywal. Mowil ze przez tydzien chodził troche obok siebie. Ciekawi mnie jedno - jakie to były miskiS??? Bo kryształowe i metalowe to jednak inne działanie na człowieka, przynajmniej z mojego doswiadczenia. I jaką miałas pozycje w trakcie? leżałas czy siedziałas?
Przepraszam że wchodzę z buta, ale to "otwarcie" to troche za łatwe wytłumaczenie ze strony prowadzącej. To co opisujesz, to deorientacja i hiperwentylacja mogła miec w tym udział, jesli sala była duszna albo medytacja trwała długo. mam na myśli że sam dźwięk mis kryształowych naprawde działa na układ nerwowy, ale "rozlecenie" na cały dzień to już sygnał że organizm był przeciążony, nie "otwarty". Różnica jest istotna.
Jest taki wątek w różnych tradycjach inicjacyjnych że momenty graniczne - dezorientacja, poczucie "rozpadania sie", utrata gruntu pod nogami - mogą byc elementem przejścia. Ale to nie znaczy że każde takie doznanie jest inicjacją i że każdy jest na nie gotowy. Prowadzący ma obowiązek zadbać o domknięcie i uziemienie po sesji, a nie tylko powiedziec "dobrze, to otwarcie". Bez odpowiedniego zamknięcia można sie po prostu potem kręcic przez dni bez zakotwiczenia. Pytanie do was - ta prowadząca robiła cokolwiek z uziemieniem po sesji, czy kończyła na graniu?
Właśnie, uziemnienie po miskach to podstawa i to mnie zastanawia czy ta pani wgl wiedziała co robi. Bo granie misek to nie jest tylko puszczanie dźwięku i czekanie co bedzie - to sie wiaze z polem energetycznym i jezeli ktoś ma otwarte czakry i nie zamknie tego porządnie, no to możne sie "polatywać" dosc długo. Sama bywałam na sesjach gdzie prowadzący na końcu robił coś z uziemieniem przez oddech albo przez kontakt fizyczny ze ziemią i wtedy wychodzilam normanie, a nie jak duch 🙂
Hej, to może głupie pytanie ale czy to "polatywanie" jak mówi Astralis to jest cos groźnego na dłuższą metę? Bo czytałam gdzies (nie pamiętam już gdzie, chyba na jakimś blogu) że sa ludzie którzy po intensywnych medytacjach lub sesjach dźwiękowych wchodzą w takie stany ktore sie przedłużają i przestają funkcjonować normalnie. I teraz się zastanawiam czy to mit czy coś w tym jest bo brzmi dosyc poważnie. Nie chce straszyc, po prostu ciekawa jestem co wy o tym myślicie.
To nie jest mit ale dotyczy to małej grupy ludzi i zazwyczaj sa jakies warunki wstepne - predyspozycje, inne praktyki prowadzone równolegle bez nadzoru, albo bardzo intensywne doswiadczenia na które ktoś nie był gotowy. W tradycjach inicjacyjnych to co opisujesz, dezorientacja i poczucie ze coś sie poluzowało, może byc rzeczywiscie progiem - ale próg to nie jest drzwi które się przechodzi automatycznie i idzie dalej. Ktoś musi ten próg utrzymac i pomoc przejsc. Bez prowadzenia to po prostu stres dla układu nerwowego i nic wiecej. Więc odpowiadajac na pytanie z początku wątku - szaleństwo jako inicjacja to koncepcja istniejąca, ale tylko wtedy kiedy jest ktoś kto wie co robi. Samodzielnie to po prostu chaos.
