Mam taki problem od jakiegoś czasu i nie wiem, czy to tylko moje odczucie. Mam stary zegarek kieszonkowy po dziadku, który przestał chodzić kilka lat temu. Zegarmistrz mówi, że mechanicznie wszystko jest sprawne, bateria wymieniona, ale stoi. Próbowałem różnych zaklęć przywracających funkcje przedmiotom - takich stricte operacyjnych, nie sentymentalnych. Robiłem to w nowiu, potem w pełni, raz w środę (Merkury, czas, mechanizmy - logiczne), raz bez żadnego odniesienia astralnego. Za każdym razem zegarek chodzi przez kilka godzin i znowu staje. Zacząłem się zastanawiać, czy nie utknąłem w jakiejś pętli, gdzie sam rytuał podtrzymuje ten stan zawieszenia zamiast go rozwiązać. Czy ktoś w ogóle miał coś podobnego z przedmiotami, które są technicznie sprawne, ale jakby nie chcą działać?
To co opisujesz z tym zegarkiem brzmi znajomo, ale zanim cokolwiek powiem - chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Zegarmistrz sprawdził mechanizm, wymienił baterię i twierdzi, że powinien chodzić, tak? Bo jeśli tak, to mamy do czynienia z czymś, co w tradycji przedmiotów magicznych nazywa się często 'oporem obiektu' - i nie mówię tu o żadnej poezji, tylko o konkretnym pojęciu. Przedmioty o silnym ładunku emocjonalnym albo długiej historii użytkowania przez jedną osobę mogą zachowywać się jak zamknięty system. Pytanie do ciebie: czy te zaklęcia, których używałeś, były nakierowane na uruchomienie zegarka, czy na przywrócenie mu jakiejś dawnej funkcji lub roli? To nie to samo i podejrzewam, że tu może leżeć sedno.
Sześć razy to za dużo, powiem wprost. W mojej praktyce obowiązuje coś w rodzaju zasady trzech prób - jeśli po trzech podejściach nie ma żadnego efektu, to nie jest kwestia techniki wykonania, tylko błędnej diagnozy problemu. Mogło być tak, że od początku nie był to problem do rozwiązania przez zaklęcie uruchamiające, tylko przez coś zupełnie innego. Może jakiś rytuał pożegnalny albo transformacyjny, skoro to przedmiot po bliskiej osobie?
Właśnie, bo wracając do tej pętli - kiedy miałam problem z tą lampą, wyszłam z niej przez coś, co można nazwać 'przerwą intencjonalną'. Po prostu odłożyłam lampę na kilka tygodni i nie robiłam nic. Żadnych rytuałów, żadnych prób. Kiedy wróciłam, zrobiłam jeden rytuał oczyszczający sam obiekt ze wszystkich poprzednich intencji, jakie na nim zostawiłam, i dopiero potem nowy rytuał cel. Zadziałało, ale nie wiem, czy to były poprzednie warstwy, czy po prostu olej w końcu wsiąkł w knot jak należy. Nigdy nie będę tego wiedziała na sto procent.
Przerwa na kilka tygodni? To znaczy, że trzeba czekać? Nie ma jakiegoś szybszego sposobu na reset? Pytam serio, bo mam podobny problem ze starą zapalniczką i nie mam ochoty czekać miesiąc.
Ulka, to jest dokładnie taki rodzaj historii, który sprawia, że w ogóle zacząłem myśleć o tym inaczej. Kilka osób teraz mówi o tej przerwie i 'niezmuszaniu'. Zaczynam myśleć, że moje sześć prób było właśnie formą zmuszania. Nokturnina, wracając do tego, co powiedziałaś wcześniej o konflikcie intencji - czy rytuał oczyszczający, który Klimcia opisała, mógłby w teorii wyczyścić te wszystkie warstwy, które nałożyłem? I jak długa przerwa miałaby sens zanim cokolwiek znowu spróbuję?
