Wróciłam ostatnio do rytuału, który robiłam jakieś dwa lata temu. I zauważyłam coś, co wtedy mnie zaskoczyło, a teraz rozumiem inaczej. Miałam dosłownie kwadrans, zrobiłam wszystko po łebkach - skróciłam medytację wstępną, ominęłam część wizualizacji, świeczki zapaliłam w złej kolejności. I ten rytuał zadziałał. Szybciej niż te, które robiłam z pełnym przygotowaniem. Tylko że zadziałał... dziwnie. Nie katastrofalnie, ale nie tak jak planowałam. Jakby intencja dotarła, ale bez żadnej precyzji. Zastanawiam się, czy to kwestia pośpiechu, który zmienił "kierunek" zaklęcia, czy może byłam wtedy w jakimś szczególnym stanie, który wzmocnił sam rdzeń intencji kosztem formy.
No właśnie, to jest cos o czym rzadko sie mówi wprost. Forma rytuału to jakby ramy - trzymają intencje w okreslonym kształcie. jak pominiecie ramy albo je skrzywicie, intencja i tak gdzies poleci, tylko nie wiadomo gdzie. Mnie sie to zdarzyło raz z zakleciem ochronnym i efekt był... hmm, powiedzmy ze bardzo selektywny. Chronilo mnie ale tylko w jednym aspekcie zycia, nie tam gdzie potrzebowałam. Skąd wiesz ze to był efekt pospiszechu a nie na przykład tego ze twoja intencja była podzielona albo niespójna?
Ten "szum" to naprawdę trafne słowo. W numerologii jest coś takiego jak wibracja kontekstu - energia momentu, w którym coś robisz, miesza się z energią intencji. Jeśli twój stan wewnętrzny to "szybko, bo nie mam czasu", ta właśnie wibracja wchodzi do rytuału jak dodatkowy składnik, którego nie zaplanowałaś. Pytanie czy to zawsze źle. Może czasem ta pilność daje energię, której brakuje przy rytuałach robionych "poprawnie, ale bez ognia"?
A jak w ogole rozpoznac ze zaklecie zaczyna dzialac w niekontrolowany sposob? Bo czytam o tym efekcie "poszło nie tam" i zastanawiam sie, czy to zawsze jest oczywiste czy mozna to przegapic. Pytam serio bo sama miałam sytuacje gdzie cos zadziałało ale dopiero po czasie zrozumiałam ze to był skutek czegos co robiłam wczesniej - i to nie do konca w zamierzonym kierunku. Troche mnie to teraz niepokoi jezeli mam byc szczera 🙂
Najczęściej nie jest to oczywiste od razu. Zwykle rozpoznajesz to po tym, że rzeczy zaczynają się układać, ale nie tam gdzie chciałaś. Albo jeden aspekt sytuacji zmienia się gwałtownie, a inne zostają nieruszone. Widziałam też przypadki gdzie rytuał zrobiony pospiesznie "rozsypywał się" na kilka małych efektów zamiast jednego konkretnego - jakby energia poszła w kilka stron jednocześnie. Nie zawsze jest to od razu nieprzyjemne, ale potem trudno to pozbierać w całość.
Bo emocja jest silniejsza niz forma. jak jestes w autentycznym napieci, twoja energia jest skoncentrowana inaczej niz przy "zaplanowanym" rytuale. To nie jest zawsze dobra koncentracja ale jest intensywna. Pytanie tylko czy intensywnosc bez precyzji to cos co chcesz puszczac w swiat - bo pozniej mozna sie zdziwic co wraca.
przepraszam ze wchodze z takim podstawowym pytaniem ale nie bardzo rozumiem - co to znaczy ze zaklecie działa "niekontrolowanie"? czy ono moze zrobic cos zlego samo z siebie, czy chodzi tylko o to ze nie spelnia sie dokladnie to co sie chciało? bo troche sie boje ze zle rozumiem ten temat
aaa okej to ma sens. i to moze sie zdarzyc wlasnie dlatego ze rytuał był pospieszny? czy zawsze jak sie cos robi niedokładnie, nawet bez pospieszchu?
Nie zawsze przez pośpiech - można zrobić rytuał wolno, dokładnie, z pełnym przygotowaniem i dostać efekt uboczny, bo intencja była źle sformułowana. Pośpiech to jeden z czynników, ale nie jedyny. Pospiesznie zrobiony rytuał z bardzo jasną i prostą intencją może zadziałać lepiej niż długi, ceremoniałny, ale z intencją pełną wewnętrznych sprzeczności. Forma nie zastąpi klarowności tego, czego naprawdę chcesz.
Słucham tej rozmowy z ciekawością, bo jestem dość sceptyczna wobec całej tej mechaniki rytuałów. Ale jedno mnie tu zastanawia - czy wy w ogóle macie jakies powtarzalne obserwacje, czy to zawsze jest interpretacja po fakcie? Bo z zewnątrz wygląda to trochę tak, że jak zadziałało to "bo intencja była czysta", a jak nie zadziałało to "bo forma była zła" albo "bo pośpiech". Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam - jak odróżniacie jedno od drugiego? Bo dla mnie to brzmi jak tłumaczenie wszystkiego wszystkim.
Ja mam inną obserwację. Przez kilka miesięcy robiłam notatki po każdym rytuale - kiedy, co, w jakim stanie byłam. I te "pośpieszne" miały jeden wspólny mianownik: robiłam je bo naprawdę musiałam, bo sytuacja tego wymagała. A te "spokojne i zaplanowane" często wynikały z rutyny albo z tego, że "no, czas by coś z tym tematem zrobić". I zastanawiam się, czy klucz to nie pośpiech, ale pilność potrzeby która za nim stoi. Horoskopy zresztą też to pokazują - Merkury w tranzycie potrafi wymusić działanie zanim jesteś gotowa 🙂
No ale to rodzi kolejne pytanie - jesli pilnosc i autentyczna potrzeba sa kluczowe, to czy forma rytuału w ogole ma znaczenie?? Czy mozna by dosłownie powiedziec słowa intencji bez zadnych swiecek, ziol, faz ksiezyca i dostac podobny efekt? Bo jesli tak to po co w ogole to wszystko 😮
Forma ma znaczenie ale chyba inaczej niż zwykle sie o tym myśli. Z perspektywy pracy z energią - rytuał to sposób na skierowanie uwagi i oddechu w jedno miejsce. Forma pomaga umysłowi wejsc w odpowiedni stan. Jak pomijasz forme, musisz miec bardzo silna zdolnosc do skupienia bez zewnetrznych pomocy. Jesli ja masz, mozesz sobie odpuscic swiecczki. Jesli nie - forma jest twoja kotwica. Pospiech niszczy forme, ale jesli jednoczesnie jest na tyle intensywny ze skupia cala uwage na jednym punkcie, moze zastapic forme czyms rownie skutecznym. Tylko brutalniejszym.
