Wróciłam niedawno z długiej trasy i przez całą drogę czułam jakiś dziwny niepokój. Miałam przy sobie kamień naładowany wcześniej konkretną intencją i coś jakby... się rozpraszało. Wibracje silnika, zmiana otoczenia co chwilę, całe to samochodowe chaos, zaczęłam się zastanawiać, czy to mogło rozbić to, co zbudowałam podczas rytuału. Ktoś w ogóle o tym myślał? Bo znalazłam bardzo mało na ten temat, a wydaje mi się że to całkiem istotna kwestia praktyczna.
Ciekawa sprawa, bo zwykle gadamy o tym gdzie rytuał się robi, a nie co się dzieje z efektem kiedy go wozisz. Ale mnie tu bardziej interesuje jedno, ten niepokój w aucie, to był twój własny stan związany z podróżą, czy miałaś wrażenie że on pochodzi właśnie od kamienia? Bo to są dwie różne rzeczy i różnie by się to tłumaczyło.
Środowisko ma znaczenie, ale nie sądzę żeby chodziło o wibracje mechaniczne jako takie. Bardziej bym patrzyła na twoją uwagę i stan emocjonalny. Jeśli przy rytuale byłaś skupiona i spokojna, a w aucie przez kilka godzin napięta, ta różnica sama w sobie mogła zmienić to, jak kamień na ciebie działał. Nie rozładowała go, tylko po prostu przestałaś z nim pracować.
Woziłam przez kilka miesięcy runy w kieszeni kurtki i szczerze, zero różnicy między tym jak działały w domu a jak przy mnie w trasie. Ale może dlatego, że ja nie ładuję ich pod konkretną intencję, bardziej są po prostu przy mnie. I może właśnie to robi różnicę, czy przedmiot ma jednorazowe zadanie, czy jest po prostu z tobą powiązany?
Słucham i mam pytanie z innej strony, czy ktoś w ogole sprawdzal, czy zaklecie zadzialalo gorzej po tej podrozy? bo troche to brzmi jak szukanie przyczyny bez sprawdzenia czy w ogole jest problem. Nie mowie zlosliwie, naprawde pytam 🙂
Rozumiem to, bo sama czuję różnicę między afirmacjami robionymi rano w domu a tymi w aucie po drodze do pracy. W domu coś zostaje, cicho pracuje przez dzień. W aucie jakby słowa wyparowują natychmiast. Może to w ogole nie jest kwestia magii tylko tego ze mozg nie przetwarza czegos robionego w biegu tak samo jak czegos na co miałaś czas i przestrzen?
Czytałam kiedyś, że stale zmieniające się miejsce może być problematyczne przy niektórych typach pracy energetycznej, jeśli coś jest zakotwiczone przestrzennie, do miejsca gdzie był rytuał, to przesuwanie się po mapie może osłabiać połączenie. Ale nie wiem czy to coś więcej niż teoria. Ktoś miał jakieś doświadczenie w tym kierunku?
A to w takim razie, czy sa jakies konkretne sposoby, zeby jednak pracowac magicznie podczas podrozy samochodem bez tego ryzyka rozproszenia? bo jezdzę codziennie sporo i chcialbym jakoś to połączyc, a nie rezygnowac z jednego.
Samochód może być OK do pewnych rzeczy, intencji słownych, skupienia na konkretnej myśli, pracy ze świadomością. Ale do czegoś wymagającego ciszy, zakorzenienia, dłuższego skupienia, raczej nie. I nie dlatego, że auto jest złe energetycznie. Po prostu prowadzenie angażuje za dużo zasobów, żeby cokolwiek innego mogło działać głębiej. To czysto praktyczna kwestia uwagi.
Słucham tego wszystkiego i mam wrażenie, że wychodzi nam jeden wniosek: nie rób nic w samochodzie. tylko to troche niepraktyczne. jezdzę po kilka godzin dziennie, to duzy kawalek dnia. Czy naprawde przez cały ten czas mam sie mentalnie wylaczyc?
To ciekawe, bo ten aspekt, inicjowanie kontra utrzymywanie, mało kto tutaj rozróżnił wprost. Ja w czasie tej podróży nic nowego nie robiłam, tylko miałam przy sobie rzecz z wcześniejszego rytuału. I zastanawiam się teraz, czy samo to że przez kilka godzin byłam w złym stanie mogło to osłabić, bez żadnego mojego świadomego działania.
To chyba najważniejsze pytanie w tym wątku. Czy pasywne noszenie czegoś załadowanego intencją reaguje na twój stan emocjonalny, nawet jeśli nie skupiasz się na tym aktywnie? Bo jeśli tak, to każda chwila złego humoru cofa jakiś efekt. A to dość radykalne.
To mnie właśnie zastanawia w całej tej dyskusji, jak w ogole mozna ustalić co zadzialalo slabiej i dlaczego, jesli nie ma zadnego punktu odniesienia? rozumiem ze to nie jest nauka, ale nawet intuicyjnie, czy jest jakis sposob zeby odroznic "podroz to zepsula" od "po prostu tym razem tak wyszlo"?
