Hej, chciałam zapytać bo ostatnio sporo o tym czytam - czy ktoś próbował medytować z intencją kontaktu z konkretnym archetypem? Mam na myśli takie podejście jungowskie, gdzie np. wchodzisz w ciszę i zapraszasz do rozmowy Cień albo Animę. Pytam bo sama jestem w dość trudnym miejscu zawodowo, takie klasyczne wypalenie po kilku latach robienia nie swojego, i gdzieś trafiłam na info że medytacja archetypiczna może pomóc dotrzeć do tego co naprawdę chcesz robić w życiu. Ale nie wiem od czego zacząć, czy to w ogóle działa i czy to nie jest za trudne dla kogoś kto medytuje dopiero od jakichś 6 miesięcy.
Temat ciekawy ale trochę mnie dziwi ze wrzucasz to razem. Bo medytacja jako taka i praca z archetypami to jednak dwie różne rzeczy - można je łączyć, jasne ale bynajmniej nie jest tak że siadasz i "zapraszasz Cień" jak by się szło na herbatę. Jung pisał o archetypach jako o strukturach nieświadomości zbiorowej, nie jako o bytach z którymi się gada. Znaczy, różne szkoły różnie to traktują, ale chcę żebyś wiedziała w co wchodzisz. Co dokładnie czytałaś o tej medytacji archetypicznej?
Mam notatki z kilku różnych podejść do tego i powiem szczerze że to zależy mocno od szkoły. Są takie metody jak active imagination u Junga, gdzie rzeczywiscie wchodzisz w rodzaj wewnętrznego dialogu z postaciami psyche. Nie nazwyłbym tego "rozmową z siłami" bo to brzmi bardziej szamanistycznie niż analitycznie ale efekty mogą być podobne - docierasz do warstw którrych na co dzień nie słyszysz. Przy wypaleniu zawodowym to ma sens, bo wypalenie często jest sygnałem że jakaś część ciebie jest tłamszona. Pytanie do ciebie - czy masz jakiś konkretny archetyp w glowie, czy chodzi ci o ogóle kontakt z tym co Jung nazywał Jaźnią?
O rany, ja to robiłam przez jakiś czas i musze powiedzieć ze pierwsze sesje były dziwne ale potem coraz bardziej miało to sens. Przy wypaleniu szczegolnie polecałabym medytacje z Wojownikiem albo Mędrciem bo to archetypy zwiazane z celem i sensem działania. Chodzi o to żeby w medytacji wyobrazić sobie tą postać i zapytać ją co chcesz wiedziec. Trochę jak guided visualization tylko bardziej ukierunkowane. Sama robiłam to kiedy stałam na rozdrożu i dostałam dość jasny obraz co powinnam zmienić. Działa 🙂
Wchodze w temat bo sama byłam wypalona jakoś dwa lata temu, strasznie, taki moment kiedy rano budzisz sie i myslisz o matko znowu to. I nie robiłam żadnego Junga ani nic takiego, poprostu zaczełam chodzić na medytacje grupowe w jednym centrum w moim miescie i to pomogło. Nie wiem czy to były archetypy czy co, prowadząca mówiła o "wewnętrznym głosie" i o słuchaniu siebie. Może to to samo co piszecie tylko inaczej nazwane??? Zastanawiam sie czy ta konkretna nazwa robi różnicę.
Powiem krótko - robi różnicę. Bo jeśli wiesz z jakim symbolem pracujesz to możesz to usystematyzować i śledzić. A jak po prostu "słuchasz siebie" to nie wiesz co słyszysz i po co. Nie żeby jedno było lepsze ale jak ktos jest w wypaleniu i chce konkretnych odpowiedzi to lepiej mieć jakiś framework niż siedzieć i czekać na inspirację.
przepraszam ze sie wtrącam bo to chyba ponad moje pojęcie ale chciałam zapytać - co to znaczy archetyp? czytałam że to jakieś wzorce ale nie do końca roozumiem jak sie to łączy z medytacja. Chodzi o to że wyobrażasz sobie jakąś postać i z nia gadasz?
Ale skąd wiadomo że to archetyp a nie poprostu własna wyobraźnia? Serio pytam bo jak mam oceniać czy to co widzę w medytacji to cos "głębszego" czy po prostu wymyśliłam sobie faceta w kapturze bo wczesniej oglądałam serial
okej ale ile czasu to zajmuje żeby w ogóle cokolwiek poczuć? Bo słuchałam o medytacji ze trzeba miesięcy i lat i trochę mnie to zniechęca. Przy wypaleniu potrzeba czegoś szybciej nie?
Miałam to samo pytanie właśnie. Trochę boje sie że zacznę, nic się nie stanie i po prostu uznam ze to nie dla mnie. Anastazy, a ta active imagination to jak długo trwa taka jedna sesja? 🙂
u mnie zwykle 20-30 minut ale pierwsze kilka razy było znacznie krócej bo po prostu nie wiedziałem co robię i przeyrwałem za wcześnie. Zacząłem od wyobrażenia sobie miejsca, coś w rodzaju wewnętrznego krajobrazu, i czekałem kto albo co sie pojawi. Nie wymuszałem konkretnego archetypu. To ważne zdaniem kilku źródeł które sprawdzałem - nie zapraszaj z góry ustalonej postaci, daj nieświadomości wybrać. Co do czasu - ja cokolwiek poczułem po trzeciej albo czwartej sesji ale to naprawde indywidualne
Czytam ten wątek od początku i chcę dodać jedno - przy wypaleniu jest taka pułapka, że zaczynasz medytować oczekując że to naprawi twoje życie zawodowe i jak nie naprawia od razu to rezygnujesz. Byłam w tym miejscu. Bardziej mi pomogło podejście że medytacja to nie jest lek na wypalenie tylko przestrzeń żeby usłyszeć co naprawdę myślisz o swojej pracy. I dopiero z tym co usłyszałam mogłam coś zrobić.
A czy ktos próbował łączyć to z kartami tarota? pytam serio bo widziałam technikę gdzie przed medytacja archetypiczną ciągniesz kartę żeby "wyznaczyć" z jakim archetypem pracujesz danego dnia. Trochę mi sie to podoba bo daje jakiś punkt wyjscia, nie trzeba siedzieć i czekać co sie pojawi. 🙂
Wracając do wypalenia zawodowego, bo to dla mnie najważniejszy wątek tutaj - te wszystkie techniki są fajne, ale zastanawiam sie czy ktoś może powiedzieć co konkretnie zmieniło sie po takich medytacjach w kwestii pracy? Nie "czułam spokój" tylko co realnie się zmieniło. Bo jestem sceptyczna że medytacja z archetypem da mi odpowiedź co zrobić ze swoim życiem zawodowym, a własnie tego potrzebuję.