powiem ci, co bym rozważyła, ale zaznaczam, że to nie jest przepis - nie ma tutaj jednej dobrej odpowiedzi. Rytuał oczyszczający sam w sobie nie musi być skomplikowany, ale musi być uczciwy intencyjnie. Tzn. nie 'czyszczę, żeby potem znowu spróbować uruchomić', tylko 'czyszczę, bo nazbierałem tu za dużo i chcę zacząć od zera, bez gwarancji efektu'. To różnica, która może brzmieć filozoficznie, ale w praktyce zmienia całe nastawienie podczas rytuału. Co do przerwy - nie mam złotej liczby tygodni. Ale mam inne pytanie do ciebie: czy naprawdę chcesz, żeby ten zegarek chodził jako zegarek, czy chcesz mieć go przy sobie jako coś po dziadku?
Śledzę ten wątek i mam głupie pytanie, przepraszam jeśli nie na miejscu. Wy traktujecie ten zegarek jak coś, co ma jakąś wolę albo świadomość swoich funkcji. Ale skąd ten pomysł? Chodzi mi o to, czy jest jakaś tradycja, filozofia, która to opisuje, czy to bardziej intuicja wypracowana przez praktykę? Naprawdę pytam z ciekawości, bo nie bardzo rozumiem, na czym stoi to założenie.
Sigilnik, nie wiem ile ma lat dokładnie, ale dziadek dostał go od swojego ojca, więc to może być nawet przedwojenny. Tsukumogami - to akurat mnie uderza, bo po japońsku tsuku znaczy przywiązać, a moga to duch albo istota, jeśli dobrze pamiętam. Andromeda, mam pytanie - bo to zmienia perspektywę całej tej rozmowy. Jeśli przyjąć, że taki przedmiot ma własną agencję, to moje zaklęcia mogły być po prostu... nieodpowiednią formą kontaktu? Jak mówienie do kogoś w języku, którego nie zna?
Teodor, ta analogia z językiem jest dobra i zła jednocześnie. Dobra, bo pokazuje, że intencja nadawcy nie wystarczy - musi być jakiś wspólny mianownik. Zła, bo sugeruje, że wystarczy znaleźć właściwy 'język', czyli właściwe zaklęcie, i problem rozwiązany. A to chyba nie o to chodzi, skoro sześć prób nie dało efektu mimo różnych podejść. Andromeda, a ty pracujesz z runami - czy w tradycji runicznej w ogóle pojawia się coś analogicznego do tego, co opisujesz przy tsukumogami? Bo Elder Futhark w kontekście przedmiotów to jest osobny temat, a nie chcę mówić czegoś, na czym się nie znam.
Zatrzymuję się tu, bo rozmowa zaczyna iść w kilka stron naraz. Sigilnik zadał konkretne pytanie o tradycje i Andromeda odpowiedziała - dobrze. Ale przy tsukumogami warto doprecyzować: to nie jest tak, że każdy stary przedmiot dosłownie ożywa. W japońskich źródłach, np. w Hyakumonogatari Kaidankai albo starszych zbiorach opowieści, tsukumogami to raczej skutek zaniedbania albo porzucenia - przedmioty, którymi przestano się opiekować, nabierają urazy. Zegarek Teodora jest przeciwieństwem tego: jest trzymany, o nim myślą, dba się o niego. Więc jeśli już sięgamy po tę tradycję, to ona akurat nie pasuje do tej konkretnej sytuacji.
A wracając do zapalniczki - bo zapomniałem jej w tej dyskusji o zegarkach i tsukumogami. Ta zapalniczka nie jest stara, mam ją od niedawna, nie należała do nikogo innego. Konradek mówił wcześniej o 'zebraniu intencji' i o tym, że może trzeba poczekać. Ale Klimcia mówiła o przerwie tygodniami. Ile ta przerwa ma właściwie trwać, bo nikt konkretnie nie powiedział?
