Dobra, muszę napisać bo to mnie nie daje spokoju. Mam ostatnio taki rytuał przed medytacją - palę białą szałwię, przeważnie wietrzę przestrzeń i siadam do sesji. I wszystko ok, normalnie to sobie smells i leci. Ale kilka razy zdarzyło mi się że w środku medytacji - bez żadnego palenia, bez żadnej szałwii w pobliżu - poczułam ten zapach. Wyraźnie, fizycznie, nie żadne tam przywidzenie. Jakby ktoś stał obok z pękiem. Znajoma powiedziała że to może być "wymieszanie energii" z poprzednich sesji ale niewiem, czy to w ogóle ma sens. Ktoś coś takiego miał?
Tak, miałem cos podobnego ale z innym zapachem - u mnie był sandałowiec po sesji z kadzidłem. To było tygodnie po tym jak ostatni raz paliłem. Siedzę, wchodzę głębiej i nagle bam, jakby ktos zapalił. moje pierwsze skojarzenie bylo takie ze to jakis rodzaj zakotwiczenia - ciało zaczyna kojarzyc ten zapach ze stanem medytacyjnym i samo go "generuje". Ale może to za proste wytłumaczenie?
Zakotwiczenie to jest pojęcie z NLP i ma jakieś racjonalne podstawy. Ale żeby "generować" zapach fizycznie? To już inna bajka. Martusia, jak długo po sesji z szałwią się to pojawia? Bo jeśli kilka godzin, to po prostu cząsteczki w otoczeniu. Jeśli tydzień po - to rozumiem, że mówisz o czymś innym.
To może być czakra węchu - nieoficjalnie mówi się że percepcja zapachów bywa związana z czakrą splotu słonecznego albo z trzecim okiem jak jest aktywne. przy głębokiej medytacji to się może otwierać i dosłownie "odbierasz" zapachy z innej warstwy. Białą szałwię palisz od jak dawna regularnie?
Czakra węchu? Pierwszy raz słyszę. Czy możesz podać jakieś źródło bo wydaje mi się że to jest coś co ktoś sobie wymyślił na potrzeby wyjaśnienia? Nie zarzucam, naprawdę pytam, bo takich rzeczy nie spotkałam w żadnym poważnym opracowaniu o czakrach.
Zanim pójdziemy za daleko w spekulacje - warto się zatrzymać przy samym doświadczeniu Martusi. Zapach pojawiający się podczas głębokiej medytacji to nie jest aż tak niezwykłe. Przy pewnym skupieniu zmysły zaczynają pracować inaczej. Ale "wymieszanie energii" to określenie, które znaczy wszystko i nic. Czy ten zapach ci przeszkadzał? Czy był wyraźnie szałwiowy czy tylko podobny?
No to jasne że to zakotwiczenie jest jak Sigilmistrz pisał! Mózg po prostu się przestawił i szałwia = stan medytacyjny, więc jak wchodzisz w ten stan to generuje zapach żeby "pomóc". Słyszałam że w Merkurym wstecznym takie zmysłowe odczucia są zresztą mocniejsze, bo kanały percepcji się jakoś przestawiają. Może stąd teraz ci się to przytrafia?
Dokładnie o to mi chodziło. Martusia, bo to ważne pytanie, skąd wiesz że ten zapach był fizyczny, a nie wewnętrzny? Czy ktoś inny obecny w pokoju też go czuł? Pytam bez złośliwości bo to naprawdę kluczowe do oceny co się dzieje.
To ciekawe. Mąż potwierdził, nawet jeśli niepewnie. Dla mnie to zmienia trochę obraz sprawy. Gdyby to było czysto subiektywne doznanie sensoryczne (jak hallucynacja węchowa albo to zakotwiczenie z NLP) to raczej byłoby tylko twoje. Nie mówię że to na pewno "energia" ale na pewno jest coś do zbadania.
A jak wygląda twój pęk szałwii jeśli można zapytać? Bo słyszałam że ma znaczenie czy jest to szałwia zbierana rytualnie, suszona w określony sposób, czy też kupiona gdzieś w internecie. ta z supermarketu czy taniej strony podobno ma tyle wspólnego z oczyszczaniem co liść laurowy. Może jakość szałwii ma tutaj znaczenie dla tego co zostawia po sobie w przestrzeni?
To jest mit troche. Szałwia jest szałwią. Jasne że lepsza jest ta od kogoś z tradycjją ale ta z netu tez działa. sama używam od paru lat i nie widzę różnicy jakościowej. Natomiast Ewuniaa ma rację że sposób palenia i intencja przy okadzaniu robi różnicę. Czy Martusia robiła to z konkretną intencją czy tak bardziej mechanicznie?
Dobrze że pytacie o intencję bo to jest sedno. Szałwia jako roślina ma swoje właściwości niezależnie od pochodzenia. Ale to co Martusia opisuje, zapach pojawiający się w trakcie głębokiej pracy, dla mnie bardziej brzmi jak rodzaj markera - że weszłaś w przestrzeń, w której ta praca kiedyś się odbywała. Nie "wymieszanie energii" w sensie bałaganu, raczej coś jak echo, ślad miejsca po wielokrotnym rytualnym użyciu. Czy zawsze medytujesz w tym samym miejscu?
ojjj, hej, wlasnie przeczytałem cały wątek, mam pytanie bo mnie to ciekawi. Martusia napisała że zapach pojawia się przy "wchodzeniu głębiej" - to znaczy przy którym etapie mniej więcej? bo ja jak medytuję to mam różne stany i nie zawsze wiem kiedy jestem "głębiej" a kiedy po prostu bardziej zrelaksowany. Czy da się to jakoś rozróżnić praktycznie?
Cała ta rozmowa o zapachu pojawiajacym sie po uzyciu szalwii przy medytacji to ciekawy trop i rozumiem ze Martusia szuka odpowiedzi ale troche mnie niepokoi ze tak szybko wszyscy skaczemy do "energia, czakry, marker przestrzeni". Czy ktos sie zastanowil ze moze poprostu przez kilka tygodni uzywan szalwii do oczyszczania, koc albo dywan wchlonel ten zapach i przy cieple ciala w czasie medytacji po prostu sie uwalnia? To nie neguje calego doswiadczenia, ale zanim nazwiemy cos energetycznym trzeba wykluczyc prozaiczne wyjasnienia. zwlaszcza ze maz tez cos poczul - a fizyczny zapach z tkanin tlumaczyloby wlasnie to
