Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która zamiast iść do lekarza z przeziębieniem zaczęła szukać jakichś zaklęć w internecie i szczerze mówiąc nie wiedziałam co jej powiedzieć. Z jednej strony rozumiem, że są ludzie, którzy wierzą w leczenie przez magię, z drugiej strony... no nie wiem. Sama praktykuję różne rzeczy, ale nigdy nie próbowałam tego w kontekście zdrowia. Zastanawiam się więc jak wy do tego podchodzicie - czy magia może realnie wspomagać zdrowie, albo czy ktoś z was w ogóle próbował zaklęć leczących? I czy to ma sens bez jednoczesnego leczenia konwencjonalnego?
To jest temat, który pojawia się regularnie i zawsze wywołuje podobne kontrowersje. Powiem wprost - znam ludzi, którzy pracują z ziołami, kamieniami, runami w kontekście zdrowia i robią to latami. Ale żaden z nich, dosłownie żaden, nie odrzuca przy tym lekarzy. To są dwa różne poziomy działania. Pytanie co twoja koleżanka rozumiała przez 'zaklęcia' bo to dość szerokie pojęcie.
Zgadzam się z Elwirką, ale chciałbym doprecyzować jedną rzecz. W tradycjach, które mają dłuższą historię - mówię chociażby o praktykach cunning folk z Anglii, czy słowiańskich znachorkach - nigdy nie było podziału typu: albo zioła i słowa, albo medycyna. Znachorki używały kombinacji i to było zupełnie normalne. Ten mit, że 'prawdziwa' magia powinna zastąpić lekarza to raczej wymysł współczesnych kręgów, nie tradycja. Sam byłem na kilku grupach anglojęzycznych i tam też większość doświadczonych praktyków ma podobne zdanie.
No ale nie zapominajmy, że w historii to właśnie kościół i później medycyna akademicka wypychały znachorki na margines, więc to trochę dziwne powoływać się teraz na to, że 'tradycja' łączyła jedno z drugim. Poza tym placebo to też coś. Jeśli ktoś wierzy, że zaklęcie pomaga, to może naprawdę poczuć się lepiej, nie?
Powiem wam co widzę w tej dyskusji - kręcimy się wokół jednego nierozwiązanego pytania: czy magia działa obiektywnie czy subiektywnie. I myślę, że to jest fałszywa dychotomia. Pracuję z rytuałami od lat i nie mam pojęcia jak to 'naprawdę' działa. Obserwuję natomiast efekty. W kontekście zdrowia - robiłem rytuały wspierające przy rekonwalescencji, zawsze z pełną świadomością, że leczenie przebiega po stronie medycznej. Czy to zmieniało coś? Mam wrażenie, że tak, ale nie powiem wam że to dowód na cokolwiek.
Czytam i zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy jest jakaś różnica między 'zaklęciem leczącym' a na przykład afirmacją zdrowia albo medytacją z intencją zdrowienia? Bo o tych drugich mówi się w kontekście wellnessu i nikt nie podnosi alarmu, a w momencie kiedy ktoś nazwie to zaklęciem to nagle jest problem. Może to kwestia słów?
hej, przepraszam że się wtrącam bo może głupie pytanie ale jak się robi takie zaklęcie leczące w ogóle? to jest jakieś słowa, świeczki, coś trzeba mieć? i czy to działa na kogoś innego czy tylko na siebie można? i skąd wiadomo że zadziałało haha bo jak wyzdrowieje to może samo by przeszło
Doceniam tę szczerość u Seida, bo to jest rzadkie w tych rozmowach. Ale chcę wrócić do czegoś co napisała Malgosia na początku - do tej koleżanki. Nie interesuje mnie teraz debata filozoficzna, tylko praktyczny wymiar. Ta osoba zamiast iść do lekarza szuka zaklęć. To jest sytuacja, gdzie ktoś może naprawdę odłożyć potrzebną pomoc. Jak wy rozmawiacie z bliskimi, którzy robią takie wybory? Bo to nie jest kwestia narzucania przekonań, ale jednak chyba trzeba coś powiedzieć?
