Siedzę ostatnio dużo z tekstami advaity i coraz bardziej widzę jak bardzo to się splata z tym co czuję podczas głębszej medytacji. Ta koncepcja że ja i wszystko wokół to jedno Brahman, że odrębność jest tylko złudzeniem, maja - to mi się jakoś naturalnie potwierdza w stanach ciszy. Ale mam jedno pytanie do was: czy ktoś z was pracuje z niedualością świadomie, jako praktyką, a nie tylko filozofią? Bo czytanie to jedno, a to co się dzieje w polu energetycznym to zupełnie co innego. Zwłaszcza teraz, przy zmianie sezonu, czuję jakieś przesunięcia których wcześniej nie doświadczałam.
Ciekawy temat. Mam pytanie bo nie jestem pewny - advaita to jest konkretna szkoła wedanty, tak? Bo pojęcie niedualności spotykam w różnych miejscach, w zen, w dzogczen, u Eckharta Tolle'go i nie zawsze wiem czy mówimy o tym samym. Co według ciebie odróżnia advaitę od innych podejść do niedualności?
Hmm, nie chce gasić entuzjazmu ale mam pewien problem z tym jak to się tu łączy. Advaita to bardzo konkretna tradycja filozoficzna, wymaga lat nauki, znajomości sanskrytu idealnie, pracy z nauczycielem. I mam takie poczucie że w środowiskach ezoterycznych często robi się z tego coś w rodzaju: medytuję, znikam w bieli i to jest niedualność. Nie mówię że tak jest tutaj ale czy ktoś naprawdę pracuje z tym tradycyjnie, czy raczej z inspirowaną advaitą miksturą własnych przekonań?
hmm, to ciekawe co Dobrochna pisze, bo sam się nad tym zastanawiałem. Czy doświadczenie medytacyjne jest tym samym co rozumienie advaity? Bo z jednej strony Ramana Maharshi sam doszedł do realizacji bez żadnego nauczyciela i formalnej nauki, a z drugiej inni mistrzowie mówią że bez przygotowania filozoficznego łatwo o złudzenia. Ktoś ma zdanie?
Ja sie troche gubie w tej rozmowie 🙂 bo nie znam sie na advaice tak szczrze. Ale czułam cos podobnego do tego o czym Kunzyt.ka pisze, te przesunięcia przy zmianie pory roku. Teraz na jesień szczególnie sprawia to wrażenie jakby pole energetyczne jest jakby gęstsze, trudniej mi wchodzić w cisze w medytacji. Czy to ma jakis zwiazek z tym o czym mówicie?
pole morfogenetyczne Ziemi? To już jest zupelnie inne pojęcie, Sheldrake, biologia. Mieszasz tu trzy różne systemy i niestety to właśnie to mam na myśli. Advaita, pola morfogenetyczne i pole energetyczne - to nie jest to samo i łączenie tego w jeden koktajl robi filozoficzny zamęt.
O matko ale ciekawy wątek! Ja też od jakiegoś czasu siedzę z medytacją i rzeczywiście jesień to dla mnie trudniejszy czas, jakby coś sie zacieśniało w głowie zamiast otwierać. Ale to co Dobrochna pisze jest ważne chyba, bo sama też czasem nie wiem czy doświadczam czegoś głębokiego czy tylko mam ciekawe wizje i mi sie wydaje że to musi być coś wielkiego 😀
Zostawię filozofię boku na chwilę i zapytam praktycznie. Czy ktoś z was ma konkretną technikę medytacyjną która jest związana z advaitą? Bo klasyczna praktyka to Jnana joga, wichara, samobadanie, pytanie kim jestem. I to jest coś bardzo specyficznego, zupełnie innego niż np. obserwacja oddechu czy praca z ciałem. Ktoś to stosuje regularnie?
Przeczytałam całą rozmowę i jestem troche przytłoczona szczerze. Nie znam advaity prawie wcale, czy żeby zacząc mdeytować w tym kierunku to trzeba najpierw dużo czytać? Czy można po prostu siąść i spróbować tego pytania kim jestem bez całego filozoficznego bagażu?
ej, hmm muszę powiedzieć że Dobrochna ma tutaj sporo racji. Poza tym ten wątek o sezonowych zmianach pola energetycznego mnie trochę sceptycznie nastraja, bo brzmi jak tłumaczenie dlaczego medytacja idzie gorzej, takie przerzucanie odpowiedzialności na kosmos. Może po prostu jesień to czas kiedy więcej siedzimy w głowie, jest ciemniej, jesteśmy zmęczoniejsi, i to wyjaśnia trudności bez potrzeby pól morfogenetycznych?
Właśnie! Ja też tak myślę jak Wegka że jedno nie wyklucza drugiego. A wracając do medytacji i advaity, to mnie ciekawi coś innego. Jeśli wszystko jest jednym Brahmanem, to po co wogole medytować? Bo to sugeruje że już jesteśmy tym czym mamy być, prawda? Ktoś mi kiedyś powiedział że to jest właśnie paradoks tej ścieżki. :))
No właśnie i to jest absolutnie kluczowe co Arbogi mówi. Medytacja w advaicie to nie jest droga do celu, to raczej rozpuszczanie iluzji że droga jest potrzebna. Ale rozumiem że to brzmi jak paradoks i dla kogoś kto zaczyna to może być frustrujące.
OK ale to nadal nie odpowiedziałam na moje pytanie 🙂 czy moge po prostu siąść i spróbwać tego pytania "kim jestem" bez czytania całego Śankary? Jakos tak rozumiem że tak, ale chcę się upewnić bo nie chce zrobić czegoś źle
To co Lunella.ka opisuje to chyba najczęstszy strach przed tymi głębszymi praktykami w ogóle. Że się zrobi coś nie tak. A mi się zdaje że właśnie w advaicie ten strach jest częścią tego co badasz, bo kto się boi? Kto chce zrobić dobrze?
tak jak napisałem wczesniej, u mnie to pytanie zaczelo żyć własnym życiem po jakims czasie. nie tyle ze znalazłem odpowiedź ale że pytający zaczął sie gdzies gubić. niewiem czy to dobry znak czy zły szczrze mowiac
Wracam do tej kwestii sezonowej bo nie daje mi spokoju. Rozumiem że Wegka i inne osoby czują coś fizycznie przy zmianie pory roku, ja też czasem mam gorsze okresy jesienią. Ale czy naprawdę uważacie że to ma związek z advaitą i niedualnoscia? dla mnie to są dwie zupełnie różne rozmowy prowadzone jednocześnie i trochę to miesza.
Oj Dobrochna ale to trochę surowe 🙂 Chyba można jednocześnie rozumieć że warunki są iluzją I przyznać że ciało reaguje na zmiany sezonowe? Ja np. zawsze gorzej śpię na przełomie lato-jesień i to przekłada sie na wszystko, też na medytację. To nie jest wymówka tylko obserwacja
Nadrabiam ten temat od początku i mam jedno pytanie które mnie nurtuje. Piszecie o tym że Jaźń, Atman, jest nieporuszona i zawsze ta sama. Ale jeśli tak jest, to skąd w ogóle bierze się poczucie że medytacja nam w ogóle pomaga albo zmienia cokolwiek? Komu pomaga skoro Ja jest niezmienne? Pewnie to naiwne pytanie ale naprawdę chcę zrozumiec.
