Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chyba mało kto wprost nazywa podczas medytacji - że to co czujemy kiedy idziemy głęboko w ciszę, to nie jest "nic" ani tylko relaks. Dla mnie to jest kontakt z czymś w rodzaju bóstwa, które jest we mnie. Nie jakieś zewnętrzne bóstwo z religii, ale takie wewnętrzne źródło, boskość ukryta w samym centrum. Zaczęłam to czuć mniej więcej po roku regularnej praktyki - najpierw jako ciepło w klatce piersiowej, potem jako takie poczucie że jestem czymś więcej niż tym ciałem i myślami. Ktoś tu medytuje i miał podobne odczucia? Bo chciałabym pogadać konkretnie o tym jak to osiągać, jak rozróżnić czy to "prawdziwy" kontakt czy tylko wyobraźnia i czy w ogóle da się to jakoś chronić kiedy wchodzi się tak głęboko. 🙂
ojoj, pięknie to opisujesz. To ciepło w klatce piersiowej to właśnie przebudzenie czakry serca i pierwsze sygnały że dotykasz tej wewnętrznej iskry boskości. W tradycjach mistycznych różnych kultur - hinduskiej, sufickiej, chrześcijańskiej mistyce - mówi się o tym samym tylko innymi słowami. Atman, boski płomień, iskra Boża. To nie wyobraźnia, bo wyobraźnia działa inaczej - jest ruchliwa, kolorowa, narracyjna. A to co opisujesz to jest coś spokojnego i bardzo stabilnego prawda? Nie pędzi, nie snuje historii, po prostu jest. Natomiast pytanie o ochronę jest bardzo ważne i dobrze że je zadajesz, bo kiedy otwieramy się głęboko w medytacji faktycznie stajemy się też bardziej przepuszczalni na różne energie.
ojej, ja w ogule nie wiedziałam ze medytacja może dawać takie rzeczy! myślałam że to tylko oddychanie i wyciszanie głowy. to znaczy że każdy może to poczuć czy trzeba mieć jakiś specjlany dar? bo ja medytuję od kilku tygodni i narazie tylko kręci mi się w glowie i ziewam 😀
Przyznam szczerze że mam mieszane uczucia jeśli chodzi o nazywanie doznań medytacyjnych "kontaktem z bóstwem". Medytuję od jakiegoś czasu i prowadzę notatki, porównywałam opisy z różnych źródeł i problem jest taki że te same doznania (ciepło, poczucie rozszerzenia, spokój) są przez jednych interpretowane jako bóg wewnętrzny, przez innych jako aktywacja układu nerwowego przywspółczulnego, a przez jeszcze innych jako kontakt z wyższym ja. Skąd wiemy które wyjaśnienie jest właściwe? Nie mówię że to nie jest wartościowe doświadczenie, bo ewidentnie jest. Ale etykietka "boskość w sobie" to interpretacja, nie fakt
ee, przepraszam ze się wtrącam ale mam pytanie może głupie - ten "bóg wewnętrzny" to jest to samo co dusza? czy coś innego? bo trochę się gubię w tych pojęciach. i co to znaczy że można się "otworzyć na złe energie" podczas medytacji bo to brzmi trochę strasznie szcezrze mówiąc
Słuchajcie, mam cos do dodania bo akurat znam się troche na numerologii i tam jest to powiązane - numer twojej ścieżki życiowej pokazuje do jakiego aspektu boskości masz naturalny dostęp. Na przykład dziewiątka ma bardzo łatwy dostęp do tego co ludzie nazywają boskim współczuciem, jedenastka to mistyczny kanał prawie wprost do wyższej świadomości. Może zanim zaczniesz szukać tego boga wewnętrznego warto sprawdzić swój numer bo to dużo powie o metodzie?
Przy okazji tematu ochrony podczas głębokiej medytacji - w tarocie jest taka karta, Eremita, i ona właśnie pokazuje kogoś kto idzie w głąb siebie z latarnią. Ta latarnia to jest właśnie świadomość którą bierzesz ze sobą w ciemność wnętrza, bez niej można sie po prostu zgubić w tym co się wyobraża a nie w tym co jest. Nie wiem czy to pomocna metafora ale jakos tak to rozumiem
phi, wow, ta metafora z Eremitą jest naprawde swietna, dzieki! ja własnie niedawno zacząlem medytowac i zawsze nie wiedzialem jak myslec o tym co sie dzieje w srodku. ale mam pytanie - jak to jest z ta ochrona w praktyce? tzn co konkretnie sie robi przed medytacja zeby byc "chronionym"? bo czytałem gdzies ze mozna wyobrazic sobie swiatlo ale czy to faktycznie dziala
Dobra, skoro temat ochrony się pojawił to powiem co ja robię bo to może być przydatne. Przed głębszą medytacją zawsze robię coś co nazywam ustalaniem granic energetycznych. To nie musi być skomplikowane. Siadam, kilka spokojnych oddechów, i z intencją wyobrażam sobie że jestem otoczona czymś stabilnym - nie koniecznie "białe światło" bo to dla wielu brzmi banalnie ale raczej poczucie własnej granicy, takiej przestrzeni która jest moja. Jasno "wiem" że zapraszam do siebie tylko to co jest dla mnie dobre. Prosta intencja, nie rytuał z piętnastoma świeczkami. Ale trzeba ją naprawdę poczuć, nie tylko powiedzieć sobie w głowie.
