ha, słuchajcie, od jakiegoś czasu interesuje mnie temat Agarthi i zastanawiam sie czy można do niej "dotrzeć" przez medytację. Wiem że to brzmi dziwnie ale chodzi mi o coś konkretnego - razem z partnerem mamy od jakiegos czasu uczucie totalnego rozłączenia, jakby każde z nas żyło w innej bańce. Gdzieś czytałam że w tradycjach wedyjskich wewnętrzna ziemia to nie tylko mit geograficzny ale rodzaj przestrzeni świadomości do której para może razem wchodzić. Czy ktoś ćwiczył jakieś medytacje przeznaczone dla dwojga osób nastawione na tego rodzaju połączenie? Chodzi mi o coś głębszego niż zwykła relaksacja razem na kanapie 🙂
och, agartha i medytacja pary to połączenie nieoczywiste, ale rozumiem skąd to przyszło. W tradycji teozoficznej Agartha jest opisywana jako centrum ziemi ale też jako archetypiczna przestrzeń gdzie zbiegają się wewnętrzne ścieżki różnych istot. Czy to znaczy że dwie osoby mogą tam "spotkać się" razem? Powiedzmy tak: mogą wejść w zbieżny stan świadomości który niektórzy interpretują właśnie tym symbolem. Ale zanim zaproponuję cokolwiek konkretnego - powiedz mi czy wy w ogóle meditujecie razem czy chodzi ci o pierwszą próbę?
Przyznam szczerze że Agartha w kontekscie medytacji par brzmi dla mnie jak bardzo poetyckie opakowanie na coś co można by nazwać po prostu: medytacja synchronizująca. Nie mówię że źle, po prostu zastanawiam sie czy przywiązanie do tej konkretnej mitologii coś realnie zmienia w praktyce czy to bardziej rama narracyjna. Plejadka - co was rozłączyło, jeśli można spytać? Bo to może miec znaczenie przy doborze techniki.
Ojej, to jest bardzo ciekawy temat! Ja dopiero zaczynam z medytacją ale mam pytanie - czy ta Agartha to dosłownie jakieś miejsce do którego sie "idzie" w transie czy to metafora? Bo czytałam różne rzeczy i jedni pisza że to cywilizacja pod ziemią a inni że to stan umysłu. troche sie pogubiłam 🙂
Słyszałem o medytacjach dla par gdzie jedna osoba prowadzi a druga podąża i to ma sens, w rytuałach to samo - jest prowadzacy i jest odpowiadający. Ale żeby konkretnie agartha, wewnetrzna ziemia... czemu akurat ta mitologia? @Plejadka71 powiedz jedno - czy twój partner w ogóle jest otwarty na takie tematy czy to ty ciaagniesz a on jedzie za tobą? Bo to fundamentalnie zmienia czy takie praktyki mają szansę zadziałać.
ja rozumiem to "ciche odpływanie" doskonale, my z mężem przez rok byliśmy jak dwa statki na tym samym morzu ale w ogóle sie nie widząc haha. Nas uratowało coś prostego - po prostu siadaliśmy razem bez telefonu i patrzylismy na świecę. Ale to moze za mało na to co wy potrzebjuecie. Plejadka czy wy macie jakieś wspólne duchy? Czyli coś w co oboje wierzycie, jakaś wspólna mitologia?
dopiszę sie do Was ale mam pytanie troche z boku - czy to jest bezpieczne? Tak głęboka medytacja we dwoje? Bo kiedyś czytałam że przy pewnym poziomie transu można stracić granice własnego ja i trudno mi ocenić czy to zdrowe z inną osobą razem..
jezynka, rozumiem obawę ale trochę przesadzasz z tym "traceniem granic ja". Medytacja synchronizująca to nie jest fuzja psychiczna. Chyba że mówimy o naprawdę głębokich stanach transowych bez doświadczenia, ale wtedy po prostu nie zaczynasz od najgłębszych technik. poza tym wiekszosc praktyk dla par jakie znam jest dość miękka jeśli chodzi o głębokość - bardziej chodzi o wspólny rytm oddechu i wyobraźnię niż o pełny trans.
Słyszałam o czymś co się nazywa "medytacja ziemi" albo "wspólne uziemienie" i podobno polega na tym że oboje siedzicie dotykacie sie wzajemnie stopami albo plecami i wyobrażacie sobie że jesteście jednym drzewem schodzącym korzeniami do głębi ziemi. Czy to nie jest właśnie to o czym tu mówicie? Bo Agartha jako głębina ziemi pasuje do tego obrazu...
Szczerze? Efekt zależy od tego co po medytacji. jeśli skończycie, wstaniecie i każde idzie do telefonu, to żadna Agartha wam nie pomoże. Medytacja otwiera przestrzeń ale wy musicie w nią coś włożyć. Widziałem pary które robiły razem rytuały przez miesiace i nic, bo rytuał zastępował im rozmowę zamiast do niej prowadzić.
no ale jak długo trzeba to robić żeby poczuć efekt? pytam serio bo znam kilka technik i zawsze po tygodniu cos mi mówi że nic sie nie dzieje i rzucam. Czy z taką medytacją parową jest podobnie że na początku nic a potem nagłe otwiera sie coś czy odwrotnie?
trochę z boku - czytałem gdzies że Agartha ma związek z przejściami osiowymi, coś ze ścieżkami przez wnętrze ziemi które łączą różne miejsca na powierzchni. Nie wiem jak to działa w praktyce ale pomyslałem że może w medytacji pary to by oznaczało coś jak szukanie wspólnego przejścia, czyli miejsca gdzie sie wasza energie krzyżują? Może to głupie, nie jestem ekspertem.
ok, to rozumiem inaczej. Nie miałam na myśli że medytacja to ucieczka od rozmowy w każdym przypadku, raczej że NIEKTÓRZY tak to stosują. Jeśli u ciebie brakuje właśnie tej ciszy przed rozmową a nie samej rozmowy, to ma sens. Ale mam pytanie praktyczne - czy wy w ogóle kiedyś siedzieliście razem po prostu nic nie robiąc? Bez jakiegoś celu, bez żadnej techniki?
o ja tu chce wejść bo to ważne co Zawilec pyta. My z mężem zauważliśmy że najtrudnijesze jest wlaśnie nic nie robienie razem, zawsze musi być jakiś powód żeby siedzieć obok siebie - film, kolacja, rozmowa o dzieciach. Jak nie ma powodu to od razu jest dziwnie i każde gapi sie w telefon haha. Może dlatego ta medytacja z jakimś obrazem jak Agartha w ogóle działa bo daje pretekst żeby być razem bez "po co".
ale to trochę smutne nie? że potrzebujemy pretekstu żeby po prostu być ze sobą. Choć z drugiej strony może tak po prostu jest i nie ma co z tym walczyć tylko to wykorzystać. Mam pytanie do Plejadki - czy wy próbowaliście już razem czegokolwiek w stylu medytacji czy to będzie pierwsze podejście? Bo może zanim w Agarthę to coś prostszego najpierw? :/