Mam w notatkach kilka przypadków z różnych forów anglojęzycznych gdzie ludzie opisywali podobne sytuacje - bliski odmawia lekarza i idzie w magię. Jedna rzecz, która się tam powtarza to że argumentowanie przez 'ale nauka mówi' zwykle nie pomaga, bo osoba i tak wie. Skuteczniejsze okazywało się pytanie konkretnie: jak ta praktyka pomogła ci wcześniej? Kiedy konkretnie? Przez to człowiek sam zaczyna myśleć empirycznie, bez presji z zewnątrz.
Przepraszam że wchodzę tu z czymś osobistym ale właśnie przeżywam coś podobnego. Mam w domu kogoś kto odmawia lekarza przy czymś co może być poważniejsze niż przeziębienie i odwołuje się do różnych 'metod'. Nie wiem co robić i ta rozmowa akurat mnie dotyczy bardzo bezpośrednio. Czy ktoś miał taką sytuację gdzie faktycznie udało się przekonać kogoś bliskiego żeby nie rezygnował z lekarza?
Trochę mnie zastanawia jedna rzecz w tej dyskusji - rozmawiamy głównie o tym żeby przekonywać bliskich do lekarzy, a to jest temat o zaklęciach leczących. Czy nikt tu nie wierzy po prostu że magia może leczyć? Bo mam wrażenie że większość tu zebranych zakłada z góry że nie może.
Słucham tej dyskusji i jedno mi nie daje spokoju - my cały czas mówimy o zaklęciach leczących jakby to była jedna kategoria. A to jest naprawdę szeroki worek. Coś innego jest intencja wysłana w kierunku zdrowia, coś innego praca runami nad konkretnym obszarem ciała, coś innego ziołolecznictwo z warstwą magiczną, a coś zupełnie innego jest na przykład praca z wizerunkiem choroby w rytuale. Mechanizm i cel mogą być zupełnie różne, więc pytanie 'czy magia leczy' jest trochę jak pytanie 'czy medycyna leczy' - no to zależy którą i na co.
Przepraszam że wchodzę, bo raczej siedzę po stronie kart i horoskopu, ale czytam ten wątek od początku i mam pytanie może naiwne - czy w ogóle ktoś z was miał sytuację gdzie ktoś bliski był naprawdę chory, nie tak trochę niedomagał, i wybrał magię zamiast lekarza? I co się stało? Bo ta dyskusja jest trochę abstrakcyjna dla mnie i chciałabym usłyszeć coś konkretnego.
Tak, o to mi właśnie chodziło od początku i cieszę się że to wybrzmiało. Nie pisałam tego posta żeby kogoś przekonać że magia nie działa albo że działa. Pisałam bo nie wiedziałam jak się zachować wobec koleżanki. I dalej nie do końca wiem, chociaż ta rozmowa trochę mi ułożyła myśli. Ezoteryk pisał o tym żeby nie argumentować przez naukę bo to nie pomaga. Judytka teraz mówi że to inny poziom rozmowy. Seid że sam nie odróżnia co zadziałało. I chyba to jest uczciwe podejście.
a mogę zapytać o tą koleżankę Malgosia - ona w ogóle wie że to tutaj piszesz? i nie jest tak że ona po prostu chce robic coś sama bez że ktoś jej mówi co ma robic? bo mam kuzyna który nie chodzi do lekarzy i on też tak mówi że sam sobie radzi, ale tam nie chodzi o magię tylko o głupie przekonania że lekarze tylko kasa i leki dają. tak samo trudno z nim gadać
No i właśnie wyszło to co myślałam od początku - że u podstaw nie jest wiara w magię jako system, tylko brak zaufania do medycyny. I tu zaczyna mi się kręcić coś w głowie bo to trochę zmienia pytanie z 'czy zaklęcia leczą' na 'skąd bierze się to że ludzie wolą zaklęcia od lekarzy'. A to jest chyba socjologiczne bardziej niż ezoteryczne.
Zastanawiam się czy w tym wszystkim nie pomijamy jednej kwestii - kto ma prawo oceniać czy czyjaś metoda leczenia jest 'dobra'. Rozumiem że chodzi o zdrowie i życie, ale jeśli ktoś jest dorosły i świadomie wybiera jakiś sposób radzenia sobie z chorobą, to kiedy kończy się troska a zaczyna narzucanie? Pytam szczerze, bo sama nie wiem gdzie ta granica.
