Dostałam ostatnio zlecenie od znajomej, chciała żebym coś zrobiła dla jej siostry, ktorej w ogole nie znam. I tu zaczął sie moj problem, bo jak zwykle pracuje dla kogoś to potrzebuje choc trochę punktow zaczepienia. Imię, data urodzenia, zdjęcie, cokolwiek. Ale siostra tej znajomej mieszka za granicą, nie ma z nią kontaktu od lat, jedyne co mam to stara fotografia z lat 80-tych i jakis drobiazg ktory po niej zostal w domu rodzinnym. Konkretnie stara broszka po babci, ktora ta siostra nosila podobno przez kilka lat zanim wyjechala. Zastanawiam sie czy to w ogole wystarczy do pracy, czy to za malo zeby zbudowac jakies polaczenie.
A co to za drobiazg dokładnie? Bo to ma znaczenie. Broszka to jedno, ale czy wiesz jak długo ta siostra ją nosiła? I czy jest metalowa, czy coś organicznego, bo to zmienia sprawę jeśli chodzi o to, jak długo taki przedmiot trzyma ślad energetyczny.
Srebro długo trzyma. Nie jest tak, że każdy metal zachowuje się jednakowo, srebro jest bardziej "chłonne" niż mosiądz na przykład. Jeśli ta kobieta nosiła to regularnie i przez dłuższy czas, to masz prawdopodobnie wystarczający punkt zaczepienia. Pytanie co chcesz z tym zrobić, bo to całkowicie zmienia podejście do sprawy.
Ja bym podeszła do tego inaczej, zdjecie z lat 80-tych to wlasciwie lepszy nosnik niz jakikolwiek fizyczny przedmiot, bo fotografia zatrzymuje obraz osoby w konkretnym momencie. Czytalam ze w tradycji hoodoo zdjecia sa wlasnie baza do pracy dla kogos nieznanego. Przedmioty sa uzupelnieniem, nie baza.
W sumie obie macie rację, tylko mówicie o różnych aspektach. Zdjęcie daje obraz, połączenie wizualne, coś do skupienia intencji. Przedmiot daje ślad biologiczny i energetyczny, bo skóra, dotyk, codzienny kontakt zostawia coś innego niż kadr aparatu. W praktyce najlepiej działa kombinacja. Ale żeby wrócić do pytania autorki, co dokładnie chcesz dla tej kobiety zrobić? Ochrona to jedna sprawa, a jeśli chodzi o coś innego, to ocena co wystarczy będzie inna.
A broszka jest teraz u znajomej, czy w rodzinnym domu? Bo to ma znaczenie, jeśli leżała lata w szufladzie u rodziców, to mogła nasiąknąć energią miejsca i innych osób, i to może zaburzać obraz. Nie mówię że jest bezużyteczna, ale warto to wziąć pod uwagę zanim zaczniesz.
Nie dyskwalifikuje. Ale wymaga dodatkowego kroku, najpierw musisz oczyścić tę nakładkową energię i zobaczyć co zostaje. Ja bym to zrobiła zanim cokolwiek z broszką zacznę. Oczyszczenie solą, kilka dni, potem praca z tym co faktycznie czujesz po kontakcie. Jeśli coś zostanie, to będzie to czego szukasz.
Mam pytanie do całej dyskusji, jak właściwie rozumiecie "ślad energetyczny" na przedmiocie? Pytam serio, bo każde z was mówi o tym trochę inaczej i ciekawi mnie czy chodzi o to samo. Telepatka mówi o śladzie biologicznym, Kobalt o energii nakładkowej, Lesnica o momencie zatrzymanym w fotografii. Czy to różne mechanizmy czy różne nazwy dla tego samego?
A nikt tu jeszcze nie zapytał, co z samą osobą której to dotyczy? Ta siostra za granicą, czy ona w ogóle wie że ktoś chce dla niej coś zrobić? Czy wyraziła jakąś zgodę, choćby pośrednią? Dla mnie to kluczowe przy pracy ochronnej dla kogoś z zewnątrz, kogo się nie zna. Inna sprawa kiedy ktoś sam przychodzi po pomoc, a inna kiedy pracujesz na zlecenie osoby trzeciej.
