Zaczęło się od tego, że mam problem z wykonywaniem standardowych rytuałów - trochę kłopotów z ruchomoscia rak, więc fizyczne ukladanie czegokolwiek na ołtarzu, zapalanie świec mieszanie ziol, to wszystko jest dla mnie albo uciazliwe, albo niemożliwe. Zacząłem się zastanawiać czy samo wypowiadanie słów - konkretnych, celowyh zdań - może działać jako rytuał samo w sobie. A potem przyszło mi do głowy coś innego: co z cytatami? Mam na myśli cytaty z ksiazek, wierszy, filozofii coś, co ktos napisał z zupelnie inną intencją, ale treść pasuje do tego czego chcę. czy coś takiego w ogóle mżoe zadzialac, skoro slowa nie są moje?
To ciekawe pytanie, bo dotyka czegoś, o czym rzadko się rozmawia wprost. Słowa w magii słownej nie działają dlatego, że są "twoje" w sensie autorstwa - działają dlatego, że wkładasz w nie intencję i skupienie. Pytanie jest raczej inne: czy dany cytat niesie ze sobą znaczenie, które pokrywa się z tym, czego chcesz? Bo jeśli bierzesz zdanie wyrwane z kontekstu i próbujesz przypiąć do niego coś, czego tam nie ma, to masz problem nie z autorstwem, tylko z niespójnością.
Mnie bardziej zastanawia to, skąd w ogole pochodzi ten cytat i kto go napisal. Szymborska versus nie wiem, jakiś fragment z Crowleya to jednak inna para kaloszy pod wzgledem tego, co te słowa za sobą ciągną. Są teksty, które maja za soba dziesiątki lat intencji wielu ludzi - modlitwy, zaklęcia, mantry - i są słowa napisane przez poetkę dla poetyckiego efektu. Czy jedno i drugie działa tak samo?
Scetpycznie patrzę na cala tę rozmowe ale mam jedno pytanie, bo mnie rzeczywiscie zastanawia: jeśli zakladacie, że slowa mogą dzialac magicznie, to czy chodzi wam o jakiś mechanizm wpływu na rzeczywistosc zewnętrzną czy raczej o wplyw na siebie samego? Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy i wydaje mi sie, że często miesza sie je w jedną.
Wracając do pytania Astrolaba - użyłam fragmentu "Nic dwa razy". Kontekst był taki, że chicałam zamknąć pewien etap i zaznaczyć że coś się skończyło bez powrotu. I tamten wiersz mówi o tym, że chwile są jednorazowe, że nie ma powtórzeń. Dla mnie miało to sens. Ale Bylica mam do ciebie pytanie: czy według ciebie w takim przypadku liczy się to, że ja znam cały kontekst wiersza, czy wystarczy że dana fraza działa na moją wyobraźnię?
No dobra zatrzymałabym sie przy tym, co powiedziała Granacik bo to jest sedno. Słowa nie są neutralne - niosa za sobą cala warstwe tego co zbudowały przez użycie. Mantrę Om santih śantih santih recytują ludzie od tysięcy lat z konkretna intencja skupienia i wyciszenia. kiedy ją wypowiadasz wchodzisz w pewien rodzaj zbiorowego śladu. Wiersz Szymborskiiej tego nie ma - ma piękno i precyzje, ale nie ma magicznego "zużycia". pytanie, czy to wada, czy po prostu inna jakosc.
A nie możesz po prostu napisać wlasnych slow? Wiem że to brzmi prosto, ale zawsze mi mówiono że wlasne slowa maja wieksza moc, bo są twoje czemu w ogole brac cudze?
Wczytuję się w tę rozmowę i zastanawiam się, czy ktoś próbował pracowac z cytatami z tekstów stricte magicznych - nie ze współczesnej poezji ale np. z Corpus Hermeticum, z Kluczy Salomona, z tekstów gnostyckich? Bo tam slowa były pisane z konkretną intencją magiczną i niosą ten "ślad", o ktorym mówi Astrolożkaa. To by było coś pomiędzy cytatem a zaklęciem.
Ja mam takie skojarzenie i nie wiem, czy trafne - czy to nie jest podobne do tego jak dziala afirmacja? Tez bierzesz cudze lub gotowe slowa, powtarzasz je z intencja i mają coś zmieniac moze cytaty to po prostu afirmacje z historia?
Wlasnie Dzidka81 trafila w to, co malem w głowie. Afirmacja mowi "jestem silny i spokojny". Cytat, który mam na mysli moze mówić to samo, ale przez obraz, przez metaforę, przez coś co dziala na innym poziomie niż bezposrednie stwierdzenie. I chyba dlatego pytam, bo dla mnie ten poziom wydaje się głębszy. Ale może się mylę.
A co z językiem oryginału? Jeśli bierzesz coś z Rilkego po polsku, to nie jest to samo co Rilke po niemiecku. Tłumaczenie zawsze gubi coś z rytmu, brzmienia, a w magii dźwięk słowa podobno też ma znaczenie. Jak wy to obchodzicie?
Ale z drugiej strony - większość z nas pracuje z tekstami, które pierwotnie były w innym języku. hermetyczne, kabalistyczne, sanskrycie. Zawsze gdzieś jest tłumaczenie. I jakoś te tradycje przeżyły. Może nie chodzi o to, zeby miec "czysty" tekst, tylko żeby wiedzieć, z czego korzystasz i swiadomie to zaakceptować?
O rany, to pytanie jest znacznie starsze niż myślisz. W tradycji żydowskiej, szczególnie w kabale, słowo nie jest reprezentacją rzeczy - ono jest częścią rzeczy. Litery hebrajskie mają wartości, kombinacje, i uważa się, że sama wymowa tworzy rzeczywistość. Podobnie w staroegipskiej koncepcji heka - magii, gdzie słowo i gest były równoważne, nie hierarchiczne. Więc tak, są tradycje, gdzie słowo nie jest substytutem działania, tylko samym działaniem.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy zakladacie że wiecie co to znaczy "dzialac". Ale działać jak? Bo jesli cytat pomaga mi wejsc w odpowiedni stan przed medytacja - to dziala. jeśli mam nadzieje że przeczytam go raz i zmieni mi sie sytuacja zewnetrzna - to chyba inna sprawa calkowicie.