Właśnie na forach anglojęzycznych które śledzę pojawia się termin 'medical autonomy' w kontekście praktyk alternatywnych i to jest tam gorący temat. Część społeczności magicznej mocno broni prawa do niekorzystania z medycyny konwencjonalnej jako elementu własnej duchowości. Inne głosy mówią że to jest niebezpieczne przywłaszczanie autonomii przez ideologię. Nie ma konsensusu. Ale zauważam że tam ta dyskusja odbywa się inaczej - mniej o tym czy magia działa a bardziej o tym jakie są granice odpowiedzialności wobec siebie i innych.
Słuchajcie, wracam do tej konkretnej sytuacji Glicyni bo mi to zostało w głowie. Masz kogoś bliskiego, odmawia lekarza przy czymś potencjalnie poważnym. Co w praktyce robisz? Piszesz tutaj, okej, ale co jeszcze? Pytam nie złośliwie tylko dlatego że sama miałam podobny przypadek w rodzinie i wiem że wiedza o tym gdzie jest granica mało pomaga kiedy stoisz przed konkretną osobą.
Myślę że Glicynia robi to dobrze intuicyjnie - nie negowanie tylko zaproszenie do mniejszego kroku. Czytałem gdzieś że w rozmowach z osobami które mają silne przekonania zdrowotne alternatywne, skuteczniejsze jest pytanie o to czego się boją po stronie medycyny, niż przekonywanie że magia nie wystarczy. Często chodzi o coś konkretnego - lęk przed diagnozą, przed utratą kontroli, przed systemem. I jeśli to wyjdzie, można rozmawiać o tym, nie o tym czy zaklęcia działają czy nie.
Ale czy my tutaj naprawdę rozmawiamy o technikach komunikacji czy o zaklęciach leczących? Bo mam wrażenie że wątek ładnie dryfuje. Nie mówię że ta rozmowa jest bez sensu, ale Malgosia pytała o coś konkretnego i wyszliśmy daleko.
Nie, zostań z tym Judytka, mi to pomaga bardziej niż gdybyśmy gadali o tym czy zaklęcia działają fizycznie czy nie. Ta rozmowa o tym jak rozmawiać z kimś bliskim to jest dokładnie to co mnie trapi.
No właśnie, i tu jest coś co chcę powiedzieć od jakiegoś czasu - strach przed diagnozą to jest osobny temat od wiary w magię. Możesz wierzyć w zaklęcia i jednocześnie iść do lekarza. To nie są rzeczy które się wykluczają. Ale część osób konstruuje sobie taki system gdzie jedno zastępuje drugie i to jest inne coś.
To napięcie o którym pisze Ezoteryk jest prawdziwe i od lat. Znam je z własnego doświadczenia. Kiedy zaczęłam pracować z runami, był taki moment gdzie ktoś na innym forum napisał mi że 'prawdziwa magia nie potrzebuje lekarzy'. I to mnie wtedy mocno uderzyło, bo brzmiało jak sekta, nie jak praktyka duchowa.
Czytam i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś z was spotykał się z praktykiem magicznym, który wyraźnie mówił 'idź do lekarza, magia jest uzupełnieniem'? Pytam bo ciekawi mnie czy to jest norma czy wyjątek w tej społeczności.
hej a mam pytanko bo może głupie - czy jak ktoś robi zaklęcie żeby zdrowie wróciło to on musi wierzyć że zadziała? bo jak nie wierzy to po co to robi? i czy jak wierzy za bardzo to właśnie wpada w tą pułapkę o której piszecie że jego wina? to jak to powinno wyglądać żeby było okej
a czy ktoś wie czy w tradycjach runicznych jest coś co mówi o tym jak łączyć runy z normalnym leczeniem? bo ja dopiero zaczynam i jak czytam o Uruz to wygląda na to że jest ta runa zdrowia i siły ale nigdzie nie widziałm żeby ktoś pisał wprost czy to uzupełnienie czy zamiast. sorki jeśli już to było
