Długo zastanawiam się nad tym czy zaklęcia skierowane na osoby które nas nie lubią, mają w ogóle sens etyczny. Nie mówię o ochronie siebie - to inna historia. Chodzi mi o sytuacje, kiedy ktoś świadomie wysyła coś negatywnego w stronę drugiego człowieka tylko dlatego że tamten go nie lubi. Jakby to była kara. Mnie to zawsze trochę uwierało, bo jedno to odpychanie złej energii od siebie, a drugie to aktywne działanie przeciwko komuś. Pytanie, gdzie przebiega ta granica i czy w ogóle się o to pytamy zanim cokolwiek zrobimy.
To jest akurat temat przy którym ludzie dzielą się na dwa obozy i rzadko kiedy ktos zmienia zdanie. Znam osoby, ktore uwazaja, że jesli ktoś ci życzy źle, masz pelne prawo odesłać to z powrotem. I znam takich, co twierdzą, że samo intencjonowanie czegoś zlego wobec drugiego człowieka - niewazne z jakiego powodu - wraca do ciebie w jakiejs formie. Tylko że to "wraca" to osobna dyskusja, bo rozne tradyje mają różne zdanie na ten temat. W Hoodoo na przykllad praca ochronna i ta bardziej ofensywna nie są tak sztywno rozdzielone jak w neopogańskich kręgach, gdzie prawo trójki to niemla dogmat
To prawo trojki to akurat dosc młoda koncepcja jeśli chodzi o magię, Wicca, Gerald Gardner i tak dalej - nie jakis pradawny aksjomat. ale to trochę na bok. Mnie bardziej zastanawia co oznacza "nie lubią". Bo ktos może cię aktywnie szkodzić, a ktoś po prostu cię nie cierpieć, ale siedzieć cicho. to dwie zupełnie różne sytuacje i chyba nie można ich wrzucać do jednego worka, jeśli myślimy o tym, czy jakiekolwiek działanie magiczne jest w danym przypadku uzasadnione.
Pracuję z magią od dłuższego czasu i powiem szczerze - najczęstszy błąd, jaki widzę u ludzi, to mylenie intencji ochronnej z intencją odwetową. Sami sobie mówią "bronię się", a de facto chcą, żeby tamtemu się posypało. I to nie jest ocena moralna z mojej strony - po prostu te dwie rzeczy mają inną mechanikę. Praca ochronna zazwyczaj tworzy barierę albo odsyła to, co przyszło. Praca wymierzona w konkretną osobę wymaga utrzymywania z nią pewnego rodzaju połączenia przez cały czas trwania zaklęcia. I tu pojawia się coś, o czym mało kto myśli: żeby takie połączenie działało, potrzebujesz czegoś, przez co możesz do tej osoby dotrzeć. Stąd między innymi wymóg kontaktu z ziemią albo obiektami z natury - bo to wyrównuje i stabilizuje ten kanał, bez tego energetycznie to się sypie zanim cokolwiek dotrze.
A to tłumaczy, czemu w tylu opisach rytuałów jest właśnie to zakopywanie albo zostawianie czegoś przy drzewie. Myślałam, że to czysto symboliczne, ale jeśli ziemia ma pelnic funkcję "stabilizatora" - to ma jakiś sens. Tylko czy to działa tak samo jesli ktoś mieszka w bloku i dosłownie nie ma dostępu do ziemi? Balkon z doniczką to też ziemia?
Ech, a nie jest tak, że ta potrzeba kontroli to jest właśnie rdzeń wielu magicznych praktyk w ogóle? Nie tylko tych wymierzonych w kogoś. Tarot rytuały, zaklęcia ochronne - wszystko to jest w jakimś sensie próbą wpływania na rzeczywistość, która nam nie odpowiada. różnica jest w kierunku, nie w samym impulsie. Więc jeśli odrzucamy magię "na kogoś, kto nas nie lubi" jako dziecinną potrzebę kontroli, to troche podcinamy gałąź pod całą reszta nie?
