Ostatnio siedzę dużo nad tym tematem i zastanawia mnie jedna rzecz. granie na gongu podczas medytacji to nie tylko kwestia relaksu czy wyciszenia bo te wibracje naprawdę cos robią z przestrzenią wokół. i teraz pytanie filozoficzne czy ten rezonans który czujemy to dowód na to ze jestesmy czescią czegoś większego (w sensie panteistycznym, cały wszechświat jako bóg), czy raczej ze jest jakiś byt który obejmuje wszechświat ale go przekracza. bo to nie jest bez znaczenia jak podchodzisz do samej medytacji z gongiem
Nie bardzo rozumiem tego rozróżnienia. czy możesz powiedzieć jak to w praktyce zmienia podejście do medytacji? bo dla mnie gong to gong, siedzę, słucham, coś czuje w klatce piersiowej i tyle 🙂
Dobrze że ktos wreszcie to podniósł bo to fundamentalna różnica. w tradycji wedyjskiej mamy coś bliskiego panenteizmowi, Brahman zawiera świat ale go nie wyczerpuje, jest czymś więcej. natomiast np. w pewnych nurtach taoizmu mamy coś bliżej panteizmu, Tao to jest wszytsko i nic poza tym nie istnieje. i teraz gdy siedzisz przy gongu i czujesz te wibracje, to w jednej interpretacji stapiasz się z samym bogiem-wszechświatem, w drugiej dotykasz tylko jego powierzchni. to nie jest bez wpływu na intencję z jaką siadasz
Ale czy ta różnica filozoficzna naprawdę przekłada się na fizyczne odczucia podczas medytacji? pytam serio, bo mnie numerologia nauczyła że pewne częstotliwości mają swoje przyporządkowania i zastanawiam się czy gong stroją do jakichś konkretnych tonów które by współgrały z jednym albo drugim podejściem
Hmm, ja nie jestem pewna czy dobrze rozumiem, ale czy to nie jest trochę tak, że sama ta rozmowa zakłada że medytacja z gongiem musi prowadzić do jakiegoś odkrycia metafizycznego? bo ja znam ludzi którzy po prostu słuchają i się relaksują i dla nich koniec. nie każdy siada z pytaniem o boga czy nie-boga
Widzę że dyskusja poszła w bardzo konkretną stronę ale mam jedno zastrzeżenie. te dwa pojęcia, panteizm i panenteizm, wywodzą sie z filozofii zachodniej i niekoniecznie pasują jak klucz do zamka do praktyk wschodnich. nakładanie tych kategorii na medytację z gongiem moze być zwykłym intelektualnym nadbbudowywaniem nad czymś co działa niezależnie od tego jak to nazwiemy. nie mówię że to złe, mówię że warto mieć świadomość ze to MY to interpretujemy, niekoniecznie że tak jest
A co jeśli ktoś po prostu nigdy nie słyszał gongu na żywo? bo czytam i czytam i mam takie poczucie że wy wszyscy to gdzieś doświadczyliście, a ja tylko z nagrań na youtubie i szczerze nie wiem czy to w ogóle porównywalne
Na żywo to jest zupełnie coś innego, sama porównywałam. z nagrania słyszysz, na żywo czujesz to dosłownie w żebrach i w głowie. i właśnie dlatego to pytanie o rezonans kosmiczny nie jest absurdalne, bo to bardzo fizyczne doświadczenie, nie tylko słuchowe. ale czy to panteizm czy panenteizm to naprawdę nie wiem, moze ktoś powinien po prostu obie opcje wypróbować z tą samą intencją i zobaczyć co wychodzi 🙂
ja tam nie za bardzo kumam różnicę między panteizmem i panenteizmem żeby sie wypowiadać filozoficznie ale znam gościa co robi regularne sesje z gongiem i mówił że on traktuje to jak strojenie, takie że ciało to instrument który sie rozstraja i gong go przywraca. i w sumie to brzmi bardziej panenteistycznie bo jakby jest jakaś wzorcowa częstotliwość gdzieś poza tobą do której wracasz. albo nie, nie wiem 😀 może się mylę
