Ostatnio wróciłam do czegoś, o czym czytałam jakiś czas temu w kontekście pneumy - greckiego pojęcia, które łączyło oddech z życiową siłą, czymś między powietrzem a duchem. I zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle rozumiemy, co robimy, kiedy 'rzucamy zaklęcie'. Bo jeśli oddech jest nośnikiem intencji - a w wielu tradycjach tak właśnie jest traktowany - to co z tymi wszystkimi momentami, kiedy oddychamy bez żadnej świadomości? Czy to przepadło, czy może działa bez naszej kontroli? Pytam, bo nie mam jednoznacznej odpowiedzi i ciekawi mnie, co wy o tym myślicie. Magia przez oddychanie brzmi jak metafora, ale im dłużej o tym siedzę, tym mniej jestem pewna, że tylko.
To ciekawy punkt wyjścia, ale od razu zapytam - czy ty rozróżniasz między oddechem jako nośnikiem intencji a oddechem jako samym działaniem magicznym? Bo to dość ważne rozróżnienie. Pneuma w tradycji stoickiej to coś, co przenika materię, nie jest tylko metaforą ducha, ale dosłownie subtelną materią. I jeśli idziemy tym tropem, to nieświadomy oddech nie jest 'zmarnowany' - po prostu nie ma kierunku. Jak strzała bez celu.
Mam to w notatkach z jednego warsztatu - że w tradycji tantry tybetańskiej prana nie jest neutralna, ona już niesie jakiś ładunek emocjonalny. Tzn. gniewny oddech to nie jest to samo co spokojny oddech, nawet jeśli obaj oddychamy 'bez intencji'. Więc może pytanie nie brzmi 'czy nieświadomy oddech robi coś', tylko 'co robi, skoro i tak niesie emocję'? Pajeczyna, masz jakieś źródło, z którego wyszłaś, czy to własna obserwacja?
Właśnie o to chodzi - w magii ceremonialnej oddech to absolutna podstawa, LBRP zaczyna się od rytmicznego oddechu, który ustala 'częstotliwość' rytuału. Bez tego rytuał po prostu nie działa. To nie metafora, to technika. Crowley pisał o tym wprost w 'Magick in Theory and Practice' - kontrola oddechu to kontrola nad astralnym ciałem.
Ale jak to mam rozumieć - że jak oddycham normalnie to rzucam jakieś zaklęcie? Bo to brzmi jakby każdy był czarownikiem bez wiedzy o tym. Czy to nie jest trochę na wyrost?
Mnie bardziej zastanawia to, jak pokazać komuś, kto w ogóle nie wierzy w magię, że oddech ma jakiś wpływ. Sama miałam taką sytuację z koleżanką - kompletna sceptyczka - i próbowałam jej wytłumaczyć coherence serca, że jak oddychasz w określonym rytmie, to rytm serca się synchronizuje z mózgiem. To jest fizjologia, nie magia. Ona to przyjęła. A potem powiedziałam, że jak do tego dołożysz intencję, to robimy już coś innego. I tu się zatrzymała. Nie odrzuciła, ale się zatrzymała. Czy ktoś miał podobnie - że most między nauką a magią był właśnie w oddechu?
Dobra ale po co mi teoria o polu elektromagnetycznym jak chcę po prostu wiedzieć czy to działa czy nie. Czy jest jakiś prosty sposób żeby sprawdzić że oddech z intencją robi różnicę? Jakaś konkretna praktyka do przetestowania?
Wow, naprawdę dużo tu ciekawych rzeczy. Jolusia96, dziękuję za ten opis, to jest coś, co mogę spróbować zrobić sam w domu. Nigdy nie myślałem o tym, że oddech może mieć znaczenie w magii, zawsze skupiałem się na słowach i gestach. To otwiera nowe spojrzenie dla mnie.
Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałam zapytać o coś praktycznego. Skoro mówimy o tym, że oddech z intencją to już coś innego niż samo oddychanie - to skąd wiadomo, kiedy intencja jest 'wystarczająca'? Tzn. czy to musi być coś bardzo skoncentrowanego, czy wystarczy, że mam gdzieś z tyłu głowy jakiś zamiar?
