Dobra, chcę zapytać o coś czego sama do końca nie rozumiem. Mam w domu jedno pomieszczenie gdzie medytuję od jakichś trzech lat i zawsze mi sie tam wyjątkowo dobrze pracuje z intuicją. Chodzi mi o to ze jak siadam tam do praktyki to mam wrażenie jakby mój umysł przechodził w inny tryb szybciej niż gdziekolwiek indziej. Czytałam kiedyś że takie miejsca mają swoją "herę" - czyli jakby własny język energetyczny, własny charakter który z nami rozmawia. No i zastanawiam sie czy medytacja jest najlepszym sposobem żeby tego słuchać bo ja odnoszę wrażenie że tak - ale nie wiem jak to opisać inaczej.
O, temat w punkt! Też mam takie miejsce i od kiedy zaczęłam tam medytować regularnie to w ogóle inacezj tam wchodzę - już nawet samo przekroczenie progu cos robi. Wydaje mi się że to nie jest tylko nawyk bo jak probowalam w tym samym pokoju robić coś zupełnie przyziemnego to jakaś część mnie sie "wyłącza". Jakby ten pokój pamiętał co sie w nim robi. Czy to możliwe ze pomieszczenie buduje swoją energie przez to co sie w nim odprawia?
Buduje, nie buduje - to zależy co przez to rozumiecie. Fizycznie rzecz biorac to nawyk i warunkowanie, umysł łączy bodziec-miejsce z określonym stanem. Ale jest też druga warstwa - jesli regularnie wpuszczacie tam intencję, skupienie, pracujecie z oddechem, to możliwe że przestrzeń "zbiera" jakiś ślad energetyczny. Nie mówię że to pewnik ale z praktyki wiem że miejsca długo używane do jednego celu poprostu lepiej temu celowi służą. Pytanie do Martusi - czy to pomieszczenie było od początku przeznaczone do medytacji czy stopniowo to sie stało?
Koncepcja "hery" miejsca to ciekawy temat ale trochę nadużywany. W tradycji hellenistycznej hera (genius loci po łacinie) to duch opiekuńczy miejsca, nie tyle energia ile coś bliższe osobowości. Medytacja faktycznie jest jednym ze sposobów na "nawiązanie kontaktu" ale niekoniecznie jedynym. Mam pytanie - czy ktos z was próbował to testować metodycznie, np. medytować w różnych miejscach i porównywać jakość dostępu do intuicji? Bo anegdoty to jedno ale ciekawe czy wzorzec sie powtarza
Hmm szczerze to brzmi trochę jak autosugestia. Jak już urządzisz jeden pokój specjalnie pod medytację i wyobrasz sobie że ma swoją energie to naturalnie twój umysł tam lepiej pracuje bo mu to powiedziałas. Nie mówię ze to zle, bo efekt jest i jest pozytywny - ale czy nie prościej po prostu powiedzieć że stworzyłaś sobie dobry warunek do praktyki?
Przepraszam ze sie wtrącam ale chciałam sie zapytać jak wgl zacząć tworzyć taką przestrzeń jeśli sie niema osobnego pokoju? Mieszkam z rodziną i nie mam żadnego miejsca tylko dla siebie i troche zazdroszczę ze wy macie takie kąty gdzie możecie regularnie siadac. Czy można jakoś inaczej to zbudować?
O, Sliwowa to naprawde ciekawy trop! Mam koleżankę która podróżuje i zawsze wozi ze sobą ten sam mały kamień i ta sama chusta do siedzenia - mówi ze po jakimś czasie te przedmioty stały sie dla niej "bramą" do stanu niezależnie od miejsca. Myślę że to ten sam mechanizm co z pokojem tylko przeniesiony na obiekt. Trochę jak zakotwiczenie NLP.
Zakotwiczenie NLP to akurat dobra analogia. Ale wróćmy na chwilę do sedna tematu, bo mi sie wydaje ze wątek sie rozjeżdża. Mówilyscie o herze jako o czymś aktywnym, jakby pokój komunikował coś przez medytację. To jest inna teza niż tylko "mam dobre miejsce do praktyki". Czy ktos może powiedzieć konkretniej co ta hera według was mówi albo jak sie przejawia podczas medytacji?
Słuchajcie a czy hera to nie jest cos innego niż genius loci? Coś mi mówi że mieszacie dwa różne terminy. Bo gdzieś czytałam ze hera to coś związanego z kobiecą energią miejsca a genius to bardziej ogólnie duch strażnik. Może ktoś wie skąd to pochodzi żebym sie nie gubiła?
To może głupie pytanie ale: jak sie w ogóle odróżnia że sie naprawdę słyszy ten język miejsca od tego ze sie po prostu wymyśla rzeczy w ciszy? Bo jak medytuję to mam różne myśli i obrazy ale nie mam pojęcia czy to "ja" czy coś zewnętrznego. Macie jakiś sposób na to rozróżnienie?
