Ostatnio dużo czytam o bhakti i coś mnie w tym złapało. Odnoszę wrazenie że to w ogule inna kategoria niż zwykła medytacja - bo tu chodzi nie o wyciszenie myśli ale o jakiś stan miłości który sam w sobie jest medytacją? Zastanawiam się czy ktoś tu praktykuje bhakti i czy da się to wogole połączyć z uważność w zachodnim sensie. Bo to chyba kompletnie inne drogi, nie?
No, bhakti to trochę szerszy temat niż tylko medytacja, ale rozumiem o co ci chodzi. Mam takie doświadczenie z lat praktyki, że te drogi mogą się uzupełniać, ale nie zawsze i nie u każdego. Bhakti to oddanie, a uważność to obserwacja - na pierwszy rzut oka jakby sprzeczność, bo w bhakti pogrążasz się w uczuciu, a uważność mówi: patrz na uczucie z dystansu. Ciekawe gdzie cię to zaprowadziło w praktyce?
Ja bym się tu zatrzymała na tym słowie "pole". Bo chyba o to chodzi w tym temacie prawda? Że stan bhakti jakos przenosi się na inne osoby przez jakieś pole? To mnie interesuje bardziej niż same różnice między technikami. Słyszałam o tym ze medytujący w grupie wchodzą w podobny stan ale czy bhakti działa tak samo?
Pole, pole... bardzo lubie jak na forach ezoterycznych pojawia sie sowo "pole" bo zazwyczaj oznacza ze zaraz ktos powie cos nieweryfikowalnego. Nie mowie ze bhakti nie istnieje jako praktyka, bo hinduska tradycja jest stara i bogata, ale to "przenoszenie stanow przez pole" brzmi jak wytłumaczenie wszystkiego i niczego jednocześnie. Czym konkretnie jest to pole? Bo jak nie umiecie tego doprecyzowac to możemy tak siedziec i mowic o wszystkim naraz.
no to jest zwykłe zaraźenie emocjonalne i mamy na to badania z neurologii, nie potrzebujemy pola. Ale rozumiem, mowiłam to z przekasem, nie ze złości. Mnie bardziej zastanawia czy w bhakti w ogole chodzi o przenoszenie czegokolwiek, czy to nie jest bardziej indywidualna droga oddania.
To prawda że zaraźenie emocjonalne to jedno, ale w tradycjach wedyjskich mówi się też o czymś co można by przetłumaczyć jako przestrzeń świadomości nauczyciela czy sanghi, i to jest jednak trochę inne pojęcie. Nie twierdzę że "pole" to dobra nazwa, sama jej nie używam, ale samo zjawisko wpływu stanów w grupie medytacyjnej to coś czego doświadczyłam wielokrotnie i nie do końca tłumaczy to samo zaraźenie emocjonalne. Choć może jestem w błędzie.
o wlaśnie Ramana to dobry przykład. Ludzie siadali przy nim w ciszy i opisywali niesamowite stany. To naprawde ciekawe czy bhakti do konkretnej osoby czy do bóstwa może wywołać cos podobnego samodzielnie, bez fizycznej obecności mistrza. Bo nie wszyscy mają dostęp do takiego nauczyciela.
no ale jak długo trzeba praktykować żeby w ogóle cokolwiek poczuć? bo czytam o bhakti od jakiegoś czasu i nadal siedzę i nic, żadnego stanu żadnego pola żadnego nic. moze to nie dla każdego?
a bhakti to w ogule można praktykować bez bycia hinduistką? bo słyszałam że to jest bardzo zwiazane z konkretną reilgą i bogstwem i jakbym nie miała tego tła to moze to nie ma sensu
dobra ja moze zadam głupie pytanie ale co to w ogule jest ten satsang bo domowik to wrzucił i teraz połowa tematu o tym mówi a ja nie mam pojęcia, jakiś rodzaj medytacji grupowej?
hej, to ciekawe to co mowi Domowik o Ramanie bo mi sie to troche kojarzy z tym co słyszałem ze podobno silnie emocjonalne nastawienie do czegoś czy to bósstwo czy nauczyciel czy cokolwiek, moze amplifikować stany medytacyjne. Jak motor ktory odpala silnik. Ale czy ktos tu faktycznie to testował, nie tylko teorię?
przewinąłem to wszystko i... nie wiem, moze jestem za mało doświadczony żeby się wypowiadać ale wydaje mi się że ta dyskusja między Leokadią a resztą to jest właściwy rdzeń tematu. Bo albo to neurologia i zaraźenie emocjonalne, albo coś więcej. I nie wiem jak rozstrzygnąć.
no to jest super ze sie tu zgadzacie w tym miejscu bo troszkę bałem sie ze to bedzie kłotnia, serio wielkie dzięki za ten watek wszystkim bo takich rozmow szukałem od dawna. Ale mam pytanie bo jestem troche zmieszany, to bhakti jako medytacja ma jakies konkretne kroki do wykonania czy to bardziej nastawienie ogolne?
żeby odpowiedzieć Gerwazymu na to pytanie o konkretne techniki bo rzeczywiscie może sie to gubić w tej dyskusji, to bhakti niema jednej formy. Może to być kirtan (śpiewanie mantr, często grupowo), japa (powtarzanie imienia bóstwa czy mantry na różańcu), puja (oddanie przez gesty, kwiaty, ogień), albo wlasnie po prostu siedzenie z uczuciem. To ostatnie jest chyba najtrudniejsze do przekazania bo jak komuś powiedzieć "siedź i kochaj"?
o wow, czyli to nie jest jedna technika tylko cały zestaw? Domowik wielkie dzięki bo myślałem ze to po prostu jakaś jedna konkretna medytacja a tu proszę. Ale to śpiewanie mantr to nie jest chyba łatwe bez znajomości sanskrytu? Albo można po polsku jakoś?
ale wracając do tego co Domowik pisał o siedzeniu z uczuciem, bo to mnie najbardziej zastanawia. Jak w ogóle można "wytworzyć" miłość albo oddanie na żądanie? Bo ja jak próbuję siedzieć i "kochać" to zaczynam myśleć co zjeść na obiad. Dosłownie
no wlasnie bo jak dla mnie to brzmi tak samo nieokreślenie jak wszystko inne. zapraszasz, podsycasz, rozszerzasz, to są metafory a nie instrukcja. serio nie ma czegoś konkretnego typu: siedź tyle minut, skup się na tym i tym, poczujesz to i to?
właśnie to mnie zastanawia w tym porównaniu bhakti z satsangiem i z tym przenoszeniem stanów przez obecność. Bo jeśli to działa gdy siedzi się z mistrzem, to czy nagranie jego głosu, albo zdjęcie, albo wyobrażenie może dawać podobny efekt? Czytałem gdzieś że uczniowie Ramany mieli jego fotografię i to miało im pomagać. Ale to już brzmi jak... nie wiem jak cos na granicy