Wracając do tego, co mówiłam o sceptykach - chyba kluczowe jest to, żeby nie próbować od razu przekonać kogoś do magii jako takiej. Lepiej pokazać mu doświadczenie i pozwolić, żeby sam to nazwał. Moja koleżanka po tej rozmowie o coherence zaczęła sama eksperymentować z oddechem przed ważnymi spotkaniami. Nie mówi, że 'robi magię'. Mówi, że 'resetuje układ nerwowy'. To ta sama praktyka, różna nazwa. I może o to właśnie chodzi - że magia przez oddychanie nie potrzebuje nazwy, żeby działać?
ale wtedy każda medytacja z intencją to magia? bo ja medytuje czasem przed snem i mam jakieś myśli o tym co chce osiągnąć i oddycham spokojnie. czy to już jest coś magicznego wg was czy tylko relaksacja
Austin Osman Spare i kawana - to jest ciekawe zderzenie. Spare chciał wyłączyć świadomą wolę, żeby zrobić miejsce dla czegoś głębszego. Kabała mówi, że kawana musi być aktywna i skupiona. To nie jest sprzeczność do rozstrzygnięcia, to są dwie różne mapy tego samego terytorium. Tylko która z nich lepiej opisuje to, co się dzieje podczas oddechu?
A co z tym, co Spare mówił o zapomnieniu - bo Strzaska57 dobrze to przywołała. Spare twierdził, że intencja musi zostać 'wchłonięta' przez nieświadomość. Czyli moment oddechu z intencją to tylko punkt wejścia, a właściwa praca dzieje się poza świadomością. Jeśli tak, to może każdy nieświadomy oddech też jest takim punktem wejścia - tylko że nie ma żadnego sygnila, który by kierował tą energią?
no dobra ale dla mnie to wszystko nadal brzmi bardzo teoretycznie. czy ktoś z was faktycznie zrobił coś z oddechem i miał konkretny efekt, który był wyraźny, nie do zignorowania? nie filozofię, tylko wynik
ale to znaczy ze magia nigdy nie da sie udowodnic? i wtedy po co w ogole to robic jesli nie wiesz czy dziala
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chcę zapytać o coś zupełnie innego - bo wszyscy mówicie o intencji jako o czymś mentalnym. A co z emocją? Czy oddech z intencją ale bez emocjonalnego zaangażowania w ogóle ma szansę zrobić coś?
I tu wracamy do punktu wyjścia tego wątku, tylko okrężną drogą. Jeśli thymos to coś między wolą a emocją, i jeśli oddech jest fizycznym nośnikiem tego stanu - to właśnie dlatego pytałam, czy każdy wdech to zaklęcie. Bo może nie chodzi o intencję jako myśl, tylko o stan, w którym jesteś, kiedy oddychasz. A tego stanu nie da się całkowicie wyłączyć.
To jest chyba jedno z lepszych pytań, jakie padły w tym wątku. I myślę, że większość tradycji magicznych powiedziałaby: tak, dokładnie tak to działa. Nie musisz wiedzieć, że używasz magii, żeby jej używać. Stąd przekonania w wielu kulturach o klątwie rzuconej przez zazdrość - evil eye, mal de ojo, ayin hara - to nie jest zamierzone rzucanie zaklęć, to jest intensywny stan emocjonalny, który 'wychodzi' przez spojrzenie albo obecność.
To co mówi Jolusia96 to jest coś, nad czym siedzę od kilku minut. Bo jeśli przyjmiemy, że nieświadomy intensywny stan może oddziaływać - a Strzaska57 dobrze to ujęła przez evil eye - to świadoma praktyka nie jest warunkiem działania, tylko może jego wzmocnieniem albo ukierunkowaniem. Trochę jak różnica między wodą lejącą się losowo po podłodze a wodą w kanale. Efekt jest, ale kierunek się zmienia.
no i właśnie. bo czym to sie rozni od zwykłego efektu placebo albo od tego że jak jesteś spokojny to lepiej ci idzie? naprawde nie kumam gdzie tu jest ta magia a gdzie psychologia
Szymek84 zadaje pytanie, które jest właściwie fundamentem całego wątku. I szczerze - nie wiem, czy ta granica jest ostra. Ale myślę, że placebo zakłada, że mechanizm jest wyłącznie wewnętrzny. Magia zakłada, że coś wychodzi na zewnątrz i oddziałuje na rzeczywistość poza ciałem. Jeśli ktoś robi technikę oddechową przed rozmową i jest spokojniejszy - to psychologia. Jeśli ta rozmowa idzie lepiej w sposób, który nie wynika wyłącznie z jego zachowania - tam zaczyna się pytanie o coś więcej.
i właśnie na tym polega mój problem z tym, co opisałam wcześniej. Byłam spokojniejsza, ale też druga strona zachowała się inaczej niż zwykle. I to 'inaczej' nie dało się wyjaśnić tylko moim nastrojem. Albo mogło, bo przecież reagujemy na cudzy nastrój - i tu znowu wchodzimy w kółko.
Słuchajcie, ja myślę że to kwestia częstotliwości. Oddech zmienia częstotliwość wibracyjną ciała i to dosłownie oddziałuje na otoczenie, bo wszystko wokół nas to energia. Dlatego mnisi tybetańscy mogą zmieniać temperaturę ciała - bo kontrolują te częstotliwości. To nie jest psychologia, to fizyka.