Nie mówię że absolutnie nie. Mówię że to zmienia charakter pracy. Jeśli działasz bez pełnej zgody, masz dużo mniejszą swobodę, możesz zrobić coś łagodnego i ogólnego, coś w rodzaju stworzenia przestrzeni ochronnej wokół osoby, bez wchodzenia głębiej. Takie działanie jest mniej ingerujące i łatwiej je uzasadnić etycznie. Ale konkretna, ukierunkowana praca na czyjejś energii bez wiedzy tej osoby, tu już bym bardzo ostrożnie.
przepraszam ze sie wtracam bo jestem tu nowa, ale mam pytanie, czy jak sie robi cos dla kogos za pomoca jego starej bizuterii to ta osoba to jakos czuje? ze cos sie dzieje? czy jest to dla niej calkiem niewidoczne
Trzecie pokolenie to już inna sprawa. Zastanowiłabym się czy w takim przypadku broszka jest w ogóle dobrym punktem wyjścia do pracy dla siostry znajomej, bo ślad tej siostry tam może być znikomy albo żaden. Broszka jest połączona z babcią i prababcią, nie z nią.
Linia krwi to szeroka autostrada, ale musisz wiedzieć którym pasem jedziesz. Broszka nosi ślad konkretnych kobiet, babci, prababci. Żeby przez nią dotrzeć do wnuczki, potrzebujesz dodatkowego łącznika. Samo pokrewieństwo nie wystarczy jako mechanizm operacyjny.
Zgadzam się z Kobaltem. To co opisuje Eliksiryna to praca przez dwa filtry naraz, przedmiot należący do przodków i żyjąca osoba, która z nim fizycznie nigdy nie miała kontaktu. Jest możliwa, ale wymaga bardzo jasno postawionej intencji co do tego do kogo konkretnie chcesz trafić i dlaczego ta ścieżka ma w ogóle działać.
Dobra, to mi trochę wyjaśnia czemu czulam ze cos w tej broszcze jest niejasne. Moze problem jest w tym ze probe je uzywac jako punktu kontaktu z konkretna osoba, a ona po prostu nie jest tym rodzajem przedmiotu. Jak myslicie, szukac czegos innego jako bazy, czy da sie pracowac z tym co jest?
Zależy co masz poza broszką. Wspominałaś o zdjęciu z lat 80-tych, to nadal jest w grze? Bo jeśli masz i zdjęcie i broszkę, możesz je połączyć w jeden punkt kotwiczący zamiast wybierać między nimi.
przepraszam ze znowu wchodze z podstawowym pytaniem ale czy przy laczeniu tych dwoch rzeczy, zdjecia i bizuterii, robi sie cos specjalnego zeby je "zsynchronizowac", czy po prostu kladzie sie je obok siebie i tyle?
Właśnie to mnie zatrzymuje. Za dużo niewiadomych żeby czuć sie pewnie z tym co robie. Zdjecie jest, broszka jest, jest prosba i cel. Ale brakuje mi jakiegos solidnego "mostka" miedzy tym wszystkim.
Mostkiem może być sama znajoma, ta osoba która do ciebie przyszła z prośbą. Ona zna siostrę, ma z nią połączenie biologiczne i emocjonalne, i jest żywym łącznikiem między tobą a osobą której nie znasz. W niektórych podejściach właśnie przez proszącego prowadzi się całą pracę, nie próbując bezpośrednio trafić do odbiorcy.
Fizyczna obecność jest najlepsza jeśli możliwa. Ale jeśli nie, to przynajmniej żeby ona sama wyraźnie sformułowała prośbę, najlepiej własnoręcznie napisaną, z imionami, z opisem sytuacji. Nie ty za nią, ale ona sama. To przenosi ciężar intencji na właściwą osobę i ty stajesz się tym który prowadzi pracę, nie jej źródłem.
I tu jest jedna rzecz do przemyślenia, czy ta kartka, ten tekst pisany ręką, nie staje się trzecim nośnikiem obok zdjęcia i broszki? Bo jeśli tak, to mamy trzy punkty które trzeba utrzymać w jednej spójnej intencji. Nie wiem czy to ułatwia czy komplikuje.