No właśnie, to jak z tym jest? Słyszałem coś o tym, że w starszych tradycjach nie bylo aż takiego rozroznienia na "dobrą" i "złą" magię jak teraz. że to bardziej sprawa kontekstu i tego kto pyta ale nie wiem skąd to pochodzi moez ktoś to potwierdzi albo sprostuje?
Dobra ale to trochę jak mowic, że skoro kiedyś coś było norma, to znaczy że jest okej. historia pelna jest rzeczy, ktore kiedyś były "czescia rzemiosła" i ktorych dziś nikt rozsadny by nie bronił. nie rozumiem czemu magii miałoby to nie dotyczyc.
Zostalismy przy pytaniu Adepta - czy etyka magii jest historycznie zmienna czy jest coś, co zostaje stale. Mam wrażenie, że to pytanie bez dna, bo każda epoka definiuje krzywdę inaczej. Ale jst jedna rzecz, która przewija sie przez różne tradycje bez względu na czas: świadomość skutków. Nawet cunning folk, o których pisała Jadeitka, zazwyczaj pytali klienta o kontekst zanim cokolwiek zrobili. To nie była ślepa usługa.
Czyli de facto tradycja mówiła: rób co chcesz, ale licz sie z tym że cie to uderzy? To brzmi mnieej jak etyka a bardziej jak ubezpieczenie od ryzyka. Nie wiem czy to jest ta sama kategoria.
Serio, a jak w ogole odróżnić te dwie intenjce u siebie? Bo mnie się wydaje, że człowiek nie zawsze wie czego naprawdę chce. Mysli że sie chroni, a tak naprawde chce żeby tamtemu się posypało. Czy to znaczy że rytuał "wie lepiej" niż świadoma intencja?
To, o czym Bogumiła mówi, jest opisywane w kilku tekstach dotyczących praktyki ludowej jako "próba serca" - i to nie jest nowoczesny koncept. Spotykalam to w opisach praktyk bałkańskich i w angielskich manuskrpytach z XVII wieku. Zanim przystapisz do działania, sprawdzasz siebie, nie kogoś drugiego. ciekawa rzecz, że to powtarza się bez wspólnego źródła.
Ten wątek z intencja mnie bardzo uderza, bo wracam myślami do oryginalnego pytania o sprawiedliwość. Jeśli nawet sam praktyk nie wie do konca czego chce, to jak ocenić czy rytuał jest "sprawiedliwy"? Może to ptanie jest źle postawione od początku. nie "czy to sprawiedliwe" tylko "kto ponosi konsekwencje i czy jest na to gotowy"
No ale "kto ponosi konsekwencje" to znowu nie mówi nic o osobie na ktora rytual jeest skierowany. Ona nie ma glosu w tej rozmowie. To troche jak gdyby ktoś decydował w czyims imieniu bez pytania.
To by tłumaczyło czemu niektorzy ludzie mówią, że rytuał im "wrócił" nawet jeśli robili go z przekonaniem o słuszności. Moze trafili na kogos, kto miał własną ochrone albo silniejszy... nie wiem jak to nazwac. Grunt? I ziemia to znowu wychodzi w tym kontekscie.
Czekaj, ale to znaczy że mieć kontakt z ziemia to coś co chroni biernie? Bez żadnego rytuału? Czyli ktos kto chodzi boso po ogrodzie jest bezpieczniejszy niż ktoś kto siedzi w bloku na dziesiątym piętrze?
Ale właśnie - jeśli ktoś mieszka w bloku i nie ma ogrodu, to jest automatycznie bardziej podatny? Bo to brzmi jak że miejsce zamieszkania decyduje o tym, czy ktos cię moze dosięgnąć. To troche absurdalne
Doniczka serio? Myślisz że to porównywalne? Bo to mi sie wydaje bardziej jak placebo niż cokolwiek fizycznego.
I to jst właśnie to, do czego zmierzałem kilka postów temu. Pytanie o sprawiedliwość może być po prostu złym pytaniem - albo przynajmniej pytaniem zadanym w złym języku. Tradycje nie pytały "czy to sprawiedliwe", tylko "czy to wykonalne i jakim kosztem". A my próbujemy nałożyć na to współczesną etykę i potem się dziwimy że nie pasuje.
