Zaczęło się od doodli przy telefonie. Kółka, spirale, trójkąty połączone w jakieś struktury - ręka jeździła sama, głowa gdzies indziej. aż raz spojrzałem na kartkę i pomyślałem skad to sie bierze. zacząłem drążyć i wyszło ze spontaniczne rysowanie ma swoje miejsce w różnych tradycjach, nie tylko jako terapia. Więc - czy ktos tu pracuje z rysunkiem świadomie, jako częścią działania magicznego? I co ważniejsze - czy kolor ma tu realne znaczenie, czy to tylko estetyka?
To zależy, co rozumiesz przez "realne znaczenie". Jeśli pytasz czy kolor działa sam z siebie, obiektywnie - nie ma jednej odpowiedzi i każdy kto mówi że tak, upraszcza sprawę. Ale jeśli pytasz czy wpływa na to jak się nastawiasz do rytuału, co wnosisz, jak działasz - to już inna kwestia. W zachodniej magii ceremonialnej kolory są przypisane do planet, żywiołów, sfer. System ma swoją wewnętrzną logikę. Doodle to jednak coś innego - tam nie ma narzuconej z góry struktury.
Zastanawiam sie, czy to spontaniczne rysowanie co opisujesz to nie jest coś w rodzaju automatycznego pisma, tylko w wersji graficznej. Mam na myśli ten stan gdy ręka jakby działa bez udziału głowy. Czytałam gdzies ze niektóre tradycje traktują taką twórczość jako kontakt z czymś poza świadomą kontrolą. Ale czy to ma związek z magią przez intencję, czy jest jednak czymś osobnym?
Wchodzę trochę z boku, ale doodle jako praktyka magiczna jest opisany w kontekście sigil magic. Austin Osman Spare zbudował na tym cały system - tworzysz znak wywodzący się z intencji, aktywujesz go i zapominasz. Kolor u Spare'a nie był centralny, ale późniejsi chaos magicians już to rozwijali. Carroll pisał że estetyka rytuału, kolor włącznie, działa jak spust dla altered state. Nie chodzi o żaden mistyczny związek barwy z żywiołem - chodzi o to co ten kolor robi z tobą.
Nie, zdecydowanie nie jest tak że rysujesz i gotowe. W tradycji thelemic czy hermetic kolor to jedna z warstw - jest dźwięk, zapach, gest, imię. Wszystko razem buduje sensoryczne pole które ma cię przestroić. Sam kolor wyrwany z kontekstu działa słabo albo wcale. I właśnie dlatego mam problem kiedy słyszę "niebieski to spokój, zielony to zdrowie" - to jest sprowadzenie całego systemu do jednego elementu.
przepraszam jesli głupie pytanie ale co znaczy aktywujesz i zapominasz?? jak można cos celowo zapomniec
Słucham i muszę zapytać wprost - czy nie jest tak że cały efekt bierze się z psychologii? Rysujesz z intencją, skupiasz się, przeżywasz coś emocjonalnie, i twój mózg potem inaczej przetwarza rzeczywistość. Nie twierdzę że to bez wartości, ale czy ktoś widzi faktyczną różnicę między magią a po prostu głęboką wizualizacją? Bo mi coraz trudniej ją znaleźć.
Nie wszyscy praktycy twierdzą że coś dzieje się "na zewnątrz" w sensie nadprzyrodzonym. Carroll wprost pisał że chaos magic jest agnostyczna co do mechanizmu - może być psychologia, może być coś więcej, nie musisz wiedzieć. Dla praktyki bez znaczenia, dopóki działa. Ale właśnie dlatego kolor staje się tu interesujący - bo jeśli traktujemy to czysto psychologicznie, to barwy mają bardzo realne działanie. Chromoterapia, badania wpływu barw na nastrój - to jest literatura naukowa, nie ezoteryka.
Dobre pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. W systemach tradycyjnych jak Golden Dawn kolor jest ściśle określony - są tablice czterech kolorów dla każdego sefirot, każda skala ma swój zestaw. Wolna interpretacja to tam błąd, bo zmiana jednego elementu zaburza całość. Ale w chaos magic albo w spontanicznym doodle ty jesteś systemem. Twoja intuicja, twoje skojarzenia, twój stan. Konflikt pojawia się tylko gdy próbujesz mieszać te dwa podejścia bez świadomości że mają inne założenia.
A czy ktoś próbował rysowac codziennie ten sam symbol przez jakiś czas i sprawdzał, czy cos sie zmienia? bo mam wrażenie ze dużo tu teorii a mało konkretów - kto co robił i co z tego wyszło.
Mam pytanie do całej tej rozmowy. Czy nie jest tak, że kiedy ktoś rysuje spontanicznie, to raczej wyraza swoj stan wewnętrzny niż go kreuje? że doodle to odczyt, nie działanie? bo jeśli tak, to cały kontekst magiczny trochę sie przesuwa.
Jung sam interesował się alchemią i tym co można by nazwać magią, choć nie używał tego słowa. I właśnie to rozróżnienie - rysunek jako symptom kontra rysunek jako działanie - w praktycznych tradycjach jest często pomijane, bo zakłada się że jedno wywołuje drugie. rysujesz kształt który wyraża twój stan, a stan się przez to rysowanie zmienia. nie musisz wybierać jednej opcji.
przepraszam ze znowu ale co znaczy w praktyce "czujesz sie jak obserwator własnej ręki"?? jak to rozpoznac? bo jak rysuję bez myślenia to po prostu... rysuje bez myślenia. nie wiem czy to jest cos szczególnego czy nie
Ale jak odróżnić że "pasował" od tego że twój mózg po fakcie szuka uzasadnienia? To brzmi jak klasyczny efekt potwierdzenia - wybierasz czerwony, wychodzi coś agresywnego w formie, mówisz pasowało. A jakbyś wybrał niebieski to też byś znalazł pasowanie. Skąd wiadomo że to nie jest właśnie to?
Nie zgadzam się z tym "może nie mieć znaczenia" - to wygodne, ale zamyka drzwi przed pytaniem które jest chyba najważniejsze: czy cokolwiek dzieje się poza tobą. Jeśli wszystko sprowadzamy do "jak działa dla ciebie", to mówimy o technice relaksacyjnej z symboliką, nie o magii jako takiej. To spora różnica i nie powinniśmy jej zamiatać pod dywan.