a co to znaczy "poczuć intencję"? bo dla mnie to jest wlaśnie ten problem że nie wiem jak odróżnić kiedy coś "czuję" naprawdę a kiedy tylko sobie wmawiam. przepraszma że może naiwnie pytam ale to mi się wydaje kluczzowe żeby w ogule cokolwiek działało, nie? 🙂
no ale ile czasu to tak właściwie zajmuje zanim się to poczuje bo ja próbowałam kilka razy i albo zasypiam albo się nudzę śmiertelnie i zaczynam myśleć o liście zakupów. jak długo trzeba ćwiczyć żeby w ogóle dotrzeć do tego "centrum" o którym piszecie? bo coś mi mówi że u mnie nic się nie dzieje nigdy
ja mam pytanei może trochę z boku ale - czy jeśli ktoś w życiu był wychowany religijnie to nie ma "blokad" żeby szukać tego boga wewnętrznego? bo u mnie jest tak ze jak zaczynam medytowac głebiej to gdzieś z tyłu głowy pojawia się taki dyskomfrot że to może być "nieodpowiednie" albo zakazane. i nie wiem czy to bariera psychologiczna czy coś energertycznego
To co opisujesz to bardzo częste i naprawdę godne uwagi. Warunkowanie religijne z dzieciństwa może siedzieć bardzo głęboko i nie jest to tylko "w głowie" - to realne napięcia które ciało zapamiętuje. Ale chcę powiedzieć coś ważnego: szukanie boga wewnętrznego nie jest zaprzeczeniem żadnej religii którą znasz. Mistycy chrześcijańscy, żydowscy kabaliści, sufi - wszyscy mówili o tym samym od środka swoich tradycji. To jest inna droga do podobnego miejsca, nie jego zaprzeczenie.
hej, a co jeśli podczas medytacji poczujesz coś co cię przeraża? jak na przykład poczucie że lecisz albo że znikasz? pytam bo miałam raz coś takiego i kompletnie nie wiedziałam czy to dobrze czy źle i od tamtej pory trochę się boję iść głębiej :/
dzieki za to wytłumaczenie, to rozpuszczenie ego brzmi i strasznie i ciekawie jednoczesnie. ale mam pyttanie - czy to doswiadczenie znikania to jest wlasnie ten kontakt z "bogiem wewnetrznym" o ktorym pisałas na poczatku? tzn czy to ta sama rzecz czy cos innego?
ojjj, to poczucie znikania to według mnie moze być kilka różnych rzeczy i tu właśnie jest problem z tym żeby to nazywać "bogiem wewnętrznym". może być deprywacja sensoryczna, może być hipnagogiczne, może być coś innego zupełnie. skąd wiadomo że to akurat kontakt z boskością a nie po prostu dziwny stan neurologiczny?
ok to teraz rozumiem trochę lepiej i jest mi raźniej 🙂 ale nadal nie wiem jak "nie uciekać" kiedy to się zaczyna. u mnie ten odruch jest mocny, jak tylko czuję że zaczynam lecieć to mózg od razu się budzi i po medytacji. czy jest jakiś sposób żeby zostać w tym bez paniki?
ja mam podobny problem jak Celestia ale trochę inaczej - nie tyle że uciekam, co że wogole niewiem czy cokolwiek czuję. siedzę, oddycham, i... nic specjalnego. czy to znaczy że jestem jakoś zablokowana czy po prostu potrzebuję więcej czasu? bo czytam te wasze opisy i trochę mi wstyd że u mnie jest tak pusto
o matko Czeremchaa nie mów ze wstyd, ja tak samo! siedzę i myślę o tym czy dobrze siedzę czy dobrze oddycham czy jestem wystarczająco skupiona i przez to w ogule niema szans na żadne doznanie bo glowa pracuje pełną parą. to jest chyba błędne koło co nie?
no właśnie to błędne koło to jest mój problem od początku. a przy okazji zapytam bo mnie to nurtuje od jakiegoś czasu - czy ten "bóg wewnętrzny" do którego próbujemy dotrzeć to jest coś czego trzeba szukać aktywnie, czy raczej to on/ona/ono szuka nas i my tylko mamy być otwarci? bo jak słucham Cyli to brzmi jakby to była aktywna praca, a jak słucham Sprawiedliwej to brzmi jakby chodziło o poddanie się. co jest prawdą?
dobra bo to jest naprawdę dobre pytanie i chyba nie ma jednej odpowiedzi. z mojego doswiadczenia to wygląda tak - na początku drogi potrzebujesz tej aktywnej pracy, struktury, intencji, bo inaczej umysł po prostu nie wie co robić. ale im dalej w las tym bardziej rozumiesz że ta aktywna praca jest tylko takim rusztowaniem, które w pewnym momencie trzeba zdjąć. i wtedy robi się to poddanie o którym mówi Sprawiedliwa. obie macie rację, tylko w różnych momentach ścieżki
ja chce tu coś dodać do tematu ochrony bo mysle że trochę za szybko to pominęliśmy. numerologia ma coś do powiedzenia w kwestii tego kiedy medytować i kiedy możesz być bardziej narażona na złe energie. dni osobiste liczoone z numerologii nie o to chodzi że to mistyka dla mistyki, to ma praktyczne zastosowanie właśnie do planowania kiedy iść głębiej a kiedy zostać przy powierzchni
